środa, 29 września 2010
poniedziałek, 27 września 2010
czwartek, 23 września 2010
wtorek, 21 września 2010
poniedziałek, 20 września 2010
Jeżeli zdołasz zachować spokój,
chociażby wszyscy go stracili, ciebie oskarżając;
Jeżeli nadal masz nadzieję, chociażby wszyscy o Tobie zwątpili, licząc się
jednak z ich zastrzeżeniem;
Jeżeli umiesz czekać bez zmęczenia,
jeżeli na obelgi nie reagujesz obelgami, jeżeli nie odpłacasz na nienawiść
nienawiścią,
nie udając jednakże mędrca i świętego; Jeżeli marząc - nie ulegasz
marzeniom;
Jeżeli rozumując - rozumowania nie czynisz celem;
Jeżeli umiesz przyjąć sukces i porażkę,
traktując jednakowo oba te złudzenia, Jeżeli ścierpisz wypaczenie prawdy
przez Ciebie głoszonej,
kiedy krętacze czynią z niej zasadzkę, by wydrwić naiwnych albo
zaakceptujesz ruinę tego, co było treścią twego życia,
Kedy pokornie zaczniesz odbudowę zużytymi już narzędziami;
Jeśli potrafisz na jednej szali położyć wszystkie twe sukcesy i potrafisz
zaryzykować, stawiając wszystko na jedną kartę, jeśli potrafisz przegrać i
zacząć wszystko od początku, bez słowa, nie żaląc się, że przegrałeś;
Jeżeli umiesz zmusić serce, nerwy, siły, by nie zawiodły, choćbyś od
dawna czuł ich wyczerpanie,
byleby wytrwać, gdy poza wolą nic już nie mówi o wytrwaniu;
Jeżeli umiesz rozmawiać z nieuczciwymi, nie tracąc uczciwości
lub spacerować z królem w sposób naturalny, Jeżeli nie mogą Cię zranić
nieprzyjaciele ani serdeczni przyjaciele;
Jeżeli cenisz wszystkich ludzi, nikogo nie przeceniając;
Jeżeli potrafisz spożytkować każdą minutę, nadając wartość każdej
przemijającej chwili;
Twoja jest ziemia i wszystko, co na niej i co - najważniejsze - synu mój -
będziesz Człowiekiem.
niedziela, 19 września 2010
sobota, 18 września 2010
piątek, 17 września 2010
I nie mam pojęcia dokąd to poszło
Ktoś sprawił, że walczę z sobą
I to nie jest to, czego szukałam
Czy nie widziałeś mnie ,czy nie słyszałeś?
Nie widziałeś mnie stojącej tam
Dlaczego zgasiłeś światło
Czy wiedziałeś, że spałam?
Zmów modlitwę za mnie
Pomóż mi poczuć siłę, którą miałam
Moja tożsamość, czy ktoś ją zabrał?
Czy pęka mi serce?
Wszystkie moje plany wypadły mi z rąk
Spadły przez moje ręce na mnie
W moich snach, to nagle wydaje się,
To nagle wydaje się
czwartek, 16 września 2010
niedziela, 12 września 2010
Do tej pory sobie jakoś radziłam, albo starałam się radzić. Wychodzi na to, że tak naprawdę tylko zamazywałam to, co działo się ze mną w środku. Teraz wiem, że chyba potrzebuję pomocy..., bo nawet jeżeli za dni parę się polepszy, chociaż wolf świadkiem, że kryzys mój trwa dłużej, aniżeli poprzednie, to potem i tak to wróci do mnie, ze zdwojoną siłą. wolf, tak bardzo chciałabym wierzyć w to, że jutro będzie lepiej..., umieć myśleć tak, jak Ty.
sobota, 11 września 2010
czwartek, 9 września 2010
środa, 8 września 2010
Motywuj swój gniew by sprawić że się spełnią.
Wspinając się na góry
Nigdy nie schodź w dół.
