czwartek, 8 marca 2012

Dzień Kobiet! W tym dniu my, kobietki mamy swoje małe święto. Miło jest gdy się o nas pamięta, każdy najmniejszy gest, chociażby kilka słów napisanych sms-em daje bardzo dużo. Jednak czasami w taki dzień, jak dzisiejszy można dostać najstraszniejszy cios, który powodując spustoszenie może doprowadzić do śmierci, nie tylko psychicznej, ale także fizycznej...

... Jak to zwykle bywa w takich okolicznościach, otrzymałam mms-a z życzeniami od kumpla, o godzinie przed 5 rano. Mimo, iż praktycznie się nie widujemy, zawsze o mnie pamięta. Przeczytałam go, uśmiechnęłam się i zasnęłam spokojnym snem, nie na długo jednak. Kilka minut po 5 obudził mnie hałas. Usłyszałam jakby głuche uderzenie, potem dobiegł do mnie podniesiony niezrozumiały głos kobiety, a na końcu jakby ratunku... Przez chwilę pomyślałam, że dzieje się coś niedobrego, a potem doszło do mnie, że to może sąsiadce z dołu się coś śni i woła przez sen? Posłuchałam chwilę, jednak dźwięk się nie powtórzył. Nie chciało mi się wstawać z łóżka, żeby zobaczyć na korytarzu, zamknęłam oczy i obudziłam się po 6:00. Wstał też tata i od razu zakomunikował mi, że przed blokiem stoi straż miejska. Od razu doskoczyłam do okna, bo myślałam, że to może chodzi o koty, jednak było tylko auto, strażaków nie namierzyłam. Postanowiłam zaglądać co jakiś czas do okna, tak na wszelki wypadek. Tata szedł nas zarejestrować do lekarza, i kiedy był przed blokiem zadzwonił do mnie, że do naszej klatki przyjechała policja kryminalna, i żebym wyszła na korytarz zobaczyć, na które piętro pojadą. Tak zrobiłam. Winda z policjantami zajechała na III piętro pod 10. Mieszka tam rodzina, która jest bardzo zamknięta w sobie. Mąż, żona i syn. Syn jest do pogadania fajny, aczkolwiek miał drobne problemy z prawem, dlatego pomyślałam, że to o niego chodzi. Po godzinie 7:00 zadzwonił dzwonek do drzwi. Był to policjant z kryminalnej... Wiedziałam już wtedy, że te hałasy to było coś poważnego. Od razu zadałam mu pytanie, żeby mi nawet nie mówił, że komuś coś się stało... Potwierdził. Żona tej rodziny, o której pisałam, wylądowała w szpitalu w ciężkim stanie, mąż dźgnął ją nożem w klatkę piersiową. W momencie zabolało mnie serce, a głowa podpowiedziała, że nie zareagowałam, chociaż słyszałam, że coś się dzieje. Pan policjant wypytał mnie o kilka rzeczy, wziął numer telefonu i zapowiedział, że zostanę wezwana do komendy, żeby złożyć zeznania. Nikt więcej hałasów nie słyszał, wszyscy sąsiedzi spali z reguły tak bywa, kiedy występuje tragedia. Jaka to była rodzina? Jak już pisałam wcześniej, zamknięta w sobie, dziwna, małomówna. Ojciec stracił pracę przez alkohol. Kiedy odprowadzałam bratanicę do przedszkola, on szedł do sklepu po piwa. I tak kilka razy za dnia. Był strasznie flegmatyczny, widać załamany. Żonę widziałam kilka razy w życiu, chociaż mieszkają tu już bardzo długo. Cały czas w głowie siedzi mi myśl, że mogłam jej jakoś pomóc. Mogłam obudzić tatę, mogliśmy wyjść na korytarz, zejść dwa piętra niżej, zacząć dobijać się do ich drzwi, może wtedy uchronilibyśmy ją od ciosu? Wiem, że teraz za późno, ale poczucie winy mnie dobija, jednym się pocieszam, że sąsiadka przeszła operację i jej stan jest stabilny. Nie czuję nienawiści do jej męża, żal mi go strasznie, bo na pewno nie chciał tego zrobić, jednak nie mogę tego wiedzieć na 100%.

Z codzienności. Pan doktor nie wie, co to mam z tymi wałami paznokciowymi. Mówi, że to jakieś zapalenie, bo są obrzęknięte. Wysłał mnie do dermatologa. Póki, co będę czekać, może samo przejdzie? Nie chcę kolejnych lekarzy. 

4 komentarze:

  1. Paskudna historia... :( Ostatnio z kolei mamy w bloku przygody z sąsiadami - narkomanami... Też niewesoło, ale tu na moim osiedlu policja prędzej ochroni awanturującego się pijaka niż zwykłego człowieka :( A w najlepszym razie w ogóle nie zareaguje. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj Aga wkopałaś się w świadkowanie, nieciekawa sprawa. Teraz niestety czekają Cię sądy i kto wie jakie (odpukać) nieprzyjemności. Trzeba było powiedzieć, że nic nie słyszałaś. Bo i tak tym ludziom nie pomożesz no bo jak, a z drugiej strony nawet jeśli coś powiesz to może się odbić na Tobie. Ale wiem, chciałaś pomoódz, miejmy nadzieję że nie będzie problemów. Historia okropna...szok..., że obok nas dzieją się takie dramaty.
    Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie napisałam Ci, że masz piękną szatę bloga, jest zupełnie inaczej, lepiej, pogodniej:-).

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak jest Zim i u nas. Musi wydarzyć się tragedia, żeby zatroszczono się o ludzi. Sąsiadka wiele razy dzwoniła już na policję z donosem, że niby ktoś koło naszego bloku sprzedaje dzieciom narkotyki (ja osobiście nie widziałam), a policja ani razu nie przyjechała. Widać, miała to gdzieś. W klatce obok jest rodzina alkoholików. Często robią zadymy, wzywana jest policja, która przyjeżdżając na wezwanie nie robi zupełnie nic. To znaczy, puka do drzwi tych pijaków i odchodzi z kwitkiem, bo ci jej nie wpuszczają... I takie błędne koło. Za niedługo, albo blok pójdzie z dymem, albo wybuchnie, bo wszystko ciągną na lewo. To jest dosłownie paranoja.

    Iva, mam inne zdanie na ten temat. Powiedziałam prawdę, gdybym ją zataiła do końca życia bym sobie tego nie wybaczyła. Tragedie ludzkie występują tam, gdzie bliźni udaje, że nic się nie wydarzyło, a to nie na tym prawda polega. Trzeba pomagać i wymaga to sporej odwagi. Ja się nie boję konsekwencji, bo wierzę, że będzie dobrze. Sąsiad zapewne dostanie wyrok w zawieszeniu, o ile jego żona wniesie oskarżenie, bo to różnie może być. Prócz tego, że pił, nie mogę na niego złego słowa powiedzieć,życie mu się zawaliło to się załamał. Nie wiadomo, co tam tak naprawdę zaszło...
    Czy on ją dźgnął, bo np. ona chciała zrobić mu krzywdę? To zadanie policji, żeby się dowiedzieć i moje zeznania mogą im pomóc w ustaleniu prawdy, albo chociaż jej części :)

    Zmieniłam szatę, to fakt i też mi się podoba, wszak wiosna idzie :D

    OdpowiedzUsuń