Każdy z nas ma jakieś słabości, ludzkie słabości. Są one czymś normalnym, człowiek jest istotą żywą, a więc podlega wszelkim pokusom, które pozwalają mu na jakiś czas zapomnieć o problemach. Wolna wola, daje nam wybór, i przechodzimy przez życie tak, jak chcemy, to od nas zależy, czy poddamy się, i pójdziemy na łatwiznę, czy pomimo trudności, stawimy temu czoła, i pokażemy, że z nami nie ma tak łatwo, że w chwilach gorszych, czasami wydających się bez wyjścia, będziemy potrafili wykrzesać z siebie, zapasy energii, która w jakiś sposób zmotywuje nas do tego, żeby zacząć żyć, żeby zacząć się podnosić z tego, w czym trwamy. Najważniejsze, żeby nie zagłębiać się w ten stan, w takich momentach trzeba szukać oparcia, pocieszenia, najbliżej, jak się da. Trzeba chcieć. Będzie trudno, bo tak zawsze być musi, żeby potem było lepiej, ale jeżeli my sami nic z tym nie zrobimy, to popadniemy w jeszcze gorszy stan, a to już niedaleka droga do całkowitego załamania, i popadnięcia w apatię… Podobno nie ma sytuacji bez wyjścia, podobno zawsze musi być lepiej, walczyć trzeba o to. Zawsze mi tak powtarzano, zawsze mnie motywowano, kiedy miałam gorszy moment w swojej chorobie, kiedy już nie chciało mi się walczyć o to moje zdrowie, bo i tak nie zależało mi na życiu, bo nie widziałam nic pozytywnego w tym moim istnieniu. Byłam, istniałam, ale tak jakby nie miało to dla mnie żadnego głębszego sensu. Mimo wszystko, wyciągano mnie z tego, sprawiano, że zapominałam o takim myśleniu, że zaczynałam wierzyć, „a może jednak to jest racja, nie poddawaj się, spróbuj jeszcze raz, masz, dla kogo, są osoby, dla których w jakiś sposób jesteś ważna, które Ciebie lubią, nie zawiedź ich…” I tak mijał dzień za dniem, znosiłam ból, który czasami był potworny, lało się dużo łez, ale wiedziałam, że nie jestem sama, że muszę podołać, bo jak nie ja, to, kto to za mnie zrobi, że może potem będę miała to wynagrodzone? Nie chciałam zawieść ludzi, którzy we mnie wierzyli, chociaż mnie samej tej wiary brakowało. Jednak starłam się, ale mój organizm tego najwyraźniej nie chciał. Posypało się wszystko, przyszedł bunt z tekstem: „hola, a mnie się nie pytasz, czy ja tego chcę?” Wyniki poleciały w dół, odrzuciło mnie całkowicie od jedzenia, popadłam w stany, w których mogłam tylko leżeć, i wpatrywać się w jeden punkt. Było mi wszystko obojętne, podświadomie oszukiwałam samą siebie, że to przejdzie, musi przejść, jutro się wzmocnię jakoś. Dostałam krew, myślałam, że wszystko wróci do normy, nie wróciło. Samo myślenie nie wystarczyło. Trzeba było coś zrobić, żeby jakoś zmobilizować siebie do zmiany postrzegania swojego stanu. Wtedy znowu, przyszedł z odsieczą ów człowiek, który jest mi całym światem. Poszły zapewnienia, że wszystko będzie dobrze, że nie mogę się poddawać, że nie jestem „miętka”, że jest ze mną, i każdorazowo trzyma kciuki za mnie, za to, żebym dzielnie znosiła wszystko, co przyniesie mi dzień, przecież jestem dzielną dziewczynką. Umocnił mnie, zawsze był, w każdym momencie, bez względu na porę. Przeszłam szpital, wyszłam do domu, jednak nie było tak, jak ma być. Organizm nadal wiedział swoje, ale ja, przestałam o tym intensywnie myśleć, miałam, Wolfika, który nie dał mi zatracać się w swoim złym stanie. Było dużo śmiechu, były niebanalne rozmowy, było rozumienie się bez słów, było wszystko, co sprawiało, że na mojej twarzy pojawiał się uśmiech, zresztą, w rozmowie z takim wspaniałym człowiekiem, nie można się było nie uśmiechać. Starałam się robić wszystko, aby nie zawieść, aby coś zmienić. Jest ciężko, bo tak, jak wspominałam wcześniej, nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Wiem jednak, że nie jestem sama, że teraz mam dwa razy więcej siły, bo trwające uczucie, którego notabene tak naprawdę doświadczam po raz pierwszy w życiu, sprawia, że posiadam siłę, motywację, i pokłady energii, które chcę przekazać dalej, bo przecież jestem silną dziewczynką, potrafię dążyć do celu, potrafię, bo mam, dla kogo to robić, bo teraz jest to największa dla mnie wartość, której nie zniszczę, i nie dam się zatracić. Moja psychika potrafi, mogę walczyć za dwie osoby, mogę, bo wierzę w to, że musi się udać, bo przeistaczam w czyny słowa, które tak wytrwale powtarzano mi do ucha. Nie poddawaj się! Nie poddam się, ani ja, ani nikt inny, kto dzieli ze mną życie, bo ja na to nie pozwolę, bo w tym wypadku, moja upartość, to bardzo dobra cecha jest, a ludzka siła wyrasta z naszych słabości, dlatego zawalczę!