Psując zadowolenie,
Nigdy nie spadaj. "
wtorek, 7 września 2010
Od pewnego czasu miałam zepsute głośniki, nie działał jeden z nich i musiałam się tym zadowalać, bo w domu nie miał nikt czasu, aby mi pomóc i zobaczyć, czy aby coś się nie odlutowało. Miałam w planach kupić nowy kabelek, bo przychodziło mi do głowy, że to może jego wina, gdyż po poruszaniu zaczynało działać, ale zmyliło mnie to, że pomimo tego poruszania nie grał jeden głośnik, dlatego winą obarczyłam super woofer, do którego wpina się owe kabelki, a które później łączą się z komputerem. Dzięki Kisiołowi, mogę dzisiaj zasłuchiwać się w muzyce, która dobiega do mnie z każdego głośniczka. Winowajcą okazał się jednak kabelek łączący woofer z komputerem. Dziękuję bałdzoooo :)
Dzień, który właśnie przeminął nie był dla mnie zbyt korzystny. Najpierw noc, która przerwała mój sen o 3 nad ranem, i nie pozwoliła zasnąć, powodem bolący brzuch i dyskomfort w plecach. Kiedy już jakoś udało się zamknąć oczy i oddać swoje ciało Morfeuszowi we władanie, zostałam obudzona o 9tej. Zazwyczaj wstaję w tych godzinach, ale potrzebuję jeszcze czasu, aby sobie poleżeć, aby całkowicie dojść do siebie i dopiero wtedy mogę wyjść z łóżka, z humorem odpowiednim dla mnie. Kiedy ktoś przerwie moją procedurę, sprawa się rypie, bo automatycznie psuje mi to nastrój na pierwszą połowę dnia. Dałam odczuć moje samopoczucie, wiem i przepraszam. Nie jestem idealna, czasami nie radzę sobie sama ze sobą, nie kontroluję pewnych zachowań, nie potrafię udawać. Pokazuję całą siebie, ja wiem, że nie lubi się mnie w takim stanie, ja sama nie lubię taka być, ale nic nie mogę na to poradzić, taka już jestem, i jakbym się starała to zmienić, nie potrafię. Dlatego tak łatwo przychodzi mi zawieszenie się, wtedy wkraczam w swój świat, który nie pozwala zrobić krzywdy innym..., bo nie chcę ranić ludzi, bo nie chcę, aby przeze mnie czuli się źle, aby było im smutno. Rozwiązanie nie jest idealne - wiem, ale nie znajduję innego wyjścia, męczę się sama ze sobą, czasami z tego powodu odechciewa mi się czegokolwiek, tracę zapał, chęci i wiarę. Nie pomaga mi też rzucanie nałogu i napięcia te, co dopadają każdą kobietę. Koło się toczy, a ja samej siebie mam dosyć i najgorsze, że nie da mi się pomóc, a im więcej czasu posiadam dla siebie, tym gorzej. Pewnie to wszystko powiązane z przedłużającym się chorowaniem, z brakiem perspektyw, co do przyszłości. Wszystko jest jedną, wielką niewiadomą, a mnie już męczy to wszystko, nie chcę tak całe życie mieć, tego nie da się znieść, kto by chciał żyć w takiej dziwnej świadomości, kiedy każdy dzień nie przynosi nic nowego, żadnego przełomu ku lepszemu. Chyba muszę przejść się do psychologa, może on pomógłby mi jakoś pogodzić się z tym wszystkim, może on sprawi, że znajdę jakieś pozytywy, które odblokują mój mózg i sprawią, że rany zaczną się goić. Tylko, że ten mózg z każdym dniem przygotowany jest na to, że kiedy rano obudzi się i uda się z właścicielką do łazienki, której ręce za jego rozkazem odkleją plastry, a jej oczy oddadzą mu obraz, który przechodząc przez wszystkie nerwy i zwoje powie mu: rana jest ładniejsza!!! Zasypiam, i budzę się z nadzieją, że dzisiaj na pewno będzie lepiej, nastawiam się na wyzdrowienie każdego dnia, i każdego dnia się rozczarowuję, wręcz zawodzę się na sobie, że nie jestem na tyle mocna, że nie potrafię zwalczyć tego gównianego gronkowca złocistego, a przecież zawsze w życiu osiągałam to, co sobie założyłam... Teraz przeciwnik jednak mocniejszy okazał się, w starciu bezpośrednim wygrywa - właściwie to właśnie wdeptuje mnie w ziemię.
