czwartek, 16 września 2010

Jakoś żyję, małymi kroczkami wygrzebuję się z tych dołów, które przyszły i trwały czas jakiś. Jeszcze nie jest idealnie, bo miewam chwile wahań, ale na pewno jest tego wszystkiego zdecydowanie mniej.  Na pewno byłoby mi łatwiej, gdybym widziała światełko w tunelu, tymczasem ja nadal go nie widzę i powolutku godzę się z przegraną mojego organizmu. Trwam, leczę się, znoszę cierpienie, ale rano nie patrzę już na rany z nadzieją, że dzisiaj będzie lepiej. Po prostu przyjęłam fakt, że nic nie działa i nie wiadomo, co ze mną będzie dalej, taka prawda. Dzisiaj znowu założono mi sączek, dostałam też antybiotyk, którym muszę traktować ranę. Czeka mnie też dermatolog, a  tym samym kolejny antybiotyk, który będę zażywała długi okres czasu. Żyć, nie umierać. Ostatnio brzuch daje mi się we znaki, a przypieczętowany lekami pewnie pokaże, co dopiero potrafi. Jeden plus w całym moim chorowaniu - nie palę!!! Dzisiaj poczułam, jak potrafi śmierdzieć palacz! Kiedy byłam taką osobą, nie odczuwałam zapachów, po papierosie guma do ust, umycie rąk, myślałam, że zapach się traci. Nieprawda! Ten zapach idzie za takim palaczem, powodując straszny niesmak u osób, które właśnie palić przestały. Oczyszcza mi się organizm z tych toksyn. Wszystko mi śmierdzi! Tabletki jeszcze posiadam, zażywam jak mi się przypomni, albo jak mi przypomni wolf. Właściwie to dzięki niemu je zażywam, bo ja już dawno chciałam je w spadku mamie zostawić, żeby i ona zaczęła rzucać, ale nie, bierz do końca - mówił. To samo z przygaszaniem mnie, kiedy gdzieś próbuję sobie przetłumaczyć, że kiedyś takie np. palenie do kawy, nie byłoby takie złe? Nie ma, rzucasz palenie, nie palisz wcale! Potrzeba mi takich, że tak powiem mądrych słów, bo w tej mojej głowie różne rzeczy klarować się mogą, mogę sobie pomyśleć, że już z nałogiem wygrałam, a on podstępnie tylko uspokoił się, żeby potem uderzyć na mnie ze zdwojoną siłą? Zresztą, wolfowi to ja zawsze dużo zawdzięczać będę, musi  biedny znosić moje złe dni, tłumaczyć do znudzenia, cierpliwie czekać, kiedy zatracam się w myśleniu, w końcu musi myśleć też za mnie, bo ja ostatnio obniżoną jakość umysłową posiadam. Ustępować też musi, pobłażać..., pocieszać, chociaż np. nie ma na dany moment odpowiednich słów, no prostu musi się ze mną męczyć, chociaż nie, bo gdyby nie chciał, to wcale by nie musiał..., że chce się ze mną męczyć... Pomaga mi to, pomaga uzmysłowić sobie, że jeszcze może gdzieś tli się nadzieja, może nie jestem aż tak bardzo beznadziejnym przypadkiem.  

Wiem, że jesteście wszyscy ze mną, jakkolwiek by nie było, że piszecie tutaj, że dajecie znaki. Dziękuję. Nie chcę absolutnie, żebyście się mną zamartwiali, żyjcie - cieszcie się tym życiem. Kisioł , Ty zostaw te hostessy w spokoju :D

4 komentarze:

  1. Wszystko co osiągnęłaś i osiągniesz zawdzięczasz tylko sobie.To Ty musisz to znosić i Ty z tym walczysz:).

    OdpowiedzUsuń
  2. Nieprawda. Ja to muszę znosić - owszem, ale kiedy nie jestem z tym sama, to lepiej jest trwać w bólu.

    OdpowiedzUsuń
  3. A myślę, że nie jesteś nigdy sama. Piszesz, że jest wiele bliskich osób koło Ciebie. Jest też Ktoś, kto jest może najbliżej Ciebie. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakubie, czasami wśród ludzi człowiek czuje się najbardziej samotny. Otaczają mnie wspaniali ludzie, ale nie zawsze są w stanie postawić mnie na nogi.

    OdpowiedzUsuń