piątek, 2 kwietnia 2010

No i się pochorowałam. Dopadły mnie jakieś wirusy, które dają o sobie znać w postaci kaszlu. Gorączka też występuje. Jak się w związku z tym czuję, chyba nie muszę mówić. Pogoda też pewnie zrobiła swoje, chociaż wydaje mi się, że głównym sprawcą mojego stanu jest Amelia, ile razy kichała i prychała na ciocię, nawet nie zliczę. Ona wyzdrowiała, a ja poszłam w drugą stronę. Właściwie, to nic mnie nie zdziwi. Kto by pomyślał, że organizm może być tak bardzo słaby, że nie będzie mógł sobie poradzić z żadnym paprochem, który będzie chciał go odwiedzić…, ech;( No nic, lekarstwa w aptece wykupione, może za ich pomocą w jakiś sposób to zwalczę. Jeżeli nie, wybiorę się do lekarza, i pewnie znowu dostanę kolejny antybiotyk. Rozpadnie mi się w końcu ten żołądek. Ileż można tego łykać. Każde zażycie specyfiku niesie za sobą jakieś konsekwencje, a mnie coraz częściej, boli brzuch. Zobaczymy.

Pogoda też nie za ciekawa na to, aby się idealnie czuć, kumuluje wszystko, co złe, i odbija się to na człowieku. Właściwie, to nawet nie pamiętam ciepłych świąt. Zresztą, jakoś mi to obojętne, bo i tak świąt nie lubię, więc czy deszcz, czy słońce, to mnie to gila? Tak, gila. Nigdy nie miałam sentymentu do świąt. Męczy mnie to za bardzo. Sztuczność wszędzie.

Dobrze, że Wolfik umila mi czas swoją osobą, bez niego, to bym już całkowicie uschła - dosłownie;)

Dzisiaj mija 5 lat, jak umarł Jan Paweł II, wracają mi wspomnienia, kiedy tak bardzo prosiłam Pana Boga, żeby nie pozwolił mu cierpieć, ale, żeby też mi go nie zabierał. Był ze mną całe moje życie, był wzorem do naśladowania, był samą dobrocią, miłością, sensem, i wiarą w lepsze jutro. Ja, nie potrafiłam sobie wyobrazić, że to życie może się toczyć dalej po jego śmierci… Tego dnia, tej nocy poszłam do kościoła…, o 21:37, zabiły dzwony, a mnie zabolało serce… Wiedziałam, że zakończyłam pewien etap, i już nic nie będzie takie samo. Taki jest koniec każdego człowieka, ale myślałam, że on będzie zawsze… W dniu dzisiejszym odżyły wspomnienia…, 5 lat…, to już 5 lat…

W głowie siedzi mi jedno wezwanie Jana Pawła II, takie życiowe pouczenie, jakże ważne dla mnie samej…
"Każdy z Was, młodzi Przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte, jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić, jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć, jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić, nie można zdezerterować. Wreszcie, jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte. Utrzymać i obronić, w sobie i wokół siebie, obronić dla siebie i dla innych".
Co jest moim Westerplatte?



Dzisiaj nie może być innego filmiku…

9 komentarzy:

  1. Może na początku odniosę się do Papierza.Nie chcę nikogo urazić,bo jestem zagorzałym ateistą.ale dziś po rozmowie z Agą doszliśmy do wniosku,że chyba nie tak do końca...W każdym bądź razie Jana Pawła uważam za Wielkiego Człowieka i żal,że już Go nie ma wśród nas...Co do Agnieszki to muszę Ją pochwalić,bo dziś nawet śniadanie zjadła.Jeno kurcze obiad odpuściła sobie,a powinna zjeść coś na gorąco(jutro Jej nie odpuszczę;)).Ale ogólnie jest grzeczna i chwała Jej za to;).Pozdrawiam Czytających:).

    OdpowiedzUsuń
  2. Ech, Ty, nie można w jedzeniu być przepadlistą - tak umotywuję nie zjedzenie obiadu:P
    Może być?:D

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie zgadzam się:)!Jutro jesz obiadek i z koszyczkiem do kościoła biegniesz;).Tylko rano zmierzymy temperature ,bo jak będzie to w życiu Cię nie puszczę;).O!;).

