Nie potrafię już tutaj pisać. Wiele razy chciałam coś skrobnąć, ale mi nie wychodziło. Straciłam jakby zdolność prowadzenia bloga. Wypalenie całkowite. Szkoda, bo nie chciałam tego, chciałam mieć to swoje miejsce, w którym mogłabym pisać, wyżalać się i planować, ale nie umiem już tego robić. Nie wiem, czy to zmęczenie materiału, czy monotonia życia, czy co innego. Gdy tak patrzę na archiwum i czytam sobie starsze wpisy, kręci się łezka w oku. Mogę śmiało napisać, że w przeszłości były dobre czasy, bo coś w tym moim życiu się działo, a teraz nie ma nic, zupełna pustka, wegetacja. Jak coś zmienić, nie wiem, brakuje pomysłów.
wtorek, 29 maja 2012
wtorek, 15 maja 2012
Od wczoraj jestem osobą bezrobotną. Jupi! Może dziwi was to, że się cieszę, ale po tylu latach chorowania, fajnie jest żyć w poczuciu, że już za niedługo wszystko wróci do normy, rejestracja w PUP była tylko pierwszym krokiem. Oczywiście nie obyło się bez drobnych problemów, ale koniec końców - udało się. Pozostaje tylko znaleźć ciekawą pracę i do boju! Nie jest też tak do końca kolorowo, bo zarejestrowałam się w urzędzie nie wiedząc, co mi powie hematolog. Wizyta wypada dopiero na 26 maja, niestety wcześniejsze terminy przepadały ze względu na nieobecność pani doktor. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie po mojej myśli.
LFO 2012! Tak naprawdę słowa nie oddadzą tego, co było mi dane zobaczyć na stadionie MOSIRu. Nie ważne, że było zimno, wcale nie miało to dla mnie żadnego znaczenia. Stałam zahipnotyzowana, oddawałam się muzyce. Łzy w oczach, ciarki na całym ciele... Byłam dumna, że mogę uczestniczyć w tak pięknym wydarzeniu. Peter Gabriel po raz kolejny pokazał mi jak świetny jest w tym, co robi. Nie zapomnę jego koncertu do końca życia. Piękna, inna muzyka, bo w wykonaniu orkiestry do tego słowa utworów trafiające w serce, prawdziwe, napisane przez życie. Wspomnienia pozostaną na zawsze i to, że mogłam go widzieć na żywo. Niczego więcej mi nie potrzeba...
Mała namiastka tego, co działo się w sobotę. Przy tym kawałku z nieba zaczął padać deszcz, a my oczami wyobraźni widzieliśmy, że ten deszcz był... czerwony!
sobota, 12 maja 2012
Co by tu.
Pogoda się psuje, wiadomo weekend, nie powinno mnie to dziwić. Life Festiwal zbliża się wielkimi krokami, szkoda troszkę, że nie będzie słonecznie. Mam nadzieję, że w dniu jutrzejszym, kiedy wystąpi Peter Gabriel deszcz nie spadnie, może artysta swoją muzyką rozgoni całe zło, gromadzące się na niebie. Deszcz (gdyby jednak padał) nie będzie mi przeszkadzał w niczym, bo być na koncercie Petera Gabriela było moim marzeniem i to marzenie się spełnia - chociaż jedno.
Poza tym, to jak zwykle borykam się z wieloma problemami, które w mniejszym lub większym stopniu nie pozwalają mi normalnie funkcjonować. Pisanie nie pomaga w pozbyciu się ich, więc nie ma co zaśmiecać tego świata, smutnymi literkami układającymi się w zdania.
I tak już dzień za dniem...
niedziela, 6 maja 2012
Milczenie - rzeczywistość. Zamknięta w świecie, własnym świecie, nigdzie indziej nie pasuje - tak jej się wydaje. Niby wśród ludzi, ale osobno. Czasami się odezwie, ale jakby nikt jej nie słyszał. Ona słucha, ale to słuchanie nie ma pozytywnych stron, bo czuje, że większość tego, co zostało powiedziane jej nie dotyczy. Wyciąga wnioski, widzi koniec. Dlatego czyta książki, dużo książek. Pochłania każde napisane słowo. Lubi czytać, lubi tak spędzać czas, wyciszona pokonuje z bohaterem kilometry. Pływa, wspina się, jeździ. Uwielbia pobudzać swoją wyobraźnię jest to jedyna rzecz, na którą ma wpływ. Wtedy nie potrzebuje namacalności... niczyjej. Takie chwile jednak nie trwają wiecznie, zawsze przychodzi moment, w którym z jej oczu płyną łzy. Nadwrażliwość? Nie. To smutek, który wychodzi z każdej części jej ciała, to tęsknota za odrobiną szczęścia, za uśmiechem, za dobrymi chwilami i beztroską. Potrzeba jej stabilności, świętego spokoju, poczucia bezpieczeństwa w świecie, w którym aktualnie przebywa. Kiedyś dawał jej to jednoślad, teraz i on nie wystarcza. Może na nim uciec, ale tylko na chwilę, poza tym każdy przejechany kilometr, wywołuje tęsknotę i łzy. Spod okularów jednak tego nie widać, zresztą jest sama i może płakać. Tylko, że ona tego nie lubi, bo wie, że dzieje się z nią coś niedobrego, takim sposobem nigdy nie dojdzie do równowagi, której tak bardzo potrzebuje... Ech, życie. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo, ona to wie, ale dlaczego czasami musi być tak ciężko? Czy kiedyś znowu będzie mogła cieszyć się każdym, nowym dniem? Czy zobaczy sens? Powiedziała mi, że ma taką nadzieję, że jest w niej iskierka, która nie chce zgasnąć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)