środa, 28 marca 2012

Zapalenie oskrzeli. Nie, nie moje,  Amelki. Po raz kolejny, poprzednie było miesiąc temu. Co jest powodem jej zachorowań? Po pierwsze - przedszkole, po drugie - niedoleczenie poprzednich chorób, po trzecie - nieodpowiednie ubieranie w stosunku do panujących warunków atmosferycznych, więcej chyba nie muszę pisać. Kogo za to winić? Oczywiście brak odporności... Tydzień przedszkola ma z głowy. Tam teraz panuje ospa, więc nie wiadomo, czy jeszcze jej się coś nie wykluje między czasie. Jestem w lekkiej obawie, bo nigdy ospy nie przechodziłam i wolałabym nie zachorować, a wiadomo że z małą mam kontakt codzienny, teraz będzie ze zdwojoną siłą. Pogoda też ma się zmienić, więc nie będzie tak żal, że Amelka musi siedzieć w domu, miast bawić się, skakać i śmiać do woli na powietrzu. Na wszystko przyjdzie pora, miejmy nadzieję, że w okresie typowo wiosennym, te choroby przeminą, bo jak tak ma być już przez cały czas, to ja dziękuję.

2 miesiące.Tyle czasu będę mieć brata z rodziną nad sobą. Po tym okresie wprowadzają się do nowo wybudowanego domu. Swoje mieszkanie sprzedają, mają kupców, zaliczkę już otrzymali super, że im się tak udało, teraz ciężko cokolwiek sprzedać, ludzie nie mają pieniędzy na jedzenie, a co dopiero na skromne m ileś tam.

Chaotyczny wpis wiem, ale to dlatego, że jestem zmęczona dniem.

wtorek, 27 marca 2012

Bilet na Petera Gabriela kupiony!

Sobota spędzona w Beskidzie Wyspowym wraz z PTTK-iem. Piesza wędrówka, zwiedzanie Muzeum Klasztornego OO. Cystersów w Szczyrzycu. Dzień spożytkowany aktywnie z uśmiechem na twarzy. Czego pragnąć więcej? Więcej takich wycieczek :)

14 kwietnia kolejny wyjazd, tym razem Tatry - Dolina Chochołowska.

Tyle na szybko. Jak tylko dostanę zdjęcia do łapki, pokażę Wam, co działo się w sobotę. Konar, jako przewodnik sprawdził się, jego poczucie humoru rozbawiało całą 40 osobową drużynę :)

poniedziałek, 19 marca 2012

Wielkie to szczęście mieszkać w Oświęcimiu, dla takiego wydarzenia muzycznego, jakie ma się odbyć  w maju - naprawdę! Na tegorocznym festiwalu dla pokoju wystąpi Peter Gabriel, człowiek którego muzyka działa na mnie paraliżująco. Nigdy nie widziałam na żywo jego show, ale to, co zobaczyłam na YT wystarczyło, żeby poczuć się jakby się było w samym epicentrum. Przyjedzie do nas z całą swoją magiczną mocą, nie tylko muzyczną, ale i wizualną, kilkudziesięcioosobowa orkiestra to musi być coś! Będzie promował swój nowy album New Blood.  Bilety pewnie będą kosztować, ale dla mnie Gabriel jest wart każdą sumę. Tak, jak musiałam być na Pendragonie, tak muszę być na Peterze. Odliczam zatem czas...


Weekend był iście wiosenny. Wykorzystany należycie, na rowerach ma się rozumieć :)

piątek, 16 marca 2012

"Najczęstszy ludzki błąd - nie przewidzieć burzy w piękny czas."

Dzień był piękny. Wykorzystałam go oczywiście rowerowo. 27 km za mną. Miałam postanowienie, że ze względu, iż dopiero się rozkręcam, nie będę się forsować tylko wybiorę trasę lekką z minimalnymi podjazdami lub w ogóle ich brakiem. Zaczęłam dosyć niewinnie, pierwszy podjazd był na obwodnicy, skręciłam w prawo w kierunku Zaborza. Kolejny podjazd to dojazd do Grojca. Tam się zwahałam, lewo czy prawo? Wybrałam lewo. Następnie były Łazy... I tam się zaczęła katorga podjazdowa, bo przy wyjeździe z Łazów pojechałam na Osiek, gdzie nachyleń mnóstwo. Dałam jednak radę, ale musiałam parę razy popstrykać manetkami. Właściwa kondycja jeszcze przede mną. Cały przejazd zajął mi 1:28. Myślę, że jak na drugi raz jest to dobry wynik.

