Dzień był piękny. Wykorzystałam go oczywiście rowerowo. 27 km za mną. Miałam postanowienie, że ze względu, iż dopiero się rozkręcam, nie będę się forsować tylko wybiorę trasę lekką z minimalnymi podjazdami lub w ogóle ich brakiem. Zaczęłam dosyć niewinnie, pierwszy podjazd był na obwodnicy, skręciłam w prawo w kierunku Zaborza. Kolejny podjazd to dojazd do Grojca. Tam się zwahałam, lewo czy prawo? Wybrałam lewo. Następnie były Łazy... I tam się zaczęła katorga podjazdowa, bo przy wyjeździe z Łazów pojechałam na Osiek, gdzie nachyleń mnóstwo. Dałam jednak radę, ale musiałam parę razy popstrykać manetkami. Właściwa kondycja jeszcze przede mną. Cały przejazd zajął mi 1:28. Myślę, że jak na drugi raz jest to dobry wynik.
Dlaczego taki początek wpisu? Po prostu wydarzyło się coś, co być może zaważyło na dalszej znajomości z osobą mi bardzo bliską. Nie chcę wdawać się w szczegóły, niemniej jednak troszkę zabolało, że wobec prawdy nastąpiła obojętność i spojrzenie z perspektywy własnego "ja". Wiem, że pewne rzeczy bolą, szczególnie wtedy, gdy nie idą po naszej myśli, ale nie wszystko w życiu można mieć. Nie tędy droga, tak się po prostu nie da. Nie wobec uczuć. Mam poczucie, że szczerość i przyjaźń, przestała dla tej osoby mieć znaczenie. W sercu czuję ból z tego powodu, zawsze chciałam dla wszystkich jak najlepiej, ceniłam sobie to, co mam i nigdy nie chciałam stracić. Co przyniesie jutrzejszy dzień? Nie wiem, wiem na pewno, że pójdę na rower, który pozwoli mi nie myśleć.
Czasami tak po prostu jest, że pewne znajomości czy przyjaźnie nie wytrzymują próby czasu. Mogą być nawet bardzo zaawansowane, ale czas robi swoje - też to przerabiałam... Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuń