Przemyślałam sobie to, i owo. Zebrałam wszystkie za, i wszystkie przeciw. Rozpatrzyłam pod każdym względem, czy to pozytywnym, czy negatywnym, i postanowiłam: blog wraca do poprzedniego stanu, czyli każdy wędrowiec, będzie mógł tu zacumować swój okręt, jeżeli tylko będzie miał na to ochotę. Jak widać, postanowień długo nie utrzymuję w ryzach, ale w tym wypadku wydaje mi się, że ten mój prywatny świat, i tak pozostanie moim światem, bez względu na to, czy hasło miał będzie, czy też nie. Reszta mnie nie interesuje. Poza tym, mogłabym pokrzywdzić osoby, które nie posiadają kont google, a czytać by mnie nadal chciały. W przypadku bloggera nie ma takiej możliwości, - niestety. Nie chcę nikogo zmuszać, do zakładania konta. Osoby wiernie trwające przy mnie, czyli Wy, nadal pozostaniecie elitą, taką, której ufam, i której odwiedziny sprawiają mi wielką przyjemność.
Święta, i po świętach. Pogodę szlag trafił, a tym samym moje samopoczucie się jakoś zepsuło. Dziwny stan, udzielający się na prawo i lewo. Jedno, pociąga drugie. Te same objawy. Ech. Nie chcę tak, nie lubię, nie toleruję, chcę wygnać…, ale ono sobie nie chce pójść, i jak ja mam je zmusić? Kopnąć, nie kopnę, bo sobie jeszcze większą krzywdę zrobię, niż obecnie mam na ciele. Poza tym, jak kopnąć samą siebie w dupę? To byłby wyczyn. Z drugiej strony, jakby mi się to jednak udało, to, co mi tam z kolejnego uszczerbku, przecież i tak wyglądam strasznie…, takie angielskie poczucie humoru trwa…
Znowu popadam w stan zamyśleń, zawieszeń, takich maksymalnych, wtedy wyłącza mi się biegun, który odpowiada za zdolność funkcjonowania, i takie zawieszenie potrafi trwać, dopóki coś nie odwróci mojej uwagi, o myśleniu o niczym. Martwię się, tak już jest wpisane w moją głowę, i nie zmienię tego, bo nie. To życie czasami potrafi pokazać, że nie tak łatwo jest podołać temu, co przyniesie nam los. Trzeba walczyć, o każdy dzień, żeby przetrwać, żeby nie poddać się, żeby mieć do czegoś chęć. Kiedy ten brak chęci zaczyna przychodzić, to im dłużej trwa, tym gorzej dla nas samych. To już niedaleka droga, do podłamania, do zdania sobie sprawy z tego, że kurczę, nie będzie prosto, ale przecież zawsze słyszy się, jakoś to musi być, jakoś się to musi rozwiązać. Tylko, co, jeżeli nikt nam w tym nie pomoże? Czasami, nie jesteśmy w stanie dać sobie radę ze wszystkim, czasami musimy mieć pomoc drugiego człowieka. Gorzej, kiedy ten człowiek nie rozumie, tylko rzuca nas na głęboką wodę, i mówi, radź sobie sam, mnie to już nic nie obchodzi. Nie rozumiem. Jesteśmy ludźmi, nie możemy być obojętni na krzywdę innych, nie jesteśmy idealni, każdy popełnia błędy przecież, ale czy to oznacza, że w momencie gorszego stanu, tak łatwo jest walnąć focha, i zostawić drugiego na pastwę losu, losu, który i tak za dużo złego w życiu zrobił? Kogo za to winić? Samych siebie? Przecież nic nie dzieje się tylko z naszej winy, my sami nigdy nie chcielibyśmy dla siebie źle. To ludzie powodują…, a potem mają tylko do nas pretensje. Bezsilność jest najgorsza. Życie.
Czasami, chciałabym stanąć sobie gdzieś obok, tylko żeby to obok było trochę inne… Nie poszłabym tam sama, zabrałabym też Wolfika, który stan zawieszeń ma taki sam, jak ja…. Tam byłoby na pewno lepiej, tam nie byłoby miejsca na to, co występuje w ostatnim czasie, tam bolałyby tylko brzuchy…, ze śmiechu, i nikt nie byłby zmęczony życiem… Jeżeli, oczywiście, chciałby se ze mną pójść.No!