Dlaczego taki początek wpisu? Po prostu wydarzyło się coś, co być może zaważyło na dalszej znajomości z osobą mi bardzo bliską. Nie chcę wdawać się w szczegóły, niemniej jednak troszkę zabolało, że wobec prawdy nastąpiła obojętność i spojrzenie z perspektywy własnego "ja". Wiem, że pewne rzeczy bolą, szczególnie wtedy, gdy nie idą po naszej myśli, ale nie wszystko w życiu można mieć. Nie tędy droga, tak się po prostu nie da. Nie wobec uczuć. Mam poczucie, że szczerość i przyjaźń, przestała dla tej osoby mieć  znaczenie. W sercu czuję ból z tego powodu, zawsze chciałam dla wszystkich jak najlepiej, ceniłam sobie to, co mam i nigdy nie chciałam stracić. Co przyniesie jutrzejszy dzień? Nie wiem, wiem na pewno, że pójdę na rower, który pozwoli mi nie myśleć.

środa, 14 marca 2012

"Nad wszystkim czuwa, gospodarz domu, nie da on krzywdy zrobić nikomu..."
Od wczoraj siedzi mi w głowie, a to za sprawą Anioła z ulicy Alternatywy 4. Mogłabym ten serial oglądać bez ograniczeń. Brakuje takiego gospodarza w moim bloku. Wczoraj na klatce schodowej wdepnęłam w taką kupę, że bym się zabiła, tak podjechałam. Obstawiam, że któryś z sąsiadów wlazł w odchody i część zostawił na klatce, pewnie nieświadomy, ale niesmak jest. Powinniśmy dbać o nasz dom, a jakby nie było klatka schodowa jest jego częścią. Niestety, coraz mniej sąsiadów, którym przeszkadza syf, ba oni sami śmiecą, i potrafią tylko skarżyć na sprzątaczkę... Jedna osoba nie ogarnie takiego terenu, nie ma opcji. 

Byłam w Bielsku. Przywiozłam zdrowe produkty żywnościowe. Nie ma u nas takich sklepów, a bardzo by się przydały. Mimo, iż ceny są większe to warto wydać kasę, dla zdrowia wszystko. Zakupiłam otręby prażone i  Amarantus ekspandowany . Ten drugi był bardzo przeze mnie pożądany, bo posiada więcej wapnia niż mleko, bo ma więcej żelaza niż szpinak, bo zawiera błonnik, którego jest o wiele więcej aniżeli w owsie. Ma więcej magnezu od czekolady , bardziej wartościowe białko niż soja i bardziej lekkostrawną  skrobię niż kukurydza. A to wszystko oplątane mikroelementami  w postaci cynku, potasu, fosforu. Szykując się na przyjście wiosny, trzeba zadbać także o swoją gospodarkę w organizmie. Czy będą tego efekty? Okaże się za niedługi czas, po wykonaniu morfologi i wizycie u hematologa. Zresztą, czuję się świetnie, nie wliczam zgrabiałych palców, które nadal posiadają bliżej nieokreślony stan chorobowy i lekkich zasmarkań. Kto by w tym miesiącu kataru nie posiadał? Niech podniesie paluszek ;) Poza tym jakoś sobie leci. Z utęsknieniem oczekuję ciepła, które  wygna mnie na rower, myślę że już za niedługo. 

poniedziałek, 12 marca 2012

Przywitana przez wschód słońca, myślała, że pogoda będzie korzystna, niestety. Zaraz po wschodzie nastąpiło całkowite zachmurzenie i nawet nie zdążyła zobaczyć słoneczka w całej okazałości. Taki już urok marcowy, byłoby grzechem psioczyć na brak korzystnej aury. Cieszy się zatem tym, co ma.


piątek, 9 marca 2012

I tak już dzień za dniem.

