Chciałabym nic nie robić, chociaż przez kilka godzin. Siąść i siedzieć bez zapalającej się żarówki w głowie, że jeszcze tyle rzeczy przede mną, szybko, szybko. Z drugiej strony, szkoda by mi było tego, że siedzę i nic nie robię. Ktoś powie, że bezrobotni się nie przepracowują, że cały czas mają wakacje, jak oni mogą jeszcze narzekać? Być może, ale nie należy wszystkich wrzucać do jednego worka. Cały czas poszukuję pracy, jednak nie byczę się wcale. Gdyby tak podsumować moje godziny siedzenia na czterech, to wychodzi, że przez cały dzień siądę w sumie na 3 godziny...
6:30 - wstaję, mierzę psu cukier, idę się myć;
7:00 - przygotowuję psu jedzenie, podaję insulinę;
7:30 - odprowadzam dziecko do przedszkola - czasami ją niosę, czasami prowadzę na rowerze...;
7:45 - poranne zakupy;
8:00 - przygotowuję śniadanie, kawę;
9:00 - siedzę przy komputerze, przeglądam oferty pracy;
10:00 - wychodzę z domu. Zazwyczaj robię zakupy na drugim końcu miasta lub załatwiam sprawy mamie, lub inne, podobne. Wszędzie niosą mnie nogi;
12:00 - wracam do domu, przygotowuję II śniadanie;
12:30 - karmię psa, wychodzę - wyjeżdżam jednośladem do domu brata, po rowerek dla dziecka;
13:30 - powrót, przygotowanie obiadu;
14:30 - wychodzę po dziecko do przedszkola;
15:00 - wracamy do domu (nie do mojego, tylko Amelkowego), zabiera nam to godzinę, bo wiadomo - Amelka;
16:00 - zabawa z kotem, zbieranie śliwek, ogarnianie domu;
17:00 - wraca "bratowa", wracam do domu...;
17:30 - wychodzę z psem;
18:00 - kawa (chwila, żeby usiąść);
18:30 - karmię zwierzę;
19:00 - podaję insulinę;
19:30 - 20 minut ćwiczeń wieczornych;
20:00 - wychodzę z psem;
21:00 - kąpiel;
22:00 - krzątam się po domu, zazwyczaj mama coś potrzebuje;
22:30 - czas na książkę;
23:00 - idę spać!
Tak wygląda mój tydzień, każdy dzień jest taki sam. Nie mam czasu na rower, na spotkania, na nic. Obowiązki gonią, dziecko zabiera dużo czasu. W przedszkolu, na placu zabaw myślą, że jestem mamą Amelki. Jakby na to nie patrzeć, to tak właśnie sprawy wyglądają, spędzam z dzieckiem więcej czasu niż rodzice. Gdyby weekend był inny, ale nie. Ubiegła sobota, opieka od 18:00 do 1:00 w nocy na dzieckiem.
Ta sobota, to samo z tym, że opieka od 16:00 do niedzieli, pewnie do godzin popołudniowych. Powód? Parapetówa. Mało tego, nie dość, że będę miała u siebie małą, to jeszcze kota. Nie wiem, czy Rudek z Sonią się nie pozabijają. Nie mam nikogo do pomocy, bo moja mama miga się, jak może, żeby nie być z Amelką... Druga babcia wyjechała sobie 2 tygodnie temu do rodziny i ani myśli wracać... Nie przejmuje się tym, że ja już powoli nie wydalam, że potrzebuję pomocy, żeby móc troszkę pożyć własnym życiem... Gdy ona musiała do dziecka przychodzić, po 5 godzinach potrzebowała zmiany, żeby odpocząć i wtedy trzeba było jechać, bo inaczej wielka obraza, ale gdy wyjechała nic ją nie obchodzi, przecież ja nie muszę odpoczywać... A dziadek Amelki, mój tata? On nie będzie wieczór siedział z dzieckiem, bo musi iść spać... Ja nie muszę spać przecież... Wstyd mi za swoją rodzinę, za brata i jego partnerkę, za to że nie potrafią być rodzicami dla dziecka, że alkohol i spotkania ze znajomymi są ważniejsze, każdemu weekendowi towarzyszy alkohol. Wstyd mi za to, że Amelka nie ma dziadka, prawdziwy dziadek, nigdy by nie powiedział, że wieczorem nie będzie siedział z dzieckiem, bo idzie spać. Wstyd mi za to, że nigdy nie dał jej na loda, tak sam od siebie, że nie zabrał na spacer, że nigdy nie ma dla niej czasu. A moja mama? Ona denerwuje małą ciągłymi pytaniami, jest do tego stopnia męcząca, że gdy tylko Amelka ją widzi mówi - idź sobie stąd, nie lubię cię. Denerwuje się przy tym straszliwie. Ile razy tłumaczyłam mamie, żeby zmieniła podejście, żeby nie pytała o tyle rzeczy, ale oczywiście za każdym razem wszystko wracało do punktu wyjścia, bo mama nie liczy się ze zdaniem innych. Gdyby tak to wszystko zebrać do kupy, wychodzi na to, że to jestem dla Amelki czymś najlepszym, co mogło jej się przytrafić. To ja mam u niej autorytet, to mnie się słucha, to do mojej nogi się przyczepia i nie chce się odczepić, to za mną płacze, gdy idę. Staram się jej zapewnić rozrywkę, włóczę się z nią, żeby chociaż trochę poznała świat, żeby miała miłe wspomnienia. Ze mną jest wyciszona, nie denerwuje się - inne dziecko. Chciałabym zmienić jej rodziców, dziadków, ale niestety nie mam wpływu na ich poczynania. Co by mogło ich zmienić? Nie wiem.
Brakuje mi odpoczynku, wyjazdu z domu na parę dni...