niedziela, 7 listopada 2010


Spieszę donieść, że jestem. Blog zamarł jakoś, ale sama ja, absolutnie nie. Ostatni czas, to pasma prawd, które gdzieś próbowałam od siebie odrzucić i podświadomie tłumaczyłam, że może jednak będzie dobrze, chociaż wiedziałam, że nie ma prawa tak być. ZUS do dnia dzisiejszego nic do mnie nie przysłał, jednak już wiem, że renty mieć nie będę. Nie posiadam okresów nieskładkowych. Brakuje mi niecałego roku, żeby móc ubiegać się o to świadczenie. Wniosek dostałam, ale składać go nie będę, przecież z przepisami nie da się wygrać, wobec nich człowiek jest bezsilny, nikt nie da taryfy ulgowej, bo ktoś choruje i potrzebuje na leki, na opatrunki, na życie. Przecież ich to nic nie obchodzi. Najgorsze dla mnie jest to, że ta orzecznik, u której byłam dobrze wiedziała, jaką mam sytuację mówiła, jak bardzo współczuje, jednak z premedytacją skierowała na rentę - wiedziała, że pracowałam tylko dwa lata, bo wnikliwie czytała moje papiery, wiedziała, że nie spełnię warunków i tym sposobem, pozbawiła mnie środków do życia. "Ludzie ludziom zgotowali ten los." Czuję się bardzo pokrzywdzona, bardzo. Jest to dla mnie wielce niesprawiedliwe, oddałabym wszystko, żeby być zdrową, żeby móc pracować, żeby żyć godnie, jak na człowieka przystało. Tę godność mi odebrano, a ja nie mam jej jak przywrócić. Mam rodziców - na całe szczęście, ale gdyby nagle przyszło mi żyć samej? Jak nisko można upaść? Nie wiem, ale wiem, że ja zbliżam się do granic.

Pamiętam, jak grywaliśmy z chłopakami w karty, to często przy rozdaniu żartowaliśmy sobie, że kto nie ma szczęścia w kartach, ten ma na pewno w miłości. Dopowiadaliśmy do tego, że są czasami podwójni pechowcy. Ten podwójny pech zawsze tyczył się mnie. Kisioł nigdy nie omieszkał się mi tego przypomnieć ;) Dzisiaj można przełożyć to na sferę życia - podwójny pech, jak w mordę strzelił. I o ile bez miłości człowiek mógłby żyć, o tyle bez pieniędzy już nie.

Jak to dalej będzie - nie wiem.



5 komentarzy:

  1. Kurde ludzka niesprawiedliwość nie zna granic. Czy Oni nie mają serca?
    Jakim prawem pozbawili Cię środków do życia....

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzisz, przepisy są sztywne, ale najgorsze jest to, że tylu ludzi dookoła ściemnia i im się udaje, a Ci najbardziej potrzebujący są z niczym. Jak zatem walczyć o siebie, jak nie ma się na to środków? Straszne jest to, bo Ci bez rodziny z góry są skazani na porażkę. Przykre.

    OdpowiedzUsuń
  3. A najgorsze jest to, jak ja widzę osiedlowych pijaczków, którzy w życiu ani miesiąca nie przepracowali i mają renty... Pozdrawiam i ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo przykra sytuacja, ale po każdej burzy przychodzi słońce. Wspaniale, że masz rodzinę, na której możesz się oprzeć. Jest też Pan Bóg, na którym w takich chwilach szczególnie dobrze jest się opierać. To doświadczenie będzie gdzieś miało koniec, jeśli Mu na to pozowlisz to On Cię przeprowadzi. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakubie, dziękuję za dobre słowo. Rodzinę mam, ale źle się strasznie czuję,jak się muszę ich o wszystko prosić. Przez dobrych parę lat, zarabiałam na siebie, i ciężko jest mi się przestawić. Na pewno jakoś się ułoży, bo musi. Hm.

    OdpowiedzUsuń