Aura sprzyjająca. Nastrój także wyśmienity, wszystko się poukładało, można planować czas bez żadnych stresów, że coś nie jest tak, jak być powinno. Lubię taki stan, w którym nie muszę zbyt intensywnie myśleć, chociaż nie, pewne problemy są i nijak ich rozgryźć nie potrafię, chociaż doświadczenie posiadam. Chodzi o sprzęt telefoniczny. Nie wiadomo, co sprawia, że nie za każdym razem otrzymuję sms od Konara. Zapewne wina tkwi w jego telefonie, być może oprogramowanie się spaprało i trzeba by było na nowo je wgrać, ale jako, że mój brat już nie pracuje w Nokii, nie mam możliwości niesienia takiej pomocy. Jednak coś zrobić mogę, po prostu podmienię telefony. Moja rodzicielka ma taki sam model, jak Jarek i zrobię "machniom", mama i tak z telefonu nie korzysta, leży gdzieś biedak wyłączony i się tylko marnuje ;)
Dzień upaparnych rąk - dosłownie. Postanowiłam dzisiaj przygotować rower do sezonu. Od tamtego roku nie czyściłam bicykla (wstyd mi), dlatego dzisiaj nie odpuściłam i z pełnym ekwipunkiem wybrałam się do piwnicy, coby mój jednoślad nie obraził się na mnie na amen. Po otworzeniu drzwi od piwnicy doznałam szoku! Ostatnio robotnicy przenosili główny zawór gazu, wszędzie było pełno pyłu, brudu i kurzu... Wszystko to osiadło na moim rowerze! Był dosłownie biały, warstwa syfu wynosiła ok 1,5 cm. Z umyciem ramy nie miałam problemu, ale gdy przystąpiłam do części napędowej, aż mi się płakać chciało. Przy każdym ruchu łańcucha, słychać było taki chrobot, że tego nawet się nie da opisać. Piasek z zeszłego roku + syf z tego roku = jedna wielka masakra! Powolutku, przy pomocy odtłuszczaczy, czyścideł, udało mi się doprowadzić łańcuch i komponenty do wyciszonej pracy. Z osuszaniem także nie było problemu i po 2 godzinach mogłam użyć Finishline - preparatu do smarowania łańcucha. Powietrze w oponach zeszło do 1,7 gdzie zawsze pompowałam do 2,0. Jest to niezły wynik po tylu miesiącach stania, to oznacza, że dętki mam dobre. Reneagde wyczyszczony i wypachniony, czeka, aż go, że tak powiem dosiądę, co stanie się na dniach - może nawet już jutro, ale nie chcę planować, bo znając życie pewnie będzie padać ;) Wracając do tego upaparania. Moje ręce wyglądały jak u rasowego mechanika samochodowego, brud miałam wszędzie! Ledwo się doprałam, ale czego się nie robi dla pasji.
Ależ mój pies chrapie!
Pora napić się kawki, popykać e truciznę i spędzić błogi czas w sieci, dzisiaj z Loreeną McKennitt, a to wszystko przez Konara :) Świat jest mały, upodobania muzyczne również :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz