Tyle myśli siedzi w mojej głowie, kłębi się gdzieś po tych zwojach mózgowych, a jakoś nie mogę sobie ulżyć, i przelać ich w ten blogowy świat. Paranoja jakaś. Niby tyle mam do powiedzenia, a jak przychodzi co do czego, to milczenie owiec... Dziwna ze mnie osoba, naprawdę. Sama dla siebie staję się powoli uciążliwa. Jestem już zmęczona tym wszystkim, i to nie fizyczne zmęczenie jest ( chociaż do moich możliwości mi dużo brakuje), ale psychicznie siadam, i właściwie nie wiem - dlaczego? Przecież wszystko idzie w dobrym kierunku, powoli zdrowieję, czeka mnie jeszcze troszkę, ale co to jest w porównaniu z tym, co przeszłam. Myślę, że może dopiero teraz, wychodzi ze mnie cały ten ból, który musiałam znosić, było tyle cierpienia, że to chyba nie może odejść tak bez echa..., sama już nie wiem. A może za bardzo zaczęłam żyć życiem "szpitalnych ludzi", że już mnie to wszystko powoli przerasta? Gdzie nie pójdę, tak spotykam kogoś, kto mnie zna, kto mi mówi, a ty jeszcze leżysz? A ja tak patrzę na tę osobę, i sobie myślę: kto to kurna jest? Kojarzę z twarzy, ale nie pamiętam kiedy miałam tę przyjemność poznać..., a to przecież z oddziału chirurgii osoba, która była, i sobie poszła, której ja nie kojarzę, a przecież tyle już leżę, że przywitałam i pożegnałam mnóstwo osób, że powinnam pamiętać... W ich pamięci się zapisałam, bo podobno jestem sympatyczna, tia.. Wkurzają mnie wieczne pytania tychże osób, o stan mojego zdrowia, ale z drugiej strony, o co się mają mnie zapytać, jak ja niczego nie doświadczam? Alien jakiś się ze mnie zrobił, sama nie wiem, czego chcę. Może namacalnej normalności? Egoistka straszna ze mnie, chociaż ile razy to powiem, to obrywam, że głupoty gadam, że za dużo właśnie myślę o innych, a w ogóle o sobie...Nie zgadzam się. Czuję, że w tym wszystkim, jest we mnie za dużo myślenia, o mnie samej, patrzenia pod kątem "siebie", a ja tak bym nie chciała.
Zaczynam myśleć, co będzie za czas jakiś, znowu zaczynam się przejmować czymś, co na ten czas nie powinno mnie wcale interesować. Jestem gaszona, jest mi tłumaczone, ale po czasie to wszystko wraca. Może nie warto już nawet tłumaczyć, jak to i tak nie pomaga. Głupiego umysłu Salanee nie przeskoczy się. On sobie sam steruje, i dowodzi, nie dając Salanee wyboru. Ale ona wolałaby być normalna, nie przejmująca się tak wszystkim, i w ogóle.
I takie to wszystko skomplikowane jest, że nawet nie chce mi się czytać tego, co napisałam, bo i tak pewnie będzie to bez ładu i składu...
Luar na Lubre..., lubię sobie odpłynąć w świat muzyki..., ale to już chyba wiecie. Gusta są różne, a ja kocham tę swoją niebanalną odmienność...