Późno już. Siedzę sobie w moim azylu i popijam herbatę. Taki codzienny rytuał, zwykle występujący o wcześniejszych porach. Dzisiaj jest inaczej, bo pilnowałam bratanicę. Podmieniona przez mamę, mogę spokojnie oddać się chwili, którą tak bardzo cenię. Jest to samotność, bycie tylko i wyłącznie ze sobą, skupianie się na niezbyt skomplikowanych rzeczach, brak kalkulacji dotyczących tych, czy innych spraw siedzących w głowie. Tok myślenia jest bardzo prosty, żyć i pozwolić żyć innym. Tak czynię, jednak, czy inni pozwalają mi żyć tak, jakbym chciała? Nie do końca, ale na pewne rzeczy nie mam wpływu, więc znoszę to, co ofiaruje mi los, bo rodzina jest najważniejsza, nawet jeżeli jestem wykorzystywana. Ktoś musi być. 

czwartek, 8 marca 2012

Dzień Kobiet! W tym dniu my, kobietki mamy swoje małe święto. Miło jest gdy się o nas pamięta, każdy najmniejszy gest, chociażby kilka słów napisanych sms-em daje bardzo dużo. Jednak czasami w taki dzień, jak dzisiejszy można dostać najstraszniejszy cios, który powodując spustoszenie może doprowadzić do śmierci, nie tylko psychicznej, ale także fizycznej...

... Jak to zwykle bywa w takich okolicznościach, otrzymałam mms-a z życzeniami od kumpla, o godzinie przed 5 rano. Mimo, iż praktycznie się nie widujemy, zawsze o mnie pamięta. Przeczytałam go, uśmiechnęłam się i zasnęłam spokojnym snem, nie na długo jednak. Kilka minut po 5 obudził mnie hałas. Usłyszałam jakby głuche uderzenie, potem dobiegł do mnie podniesiony niezrozumiały głos kobiety, a na końcu jakby ratunku... Przez chwilę pomyślałam, że dzieje się coś niedobrego, a potem doszło do mnie, że to może sąsiadce z dołu się coś śni i woła przez sen? Posłuchałam chwilę, jednak dźwięk się nie powtórzył. Nie chciało mi się wstawać z łóżka, żeby zobaczyć na korytarzu, zamknęłam oczy i obudziłam się po 6:00. Wstał też tata i od razu zakomunikował mi, że przed blokiem stoi straż miejska. Od razu doskoczyłam do okna, bo myślałam, że to może chodzi o koty, jednak było tylko auto, strażaków nie namierzyłam. Postanowiłam zaglądać co jakiś czas do okna, tak na wszelki wypadek. Tata szedł nas zarejestrować do lekarza, i kiedy był przed blokiem zadzwonił do mnie, że do naszej klatki przyjechała policja kryminalna, i żebym wyszła na korytarz zobaczyć, na które piętro pojadą. Tak zrobiłam. Winda z policjantami zajechała na III piętro pod 10. Mieszka tam rodzina, która jest bardzo zamknięta w sobie. Mąż, żona i syn. Syn jest do pogadania fajny, aczkolwiek miał drobne problemy z prawem, dlatego pomyślałam, że to o niego chodzi. Po godzinie 7:00 zadzwonił dzwonek do drzwi. Był to policjant z kryminalnej... Wiedziałam już wtedy, że te hałasy to było coś poważnego. Od razu zadałam mu pytanie, żeby mi nawet nie mówił, że komuś coś się stało... Potwierdził. Żona tej rodziny, o której pisałam, wylądowała w szpitalu w ciężkim stanie, mąż dźgnął ją nożem w klatkę piersiową. W momencie zabolało mnie serce, a głowa podpowiedziała, że nie zareagowałam, chociaż słyszałam, że coś się dzieje. Pan policjant wypytał mnie o kilka rzeczy, wziął numer telefonu i zapowiedział, że zostanę wezwana do komendy, żeby złożyć zeznania. Nikt więcej hałasów nie słyszał, wszyscy sąsiedzi spali z reguły tak bywa, kiedy występuje tragedia. Jaka to była rodzina? Jak już pisałam wcześniej, zamknięta w sobie, dziwna, małomówna. Ojciec stracił pracę przez alkohol. Kiedy odprowadzałam bratanicę do przedszkola, on szedł do sklepu po piwa. I tak kilka razy za dnia. Był strasznie flegmatyczny, widać załamany. Żonę widziałam kilka razy w życiu, chociaż mieszkają tu już bardzo długo. Cały czas w głowie siedzi mi myśl, że mogłam jej jakoś pomóc. Mogłam obudzić tatę, mogliśmy wyjść na korytarz, zejść dwa piętra niżej, zacząć dobijać się do ich drzwi, może wtedy uchronilibyśmy ją od ciosu? Wiem, że teraz za późno, ale poczucie winy mnie dobija, jednym się pocieszam, że sąsiadka przeszła operację i jej stan jest stabilny. Nie czuję nienawiści do jej męża, żal mi go strasznie, bo na pewno nie chciał tego zrobić, jednak nie mogę tego wiedzieć na 100%.

Z codzienności. Pan doktor nie wie, co to mam z tymi wałami paznokciowymi. Mówi, że to jakieś zapalenie, bo są obrzęknięte. Wysłał mnie do dermatologa. Póki, co będę czekać, może samo przejdzie? Nie chcę kolejnych lekarzy. 

środa, 7 marca 2012

Not Of This World!
Tak mnie dzisiaj nastroiło. Pendragon, to najlepsze ukojenie, rozluźnienie i spokój wewnętrzny, sama nie wiem dlaczego tak na mnie działa. Czasami potrzeba odskoczyć i w ten sposób czynię to najlepiej. Zamykam oczy i przenoszę się w głębię brzmień wydobywających się z głośników. Osiągam niebyt, przestaję przejmować się problemami. Potrzebuję takich chwil, żeby żyć, to taka  namiastka endorfinowego tlenu... Gdybym była wiatrem...




CIARY!


Wczoraj byliśmy z Konarem w PTTK, który niestety musiał zmienić siedzibę na bardziej ciasną :/ Szkoda, ale ważne, że nadal istnieje. Zapisaliśmy się na kolejne wycieczki jednoczące ludzi. Pierwsza już 24.03. Tym razem będzie to Beskid Wyspowy - Pasmo Cienia. Wycieczkę tę, poprowadzi oczywiście Konar, jako wykwalifikowany Przewodnik Beskidzki :D W programie wpisane jest także zwiedzanie Muzeum Browaru w Szczyrzycu. Fajnie, bo nigdy nie miałam okazji być w takim muzeum. Wiara jadąca na wycieczkę podobna, do tej, co była na Chrobaczej Łące. Będzie fajnie.

Poza tym, to mamy problem z bezdomnymi kotami, które mieszkają przed naszym blokiem. Administracja zrobiła im budki, żeby mogły przetrwać zimę, są regularnie dokarmiane - jest im dobrze. To znaczy było, dopóki pewien człowiek, przy którego ogrodzeniu koty się znajdują, wezwał straż miejską, żeby zrobić ze zwierzętami porządek, bo według niego, przez to koty są szczury, koty robią kupy, koty to zarazki, które mogą załapać jego dzieci... WTF? Po pierwsze, budki dla kotów znajdują się nie na jego terenie, po drugie administracja pozwoliła koty ulokować w tym miejscu, po trzecie prócz kotów, kupy robią także inne zwierzęta, po których ludzie nie sprzątają, po czwarte szczury? Czy ktoś widział, jak zachowuje się szczur, który poczuje kota? Zwiewa! Gdy miałam szczurka i przyniosłam do domu kota, to Madzia (tak nazywała się moja szczurzyca) przez 3 dni nie wychodziła z klatki. Szczury są, bo widziałam, ale nie przez blokowe koty, tylko przez syf, który znajduje się na jego posesji! Stos rur, jakiś części samochodowych, poza tym wielkie niezadbane krzaki przyciągają szczury, bo mają się gdzie schronić, ot co. Po piąte i chyba najważniejsze, gościu wcale nie mieszka w tym domu, dzieci małych nie ma! Dawno temu przeprowadził się do innego miasta. Do tego domu przyjeżdża tylko on, i to jeszcze raz za czas. Nigdy nie widziałam tam żadnego dziecka! Serce boli, jak się ma do czynienia z takimi ludźmi. Mało tego, jeden ze strażaków był po stronie tego człowieka. Nie miałam okazji uczestniczyć w sporze, bo mnie akurat nie było w domu, ale moja mama i owszem. Strażak chyba nie rozumiał, że to są bezdomne koty, że jak nie my im pomożemy, to kto? Schronisko o całej sprawie już dawno temu było poinformowane, ale nie ma miejsc, żeby można było te biedne futrzaki zabrać i ulokować. Poza tym, one są dzikie. Dlaczego ludzie tak bardzo nienawidzą zwierząt? Co one im zrobiły, dlaczego przeszkadzają? Przecież nic nie robią, siedzą tylko. Ludzie z własnych pieniędzy je utrzymują, sąsiadka traci na nie 600 zł miesięcznie, wyobrażacie sobie? Serce płakało, gdy widziało koty przy -15 stopniach na mrozie, przytulone do siebie, trzeba było dać im trochę ciepła w postaci budek... Dlaczego ten świat jest tak bardzo podły? Przecież jest ustawa ochraniająca zwierzęta, wszędzie trąbią, żeby pomóc bezdomnym stworzeniom przetrwać zimę, dlaczego na niektórych to wcale nie działa? Nie rozumiem jest mi przykro i przestaję wierzyć, że świat kiedykolwiek będzie lepszy. Będę walczyć o te koty, nie pozwolę, aby stała im się krzywda. To człowiek spowodował, że stały się bezdomne. Miasto niech się zatroszczy, żeby się nie rozmnażały, to problem będzie mniejszy. Póki są, trzeba sprawić, aby cierpiały mniej niż do tej pory! Póki, co budki stoją, strażak zrobił tylko zdjęcia. Trzeba pilnować, żeby ten podły gościu nie potruł lub nie zniszczył budek. Pilnujemy, a jemu biada, gdy skrzywdzi chociaż jednego kota. Nie daruję. Jeżeli będzie trzeba, powiadomi się nawet i telewizję, chociaż mam nadzieję, że nie dojdzie do takiej sytuacji.

Dzisiaj od rana bieganie. Głównie zakupy, po południu bratanica. Byle do końca tygodnia dotrwać. Muszę w końcu pójść do rodzinnego, raz że z wynikami, a dwa coś mam nie tak z wałami paznokciowymi, od miesiąca są strasznie czerwone i lekko napuchnięte. Nie swędzą, nie bolą, ale brzydko wyglądają. Myślałam, że to przez mrozy, ale nie, bo występują tylko na jednej ręce i to jeszcze tej zdrowej, dlatego obstawiam jakieś zapalenie, albo coś? Praktycznie cały czas mam do tego zimne palce, więc też może chodzić o sprawy krążeniowe? Nie wiem, bylebym znowu nie musiała latać po lekarzach. A może ktoś z was, nielicznych wchodzących tutaj miał podobny problem i wie, jak temu zaradzić? Nadmienię, że stosowałam już maści, kremy, włączając nawet te sterydowe, które zostały mi po leczeniu pleców i nic, zero efektu. Nie działają. Nie wspominam o cytrynach i tego typu rzeczach, bo również miałam je na tapecie bez efektów. Poniżej wstawiam zdjęcie mojej łapki, nie oddaje ono faktycznego stanu, ale czerwone mam nadzieję widać, środkowy palec, który wygląda, jakby był podgięty w rzeczywistości nie jest, to opuchlizna wału. W ogóle, moje ręce przypominają wyglądem skórę słonia, taka pomarszczona, teraz widzę :)
 Jakby ktoś miał dla mnie jakąś radę, to chętnie przyjmę i spróbuję poczynić ją na moich wałach ;)

