sobota, 31 października 2009

Od czego by tu...
Sobota - dzień wolny, można się wyspać, nic nie robić, wyjechać w góry, wsiąść na rower, pójść na wieczorne spotkanie ze znajomymi... Ech, od 4 miesięcy praktycznie tego nie używam. Od czasu paskudnej torbieli włosowatej, która pozbawiła mnie wszystkiego, co dobre, od czasu, kiedy to pięknego czerwcowego dnia, przestałam siedzieć z niewiadomych ( jak się wtedy wydawało) powodów, od czasu, kiedy  na oddziale ratunkowym przeżywałam najgorszy ( jak się wtedy wydawało) moment w swoim życiu, związany z nacinaniem powstałego ropnia, od czasu, kiedy po nacięciu rana się nie zagoiła, i wylądowałam w szpitalu, gdzie podczas zabiegu operacyjnego usunęli mi powstałą torbiel, od czasu, kiedy po pierwszej operacji rany nie chciały się goić, i codzienne   wizyty w poradni przyprawiały mnie o mdłości, od czasu, kiedy po raz drugi musiałam położyć się w szpitalu, bo dostałam stanu zapalnego okolicy krzyżowej,  i nawrotu torbieli, od czasu, kiedy musiałam położyć się po raz trzeci, bo naciek ropny  powstały wyniku powikłań poszedł na plecy, i przestałam chodzić prosto - skończyło się moje aktywne życie, skończyło się chodzenie po górach, skończyła się jazda na rowerze, skończyło się wychodzenie z domu. Tęsknię za tym cholernie! Niech ktoś ode mnie weźmie te powikłania.
Do dnia dzisiejszego stan nie uległ aż takiej poprawie, jaką bym chciała mieć, czyli być zdrową, nadal muszę chodzić na zmiany opatrunków, nadal jest naciek, nadal jest wyciek  treści ropnej,   i   w sumie niewiele się zmieniło od poprzednich operacji, jak to powiedział lekarz: ręce opadają! Mnie opadły poniżej poziomu morza już dawno temu, i w związku z tym, nie za bardzo mam siłę, aby z tym walczyć. Chlip!


Update:
Wyjdę z tego dołka. Muszę wyjść. Muszę zmienić swoje myślenie, może w ogóle nie myśleć?
Najważniejsze dla mnie jest to, że mam z kim o tym porozmawiać, i tej osobie bardzo dziękuję, i obiecuję poprawę, i więcej grzeszyć nie będę... chyba.  Amen !

2 komentarze:

  1. Mojej choroby mi dosyć, co prawda ZUS daje mi spokój, ale ostatni raz na rowerze jeździłem ostatni raz kiedy byłem dzieckiem, nawet bez tych kółek się udawało, no ale było, minęło i wielka szkoda, ale ja już zgorzkniałem, Ty nie pewnie. Może to dobrze, może źle, trudno powiedzieć.
    Nie chodzę po górach, nie wiem czy by mi się podobało takie chodzenie nawet- nie mogę.

    Ja sobie myślę, że wszystko minie za jakiś czas i torbiel będziesz tylko wspominać, choć moim zdaniem to jest niefart, genetyka, cholera wie, pech.
    Pieniądze mnie lubią nawet jeśli nie pracuję, to takie ciekawe, ale tak jest. Mam nadzieje, że się nie zmieni.
    Szykuję się do notki poważnej i długiej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie, mnie rower nigdy nie zgorzknieje, nawet kiedy ja zgorzknieje ;)Co do gór, to musiałbyś spróbować, nie wszędzie trzeba iść, są szczyty, na które można wyjechać, i to całkiem niedaleko.
    Torbiel, paszoł won!

    OdpowiedzUsuń