Dobrze, że są jeszcze chwile, w których mogę się cieszyć całą buzią, tak było np. wczoraj. Dziękuję Wolfiku, za trafienie w samo sedno, za funkcjonalność tego trafienia, i za trud. Nie trzeba było - naprawdę. Nie jestem nauczona brać, wolę dawać, zresztą mało kto, w taki sposób o mnie pamięta. Kiedyś na pewno tę funkcjonalność wykorzystam, a teraz będę ją szanować, niech czeka na lepsze czasy. Dziękuję:*
Pees...,
Jak widzicie, zmieniłam szablon, część z Was komentuje to, co wypocę, dlatego teraz, żeby zamieścić komentarz, trzeba kliknąć na liczbę w chmurce, otworzy się nowe okno. Jeżeli ktoś chce po sobie pozostawić ślad, to w taki właśnie sposób musi to uczynić.
poniedziałek, 6 września 2010
Ostatnio w obowiązki Salanee zakradło się codzienne odkurzanie w pokoju, powodem jest bratanica, która jak się tylko u Salanee pojawi, robi spustoszenie w każdym dostępnym miejscu jej pokoju. Właścicielka pokoju nie może później na ten bajzel patrzeć, i wyciąga magiczne urządzenie, które naje się z ziemi do syta. Odpowiada to Salanee, bo lubi odkurzać, przyjemne łączy z pożytecznym, porządek będzie, a i kalorii mniej, bo Salanee ma straszną misję na ich liczenie, o czym przekonali się niektórzy i nagadali się przy tym pod nosem, toteż Salanee nie wszystko usłyszeć mogła, ale nawyków nie zmieni, liczenie kalorii weszło jej w krew, a ona sama w sobie uparta jest, i czasami można jej powtarzać do znudzenia a ona i tak "mundrzejsza" okaże się. Ona to wie, i jej strasznie przykro ;) Salanee zaraz zacznie robić to, co sobie zaplanowała tylko przestanie funkcjonować, jako imadło... Tak to jest, jak postanowi się skleić buta i nie doczyta się, że po sklejeniu trzeba mocno dociskać przez 30 minut..., więc Salanee siedzi i dociska, i ręka już ją boli, i palec, bo to właśnie nim uderza w klawiaturę. Byle but dobry był, bo Salanee go lubi :)
Pees...
I jeszcze sobie Salanee przy okazji pokleiła palce...
sobota, 4 września 2010
Kichaniem i prychaniem rozpoczęłam niedzielny poranek, który zaczął się dla mnie wcześnie. Poranek, który z każdej strony napotyka deszcz, nieprzestający padać od wczoraj. Temperatura 10 stopni ponura, szara jesień. Nie pamiętam, żeby o tej porze roku tak bywało zawsze, kiedy organizowali Święto Miasta było ładnie, ciepło, a teraz? Z drugiej strony, ludziom wcale nie przeszkadzała pogoda, szaleli na karuzelach, co chwile słychać było ich piski, bo karuzele to chyba największa atrakcja, gdzie tam koncerty. Gwiazdami wieczoru był Myslovitz, i uwaga Ewelina Flinta, przed której występem konferansjer powiedział, żeby nie nagrywać jej koncertu na żadne telefony i kamery, w trosce o prawa autorskie..., ale zdjęcia można robić! Dla mnie żenua! Flinta gwiazdą? O masakro, do czego to doszło. I chociaż nie mam nic do tej dziewczyny to zniesmaczyło mnie takie traktowanie ludzi, jak oni mogliby to wykorzystać, no jak? Wrzucając na YT, żeby np. pokazać rodzinie, która mieszka dalej, albo żeby przedstawić na blogu lub na innym portalu? Jaką jakość muzyki by zaprezentowali, gdyby chcieli to rozpowszechnić, niektórym to się w głowach poprzewracało dosłownie.
Dzisiaj też się nie wybieram na żaden stadion, nawet jeżeli przestałoby padać, pielęgnuję bycie odludkiem, a doszły mnie słuchy że więcej osób ma predyspozycje na pozostanie takowymi ludźmi, więc może zorganizujemy jakieś odludkowe spotkanie, na którym poodludkujemy się razem? Zim, Ci powiem, święta prawda. Czasami wśród ludzi czujemy się tak bardzo samotni, dlaczego tak jest? Nie znalazłam jeszcze odpowiedzi...
Rzucam nałóg nadal, chociaż przeżywam niesamowite kryzysy z niepaleniem. Jakby mi ktoś wydzierał serce, a ja broniłabym się rękami i nogami, żeby tego nie robił. Staram się nie myśleć, ale każda myśl, każdy obraz w telewizji przypomina mi tylko o jednym. To jest straszne, ale jakoś trwam, boję się tylko, że jakaś podła chwila może spowodować, że znowu zacznę palić. Oby takiej nigdy nie było!