Tymczasem uciekam i pozdrawiam mocno Kisiołka :D




niedziela, 4 marca 2012

Późno. W tle rozbrzmiewa Tomasz Budzyński, w kubku, obok komputera dymi zielona herbata, brzuszek zapełniony pysznym serniczkiem na ciepło z bitą śmietaną i czekoladą, czegoż pragnąć więcej? Na tę chwilę niczego. Dzień udany, wieczór również. Bardzo potrzebowałam takiego powrotu do normalności, poczucia że można porozmawiać o wszystkim i niczym, że można się uśmiechać i uśmiechać, i uśmiechać. Dawno nie praktykowałam. Czasami ciężko jest wyrazić słowami to, co chce się przekazać, może dlatego, że nie ma słów, które mogłyby opisać takie chwile? Myślę, że tak właśnie jest. To, co się przeżywa na swój sposób, czasami musi pozostać w nas. I dlatego nic więcej nie napiszę :) 

Dzisiaj, w godzinach przedpołudniowych, wybraliśmy się na rowery. Wczoraj wypucowałam swojego bicykla, a dzisiaj po przejażdżce zastanawiałam się, po co to zrobiłam? :D Trasa typowo off road'owa, błoto, błoto i jeszcze raz błoto. Uchlapana byłam cała, ale jaka frajda to się nie da opisać :) Sezon rowerowy 2012 uważam za otwarty!!!

sobota, 3 marca 2012

Aura sprzyjająca. Nastrój także wyśmienity, wszystko się poukładało, można planować czas bez żadnych stresów, że coś nie jest tak, jak być powinno. Lubię taki stan, w którym nie muszę zbyt intensywnie myśleć, chociaż nie, pewne problemy są i nijak ich rozgryźć nie potrafię, chociaż doświadczenie posiadam. Chodzi o sprzęt telefoniczny. Nie wiadomo, co sprawia, że nie za każdym razem otrzymuję sms od Konara. Zapewne wina tkwi w jego telefonie, być może oprogramowanie się spaprało i trzeba by było na nowo je wgrać, ale jako, że mój brat już nie pracuje w Nokii, nie mam możliwości niesienia takiej pomocy. Jednak coś zrobić mogę, po prostu podmienię telefony. Moja rodzicielka ma taki sam model, jak  Jarek i zrobię "machniom", mama i tak z telefonu nie korzysta, leży gdzieś biedak wyłączony i się tylko marnuje ;) 

Dzień upaparnych rąk - dosłownie. Postanowiłam dzisiaj przygotować rower do sezonu. Od tamtego roku nie czyściłam bicykla (wstyd mi), dlatego dzisiaj nie odpuściłam i z pełnym ekwipunkiem wybrałam się do piwnicy, coby mój jednoślad nie obraził się na mnie na amen. Po otworzeniu drzwi od piwnicy doznałam szoku! Ostatnio robotnicy przenosili główny zawór gazu, wszędzie było pełno pyłu, brudu i kurzu... Wszystko to osiadło na moim rowerze! Był dosłownie biały, warstwa syfu wynosiła ok 1,5 cm. Z umyciem ramy nie miałam problemu, ale gdy przystąpiłam do części napędowej, aż mi się płakać chciało. Przy każdym ruchu łańcucha, słychać było taki chrobot, że tego nawet się nie da opisać. Piasek z zeszłego roku + syf z tego roku = jedna wielka masakra! Powolutku, przy pomocy odtłuszczaczy, czyścideł, udało mi się doprowadzić łańcuch i komponenty do wyciszonej pracy. Z osuszaniem także nie było problemu i po 2 godzinach mogłam użyć Finishline - preparatu do smarowania łańcucha. Powietrze w oponach zeszło do 1,7 gdzie zawsze pompowałam do 2,0. Jest to niezły wynik po tylu miesiącach stania, to oznacza, że dętki mam dobre. Reneagde wyczyszczony i wypachniony, czeka, aż go, że tak powiem dosiądę, co stanie się na dniach - może nawet już jutro, ale nie chcę planować, bo znając życie pewnie będzie padać ;) Wracając do tego upaparania. Moje ręce wyglądały jak u rasowego mechanika samochodowego, brud miałam wszędzie! Ledwo się doprałam, ale czego się nie robi dla pasji. 

Ależ mój pies chrapie!

Pora napić się kawki, popykać e truciznę i spędzić błogi czas w sieci, dzisiaj z Loreeną McKennitt, a to wszystko przez Konara :) Świat jest mały, upodobania muzyczne również :D