I jeszcze, mało co nieco. Kawałki stare, jak świat, ale fajnie czasami sobie posłuchać. Trochę świata Wolfika :)
Mnie się wydaje, że tak jak sami dla siebie nie chcemy źle, tak i dla innych też źle nie chcemy (przeważnie). Inni też nie chcą źle (przeważnie). Tylko że to jest skomplikowane i same nasze chcenie nie wystarcza. Tak jak napisałaś, wszyscy jesteśmy ludźmi - ci, którzy robią coś źle, także. A dlaczego robią źle, to już by trzeba poznać serce i duszę konkretnej osoby, wydarzenia i ludzi, którzy ją ukształtowały. Setki, jeśli nie tysiące, wpływów i uwarunkowań, śladów mniej lub bardziej odciśniętych na charakterze. Powiedzenie, że ktoś "chce robić źle" to uogólnienie, w dodatku dosyć niesprawiedliwe. :)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam zaa oceanu:)
OdpowiedzUsuńNo nie!A miałaś iść się przespać po południu,a Ty siedziałaś przy kompie:(."Zawiechami" się nie przejmuj,pozbędziemy się ich i znów będzie tylko śmiech.Mam wyrzuty sumienia,że to mój stan Ci się udziela i dzisiaj chyba będzie bez obrazu;).Wiesz co Agniesia?Chyba za dużo się przejmujesz mną,innymi,a przecież niby zawsze Ci powtarzałem,że musisz być troszkę egoistką.Choć z drugiej strony masz dobre serduszko i zdaję sobie sprawę,że inaczej nie umiesz,a ja nie umiem Cię okłamać i powiedzieć "wszystko w porządku",za dobrze mnie już chyba znasz i i tak byś zgadła,że wcale,a wcale tak nie jest.Wykaraskamy się z tego wszystkiego.Ty z choroby i ja z...Milczysz na tleniku więc mam nadzieję,że jednak słodko sobie śpisz i ,że zjadłaś coś(bo widziałem te paluszki podniesione do góry i słyszałem "obiecuję":).Pozdrawiam Wszystkich.
OdpowiedzUsuńWolf zawsze i wszędzie pójdzie za Waderką;)O!Jak to wilki;).
OdpowiedzUsuńAnonimowy, pozdrawiam i ja, hym...
OdpowiedzUsuńwolfik, wzięło mnie na sprzątanie, i jakoś zapomniałam o spaniu. Po Amelce jest, co robić, tym bardziej, że dzisiaj "modelinowałyśmy", a zresztą,- widziałeś;)
Oby te "zawiechy" nie przychodziły zbyt często, nie lubię takiego stanu, nie jest on dla mnie zbyt korzystny, w sumie dla nikogo by nie był. Nie miej wyrzutów sumienia, w tej całej sytuacji, one Ci są zupełnie niepotrzebne:) Poza tym, ja zawsze na końcu stawiam siebie, i nie potrafię tego zmienić, ba, nawet nie chcę:)
Dobrze, że nie potrafisz mnie okłamać, to tylko procentuje, bo przecież o to chodzi, żeby być szczerym, a jak już napisałeś, ja bym poznała, wyczuła, i nawet zobaczyła:) Osoby bliskie są po to, żeby pomagać, żeby trwać, i żeby jednoczyć się w momencie, kiedy wydaje się, że jesteśmy całkiem sami. Nie ma innej możliwości, nie ma innego rozwiązania, jak tylko takie, żeby być! Musimy się wykaraskać,z tego, co nas spotkało, bo inaczej siądą nam nasze psychiki, i dopiero się narobi.
Ech Waderko...Dziękuję za piosenkę.To moje ulice.To moje tereny ,to moje dawne zajęcie i masę wspomnień;).No nie skończyłem jak Cichy,ale...miałem farta po prostu;).Zawiechy dziś nie ma więc uśmiecham(się jak zwykle ja) półgębkiem;).Choć ja zaraz skończę i schowam tą stronę i zobaczę Twego pysia to będzie od ucha do ucha;).
OdpowiedzUsuńPs.Komu ja mam dziękować,że Ją poznałem?O.00.50,a ja się uśmiecham i wierzę ,że wszystko będzie dobrze.Dziękuję,że jesteś:).
OdpowiedzUsuńWolfiku..., a to było tak..., forum,zdjęcia, maile, tlenik, i się potoczyło :) Komu dziękować? Przeznaczeniu :) U mnie już po pierwszej, a też się uśmiecham, z dwóch powodów, że TY wierzysz, i że się uśmiechasz:D Ja chyba jednak bardziej dziękuję, że jesteś, i mam większą siłę przebicia, bo mam napięcia:D:*
OdpowiedzUsuńDlatego,że masz PMS to Ci daruję;),a co do siły przebicia to chyba dziś w słuchawkach usłyszałaś i to chyba najlepszy sposób na Ciebie;).
OdpowiedzUsuńOj, tak. Wolf potrafi zagrzmieć, i brzmi wtedy całkiem poważnie.Ton głosu mówi sam za siebie. Dlategoż Salanee wie, kiedy, i na ile może sobie pozwolić, aleeeee... Salanee się postara dostosować, jeżeli Wolfik , też zacznie walczyć o swój organizm, i zacznie zażywać MAGNEZ:P
OdpowiedzUsuńDzień dobry Wszystkim:).Jakoś nie mogę się powstrzymać,aby nie wpisywać się tutaj.Qrde Agniesia w końcu focha na mnie strzeli ,że traktuję tego genialnego bloga jak swego;),ale chyba nie potrafiłbym założyć swojego.Za bardzo dołujący byłby w tych dniach,a tego nie chcę:).Choć dziś załatwiłem pewną sprawę i mam nadzieję,że prześpię spokojnie noc.Właśnie przed chwilą rozmawiałem z "Tadkiem Niejadkiem-chyba wiadomo o kogo chodzi;)).I jak zwykle(ło matko).Jak Jej trudno coś dobrać do zjedzenia.Proszę tu na Nią "nakrzyczeć",bo Ona musi jeść,a mi już brakuje argumentów i muszę ze dwie godziny pracować,aby chodź bułeczkę zjadła,a przecież musi jeść,bo już nawet spodnie z Niej spadają i trzeba dziurki w pasku dorabiać;)(ups -dostanie mi się;)).Ale co tam proszę "krzyczeć" na Agniesię "szamaj,szamaj!";).Pozdrawiam Wszystkich:).