witaj czytałam Twoja wypowiedź . Jestem znajomą Ivy. Czytałam twój blog. Jestem zachwycona twoimi wypowiedziami. Jestem terapeutą. Piszesz o swoim cierpieniu. Czy będzie to nietaktem jak zapytam na co chorujesz? pozdrawiam Gosia
OdpowiedzUsuńWitaj, Gosiu. Dziękuję za dobre słowa, to miłe:)
OdpowiedzUsuńNie, nie będzie nietaktem twoje zapytanie.
Moja choroba jest dosyć skomplikowana, gdyż tak naprawdę do dzisiaj nie wiadomo,co jest przyczyną mojego stanu. Choruję już 10 miesięcy. Zaczęło się od torbieli włosowej na kości guzicznej. Zoperowali mnie w lipcu, usunęli ją, i od tego czasu przestały goić się rany, zaczęły pojawiać się ropnie w okolicy pośladka, a także okolicy lędźwiowej. Po każdym nacięciu, ropień wyskakiwał w innym miejscu. W grudniu był największy wysyp ropni, dlatego musieli usunąć mi znaczną część skóry na plecach, później nałożyli przeszczep. Jakiś czas było dobrze, a później znowu zaczęły pojawiać się ropnie, i nacięte przestały się goić. Podczas ostatniego pobytu w szpitali, przyplątała mi się bakteria, która powodowała sepsę, ale jakoś zwalczyłam. Na dzień dzisiejszy, mam niegojącą się ranę okolicy lewego pośladka, która nie poddaje się żadnemu leczeniu. Dolegliwości bólowe występują cały czas. I w sumie to by było na tyle...
Myślę że prawdy o swojej chorobie sie nie dowiesz podejrzewam ze przy operacji wprowadzili ci jakąś bakterię i z tąd te kłopoty. Dzięki za szybka odpowiedź życzę powrotu do zdrowia i cieszę się że nie jesteś sama pozdrawiam.Gosia
OdpowiedzUsuńTo znaczy, tak, jak najbardziej przyczyną niegojących się ran są bakterie. U mnie na porządku dziennym jest paciorkowiec, gronkowiec złocisty, i była też pałeczka Coli, która występuje u człowieka w jelitach... Problem w tym, że mój organizm nie walczy z tymi bakteriami, a leczenie farmakologiczne tudzież miejscowe, nie przynosi rezultatów. Bakterie są oporne strasznie. Dziękuję, tak, to dla mnie bardzo wiele znaczy, że nie jestem sama, pomaga mi w walce.
OdpowiedzUsuńI będziesz miała zawsze:).I vice versa:).Ja chyba nbym lezał do tej pory;).A tak ? Nawet dołeczki mogę Ci pokazać(i jęzor tyż) :P).
OdpowiedzUsuńWolfiku, wiem,że nie będę sama, a Ty wiesz, że nie dałabym Ci leżeć, jakem Salanee i Waderka w jednej osobie:) Ech, te twoje dołeczki, do schrupania, a jęzor, hym, no cóż, znajdziemy pozytywne aspekty i w jego pokazywaniu :D
OdpowiedzUsuń