Nie sądziłam, że sprawy, o których pisałam we wcześniejszym wpisie, tak szybko otworzą się na nowo. Sylwester udany, ale Nowy Rok przywitałam z 40 stopniową gorączką. Niestety. Jestem chora, mimo wziętych szczepionek, grypa nie szczędziła na mnie swoich objawów. Bolało każde miejsce na ciele, nawet paznokcie u rąk. Ból, płacz, niemożność poruszenia spowodowały, że na ostry dyżur pojechałam z tatą dopiero w godzinach wieczornych. Tam na szczęście nie musiałam długo czekać, przyjął mnie miły pan doktor (arab), przepisał stos leków i zalecił łóżko. Innej możliwości nie przewidywałam z takim parszywym samopoczuciem. Dzisiaj temperatura jest mniejsza, bo 38,5. Jestem w stanie coś skrobnąć w swoim świecie, w takich przypadkach dobrze jest mieć laptopa.
14 stycznia wyjazd w Beskid Makowski, do tego czasu na pewno wyzdrowieję :)
Trzymajcie się!
W takim razie życzę powrotu do zdrowia.
OdpowiedzUsuńMam takie też mało dyskretne pytanie - nie miałaś problemu z receptami? Przepraszam jeśli to brzmi głupio, ale pytam o to każdego mojego znajomego, który stale ma albo będzie wkrótce mieć kontakt ze służbą zdrowia. Pozdrawiam :)
Z tego, co mi wiadomo to nie (tata był sam w aptece), ale farmaceutka musiała dzwonić do lekarza, bo jego recepta była zupełnie nieczytelna :)
OdpowiedzUsuńChodziło mi o sławetne pieczątki i protesty lekarzy.
OdpowiedzUsuńGrypa jest okropna. Mam nadzieję, że wychodzisz już z niej po mału. Szybkiego powrotu do zdrowia! Pozdrawiam serdecznie i pamiętam w modlitwie :)
OdpowiedzUsuńO jej, biedna. Kuruj się Kochana
OdpowiedzUsuńSalanee jak zdrówko? Nie piszesz nic na blogu więc się troszkę martwię. Mam jednak nadzieję, że już jesteś na dobrej drodze do wyzdrowienie!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam cieplutko!!
Zim, nie miał tata problemów z pieczątkami. Nie dostałam takowych na receptach, miałam normalnie wbite, że jestem ubezpieczona, tzw 06R. Natomiast mój znajomy miał problem ze swoją córką. Poszliśmy razem do apteki, miał wykupić antybiotyki dla małej, a na recepcie owa pieczątka - do decyzji blablabla. A jako, że on nie posiadał jej dowodu ubezpieczenia, musiał pisać oświadczenie, że zobowiązuje się dostarczyć stosowne dokumenty do apteki, refundacja wynosiła 2 zł... to tak na marginesie. To jest tragedia dla mnie, jak może być do decyzji NFZ, czy dziecko ma mieć refundowany antybiotyk, czy też nie!
OdpowiedzUsuń