Wszystkim Wam, życzę przyjemnej niedzieli, mam nadzieję, że chociaż u Was świeci słońce. Odpoczywajcie!
Od dzisiaj rozpoczęło się u mnie Święto Miasta. Może byłoby inaczej, gdyby była pogoda, ale w takich okolicznościach nie chce mi się nigdzie wychodzić. Zaszyć się w domu i siedzieć - to bym chciała i jeszcze przeleżeć cały dzień, bez robienia czegokolwiek. Nie wiem, co mi jest, ale nie jest mi najlepiej. Pewnie przejdzie, jak wszystko inne tylko, że smutno jakoś tak, dziwnie... Podobno staję się odludkiem.
czwartek, 2 września 2010
I jak się tu nie denerwować, a do tego rzucać palenie! Od wczoraj ciągłe problemy z internetem. Nie działa praktycznie nic, prócz komunikatorów, które notabene i tak przestają po chwili reagować a w głośnikach występuje charakterystyczne iuuuuuuu, klik! - i tak co kilkanaście minut. Ja nie wiem, wszystko jakby się sprzysięgło przeciwko mnie. Wolf natomiast nazywa rzeczy po imieniu i mówi, że to siła wyższa sprawia, że dostaję ograniczenie na komputer w trosce o mnie - oczywiście. Ja mu dam! Łobuzowi! Tak się nade mną pastwić! A buuu :( Niech mnie ogranicza w nocy, kiedy śpię, a nie w momencie, kiedy chcę miło spędzić wieczór. Wychodzi ze mnie uzależnienie? Naprawdę? Nie może być! Uwielbiam siedzieć w sieci, szwendać się po stronach, szukać udogodnień czy to do telefonu, czy do komputera, fertalizować farmę ( tiaaa!) Nie można mi tego odbierać, bo wtedy nic mi nie pozostanie, telewizja mnie nie zadowala, i nie mam co robić w domu, a czytanie ostatnio jakoś nie idzie... Jeżeli widzicie ten wpis to znaczy, że internet został włączony, ale to nie zmienia faktu, że nie godzę się na takie coś, bo jutro znowu może być tak samo.
Dzisiaj zaliczyłam kolejną wizytę u doktora... Poszłam wyluzowana i na kozetce wyszła brutalna prawda. Trzeba założyć sączki – przykro mi! Jednak doktor na tyle swój człowiek, że nie chciał mi aż takiej krzywdy robić postanawiając, że sączek założy za pomocą specjalnej igły kulkowej. O ile sama igła nie sprawiła mi aż takiego bólu, to sączek tak. Ciężko jest opisać, co się czuje, podczas takiego zabiegu, dlatego nawet nie staram się Wam tego przedstawić, po prostu mam nadzieję, że nigdy tego nie doświadczycie. Kolejna wizyta w poniedziałek, tym razem płukanie sączków. A na co są same sączki? Pomagają wydobywać się brudom na zewnątrz, nie mogą być we mnie wiecznie, gdyż to także za niedługo będzie siedlisko bakterii, biorąc pod uwagę, że wszystko, co złe – przyciągam.
Rzucanie nałogu trwa. I gdyby nie wolf, to pewnie dawno by mnie szlag trafił i zaczęłabym palić. Kiedy jeszcze mam zajęcie, to tak nie myślę, gorzej w momencie, kiedy siedzi się bez konkretnego celu, łapki same szukają czegoś cienkiego, dłuższego z filtrem, i delikatnym zapachem mięty... ( wolf by właśnie powiedział: „Nie denerwuj mnie nawet” !) Jeden pozytyw jednak znajduję..., fajnie jest pójść sobie do sklepu, i wyjść z dyszką w kieszeni. Dziękuję Ci motywatorze, naprawdę twoje tłumaczenia powodują, że się trzymam i faktycznie – ja kalkuluję, hehehe, zdziwieni? Ja tak!
Kisioł!!! Net włączyli :D Zapłać im teraz :D
Uciekam teraz się kąpać, żeby mieć dowód w postaci godziny, że poszłam o przystępnej godzinie. Dobranoc robaczki odwiedzające mnie :*