    OdpowiedzUsuń
  4. Z koszyczkiem chodzi najmłodsza rodem, więc nie mam wyboru, muszę pójść, ale nasz koszyczek skromny jest, nie noszę na szczęście takich wielkich, jak potrafią mieć co niektórzy. Dzięki Bogu.
    A temperaturka, wpisana jest chyba w mój żywot, więc potraktujmy to, jak coś normalnego :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Współczuję tego choróbska :( No ale cóż, ja mam podejście świąt czysto duchowe, dla mnie te wszystkie przygotowania nie mają sensu. A Papieża no cóż, tym razem powiem z punktu widzenia konserwatywno-protestancko-ewangelicznego :) choć go szanuję, szanuję jako wielkiego Polaka, to na równi z Lechem Wałęsą, Zbigniewem Religą, Piłsudskim... Ciekawe tylko dlaczego w polskich podręcznikach do historii nie wspomni się jakoś nigdy o 200 uwięzionych i przetrzymywanych w strasznych warunkach za komuny pastorach z 1950 roku... Nie powie się nigdy o tym, jak w latach 70 XX wieku państwo bezprawnie zabierało cerkwie i zbory,a niekiedy i majątki ludzi zupełnie świeckich, żeby dać je Kościołowi Katolickiemu... W imię czego grzecznie się pytam? A i teraz, dlaczego jeśli jest w mediach jakaś impreza z kościoła prawosławnego albo protestanckiego to jest najczęściej nadawana o takich porach, że kulawy pies ich nie ogląda? Denerwująca jest jak dla mnie ta dyskryminacja w Polsce i ustawiczne ignorowanie faktu, że jednak poza katolikami i ateistami ktoś w Polsce jeszcze istnieje... Bo póki co to tylko te dwie grupy słychać w naszym kraju. Przepraszam jeśli kogoś uraziłam, ale to naprawdę niesprawiedliwe.
    Hehe, Aguś, ty trzymaj tak z jedzeniem :D Wystarczy że o mnie mówią że wyglądam jak kobieta z Oświęcimia :D
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzień dobry Wszystkim:).Agusia pewnie jeszcze słodko śpi,ale nie budzę Jej;).Niech odeśpi nasze nocne pogaduchy;).O 9 Jej zrobię pobudkę,bo wszak musi iść z koszyczkiem do kościółka:),a ja nie mogłem się oprzeć pokusie ,aby tu nie zajrzeć;)...Zimbabwe dużo w tym racji co piszesz.Przykład z ostatnich dni to sprawa meczetu w Warszawie,no ale cóż potrwa to jeszcze jakiś czas zanim Polacy zrozumieją pewne rzeczy ,a mam nadzieję,że tak się stanie prędzej czy później.Pozdrawiam Wszystkich Znajomych Agnieszki.I Tych "Wirtualnych" i Tych z Realnego Świata:).

    OdpowiedzUsuń
  7. Bez wątpienia Ojciec Święty był wielkim, o ile (dla mnie przynajmniej) nie największym Autorytetem.
    Dostąpiłam zaszczytu spotkać się z Nim osobiście w XX rocznicę Pontyfikatu, w Rzymie. Byłam też przy Nim w Jego ostatniej drodze, na Placu Świętego Piotra, gdy łzy, smutek i żal mieszały się z pewną specyficzną radością - spowodowaną świadomością, że dane było nam żyć i kształtować się przy nauce, postawie, przykładzie, tak Wielkiego Człowieka.

    OdpowiedzUsuń
  8. Aldi..., byłam na jednej z pielgrzymek, kiedy Jan Paweł II, odwiedził Polskę. Błonia Krakowskie. Pech chciał, że akurat się wtedy pochorował, i nie mógł uczestniczyć w mszy świętej..., co najbardziej zabolało to, to, że część ludzi, dowiedziawszy się, że Ojca Świętego nie będzie, po prostu zaczęła wychodzić. Odniosłam wrażenie, że Ci ludzie przyjechali, jakby na jakiś koncert,z którego można sobie wyjść w danym momencie, kiedy coś nie pasuje, albo coś się znudzi...

    OdpowiedzUsuń
  9. Byłam w wielu miejscach, w których przebywał... na Błonia, niestety nie dotarłam.
    To faktycznie,
    bardzo smutne co piszesz.

    OdpowiedzUsuń