wtorek, 2 listopada 2010

Nigdy nie lubiłam narzekających ludzi, którzy za każdym razem próbowali pokazać, jak bardzo jest im źle na tym świecie. Tacy ludzie nie znajdują w sobie powodów do radości, jakby wszystko, co ich otacza nie przynosiło nic dobrego, jakby nie potrafili dostrzec pozytywnych aspektów swojego życia. Wydawało mi się, że ja patrzę na ten świat z tej lepszej strony, że mnie nic nie zniszczy, że z moją silną psychiką mogę wszystko. Pomyliłam się, bo czasami się po prostu nie da i dołączam do tych narzekających ludzi. Dlaczego to robię? Bo potrzebuję sobie ulżyć, każdy chyba tak ma, to tkwi gdzieś głęboko w nas, i nie sposób jest się tego wyzbyć, czasami po prostu się nie da. Wiem, że staję się nudna, a to moje narzekanie nie przynosi nic dobrego, przybiera czasem wręcz odwrotne skutki, bo nagle zatraca się ta nić porozumienia, ale przecież nie można tłumić w sobie emocji, bo to mogłoby doprowadzić do wewnętrznego wybuchu. Jesteśmy tylko ludźmi i czasami potrzebujemy, aby w tym narzekaniu nie być samym. Każdy z nas ma swoje problemy, nie każdy problem jest równy wyjściu z niego. Zdarza się, że jesteśmy zmuszeni do tkwienia w nim, tylko dlatego, że jesteśmy zbyt słabi, aby zawalczyć o siebie, a świat zewnętrzny utwierdza nas w tym przekonaniu. Czasami może poddajemy się zbyt łatwo, ale to tylko dlatego, że cena walki może okazać się zbyt wysoka dla nas samych, nawet kosztem nas samych - niestety. Wtedy właśnie potrzebny jest świat zewnętrzny, aby powiedział nam, że jest z nami pomimo tych wszystkich negatywów, które posiadamy, żeby powiedział, że przetrzymamy wszystko, że damy radę, że już nie jedno znieśliśmy, jesteśmy odporni na wszelakie zło tego świata. Żebyśmy nigdy nie stracili wiary w to nasze bytowanie tutaj. Amen :)


2 komentarze:

  1. A ja nie potrafię zrozumieć przewlekłej choroby Polaków, jaką jest notoryczne narzekanie. Nie wiem, może ja jestem jakaś dziwna, ale każdego dnia tyle zła dzieje się na świecie i tyle mamy powodów do zmartwień w codziennym życiu, że w zasadzie wszyscy powinniśmy nic nie robić tylko płakać, ciąć się albo organizować żałoby narodowe.
    Kiedyś znajomy pisał mi nawet o tym na blogu u mnie, że pewien pastor, który objechał całą Europę, stwierdził, że w sumie każda nacja ma jakby własny grzech i własną przywarę. U Polaków pastor ów zauważył właśnie skłonność do wiecznego malkontenctwa, bezsensownej krytyki i jałowych dyskusji.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zim, bo właśnie tak jest, że jakby nie było to nam - Polakom zawsze będzie źle, jak rozwiąże się jakiś jeden problem, zawsze znajdziemy sobie drugi :)

    Nie mówię, że wszyscy tak mają, ale większość Polski - tak ;)

    Zatem, co nam trzeba? Wykrzesać z siebie resztki optymizmu i brnąć do przodu :)

    OdpowiedzUsuń