OdpowiedzUsuńAga masz do wyboru:
OdpowiedzUsuń1. Sałatkę (ser żółty, papryka, małe cebulki marynowane, pieczarki, natka piertuchy i majonez)
2. Zupę pomidorową z ryżem
3. Zapiekankę makaronową (makaron, kukurydza,papryka, pomidorki, brokuły, beszamelem zalane i zapieczone)
Daj znać co z tego preferujesz to ci "podrzucę" i będziesz jeść: za Amelkę, za Wolfika, za Ruucińskiego, za Kalę itd. ok?
PS. A może wolisz wersję "Jedzie samochodzik do garażu?" :)
Ech...U Niej to wszystko "ble: jest.Teraz myślę jak Ją zmusić do obiadku ,bo poszła "na pole";).
OdpowiedzUsuńAgnieszko, a może ja Cie troszkę podkarmię? ;)
OdpowiedzUsuńPowiedz co lubisz najbardziej,
nie daj się prosić.
Zawsze można jakimś mega szybkim kurierem wysłać, to może nawet gorące dowiezie;)
Pozdrawiam serdecznie.
Ps. Słuchaj Wolfa, On bardzo mądrze mówi :)
Ma uszykowane kanapki i pastę jajeczną.Zaraz będę "lukał| czy je i normalnie wmuszę w Nią siłą,a jak nie zje to ja też nie.:P.
OdpowiedzUsuńDziś muszę pochwalić Agusię:).Była grzeczna i zjadła kolację(ale jakbym nie lukał to by z Sonią się połową podzieliła;;).
OdpowiedzUsuńKaluś, u nas to było, za mamusię, za tatusia, a z Amelką jest samolocik i hangar, ale nie działa zbyt często...:)
OdpowiedzUsuńWolfik, czuj się tu, jak u siebie, tak zwyczajnie, i po prostu:)
Mój blog też do najszczęśliwszych nie należy, masę tu problemów, masę dołów, masę różnych,przytłaczających spraw. Jeżeli masz chęć pisania bloga, założyć Ci go pomogę:D Hihihi.
Mówiłam Ci, że wszystko jakoś powolutku zacznie się układać, miewam przeczucia, i one mnie czasami nie mylą, chociaż miałam nadzieję, że dzisiaj odzyskasz to, co utraciłeś, no ale,bywa też, że się mylę;)Tadek Niejadek, chciał sobie kupić coś pożywnego, coś nie na ciepło, i coś, co zje, a nie odłoży do lodówki. Kupiłam Berliso - ryż na mleku..., miałam zjeść, ale..., odłożyłam do lodówki, jak zwykle po kupieniu, przeszła ochota na jedzenie. Zjem może jutro:) A pasek..., owszem, cosik za mało tych dziurek w nim zrobili:)
Co do tego mojego nieszczęsnego jedzenia..., hym..., jakby tu powiedzieć..., Aldi, jak wiem, że Wolf dobrze mówi, "mudnrzejszych" muszę słuchać. Dzisiaj mi głowę zmyto, - Syrgowata znaczy się. Pojechała mi po wnętrznościach, i jak już wiadomo, zjadłam dwie kromki na kolację, pod czujnym okiem;) Hyhy, nawet zauważył to, co skubnęłam dla Sonii, mojej kompanki czworonożnej, która mianowana atletą i śmietnikowcem, musiała przy mnie czuwać, wszak nie można zjeść, nie dzieląc się z nią, ona sama do tego nie dopuszcza;)
Tak, więc, Wolfik, łobuzie, skarżypyto:P
Hihihi Agniesia kłaniam się do stópek za pozwolenie;)(tym bardziej ,że zaraz wyjdziesz z kąpieli;)).Mam nadzieje,że założysz skarpetki,a jak nie to zaraz sprawdzę;).Apropos berliso(już zapisane i jutro szamasz:P)).Podziękowania dla Syrgi,bo chyba coś zadziałało;).A co do skarżypyty to dopiero się rozkręcam:P.I może Inne Osoby też Cię zmotywują:).Pozdrawiam Wszystkich.
OdpowiedzUsuńEch,nie ma Jej pół godziny,a ja już tęsknię za tym Pysiem:).Co Ona ze mną zrobiła;)?Ale z całej siły teraz będę zaciskał piąstki,aby wizyta u lekarza poszła po naszej myśli.Qrde,nigdy nie myślałem ,że można się tak martwić o drugą Osóbkę.Pozdrawiam Wszystkich.
OdpowiedzUsuń