Tak, wiem, że miałam zabrać ze sobą oko obiektywu na sobotnią wędrówkę, tak wiem, że później miałam podzielić się nimi z wami, cobyście mogli mieć chociaż namiastkę tego, co ja zobaczyłam, tak wiem, ale... Zacznijmy od początku, jak zwykle zresztą ;)
Sobota rozpoczęła się dla mnie wcześnie, bo o 5:30. Dopakowywanie plecaka i podstawa, bez której nie wyszłabym z domu, czyli wielka miska owsianki, która miała dać mi siłę na dobrych parę godzin. Gdy plecak został zapięty, chciałam sprawdzić, czy aby nie jest zbyt ciężki. No i był. Pomyślałam, że skoro zabieram telefon, to aparatu dodatkowego już nie muszę. Pogoda za oknem nie zwiastowała żadnych zamieci, więc miałam w planach niesienie telefonu w ręce, czy też innej dostępnej części garderoby. O 7:30 wyjechaliśmy. Na miejscu byliśmy po 9:30? Niech mnie Robert, albo Jola poprawią, jak była to inna pora, bo jakoś ten fakt umknął mi z głowy. Nie ważne. Po wyjściu z autobusu, czyli już w Myślenicach, zaliczyłam zderzenie ze znakiem. Jakoś go nie zauważyłam, pewnie dlatego, że w głowie siedziała jedna myśl - musisz sobie przecież zapalić! Szkód w postaci guza nie odnotowałam, właściwie to nawet nic nie bolało :D Zgubiliśmy się już na samym początku, nie mogąc znaleźć dojścia do wyciągu, który miał nas wywieść na górę Chełm. Gdzie 3 przewodników, tam? No właśnie, co tam? Po przejściu kilku kilometrów, dotarliśmy jednak do celu. Śnieg zaczął wylatywać z nieba, wiatr też dawał znaki, że zamierza towarzyszyć naszej wędrówce. Wyciągi wywiozły nas na górę, przykleiliśmy się do siedzeń, ale było fajnie ;) W schronisku wypiliśmy kawę, zjedliśmy ciastka, krakersy, a sponsorem była czekolada Wedel, wyjęta przez Jarka, ale nie zjedzona, bo ona była tylko na wystawę, hehehe ;) Było też najważniejsze, dostarczone przez Roberta, Śliwowica (nie wiem, czy nie pomyliłam, bo nie jestem biegła w tych nazwach), własnej roboty. Pyszotka, rozgrzała mocno, jakby wiedziała, co nas w tym dniu czeka. Gdy czas na odpoczynek minął, nastąpiła zbiórka przed schroniskiem, pamiątkowe zdjęcie i przygotowanie do drogi. I wtedy zaczęło mocno wiać, kto miał odpowiednie ubranie, to nie cierpiał. Była jednak dziewczyna, która ubrała się tragicznie, widać, że nie wie, co to znaczy zima w górach. Na sobie miała getry, na to jakiś dłuższy sweter, kurtka zwykła, rękawiczki cienkie, czapka wełniana, brak kaptura - po prostu rewelacja. Momentalnie robiło mi się zimno, gdy na nią patrzyłam, w dalszej części drogi, to było mi jej już strasznie żal i gdybym tylko miała jakieś dodatkowe rękawice, dałabym jej... Szliśmy Pasmem Lubomira, prowadzeni przez zielony szlak. Co jakiś czas było słychać piski i upadki :) Śliska nawierzchnia robiła swoje, była to jakby dodatkowa atrakcja zagwarantowana przez PTTK ;) Mnie się udało przetrwać bez wywrotki, chociaż nie było łatwo :) Nad obrazami tak się nie skupiałam, dlatego nie wyjęłam telefonu. Zresztą, niewiele było widać, bo śnieg robił swoje. Nie chciałam też zawilgocić telefonu. Kolejnym etapem były Kudłacze. Leżą one we wschodniej części Beskidu Makowskiego, blisko granicy z Beskidem Wyspowym. Gdy jest dobra widoczność, można zobaczyć zachodnią część wspomnianego Beskidu Wyspowego, oraz Beskid Żywiecki, z Babią Górą w tle. Patrząc na południe, dojrzeć można wiele szczytów Beskidu Wyspowego, Gorców oraz Tatr Wysokich i Zachodnich... To wszystko można, ale niestety nic nie było widać. Schronisko małe, ale przytulne. Na prawie 40 osobową grupę, nie było wystarczająco dużo miejsca, ale jakoś sobie poradziliśmy. Jedynym problemem były tylko ubikacje. Zielone budki, stojące na zewnątrz, nie napawały mnie optymistycznie, ale przecież musiałam się załatwić... Wywiało mnie straszliwie, dobrze, że nie nabawiłam się zapalenia pęcherza.
Przewodnik postanowił rozwinąć trasę i pójść czerwonym szlakiem w kierunku Działka, coby dotrzeć na Kamiennik, który usytuowany jest nad wsią Poręba. W zasadzie to nie wiem, czy mieliśmy na niego wejść, czy tylko zobaczyć go z oddali :D Przed schroniskiem na Kudłaczach, zrobiliśmy kolejne pamiątkowe zdjęcie, aczkolwiek śnieg, który rozpadał się na dobre i silny wiatr spowodował, że niezbyt dobrze było nas widać.
Później szliśmy..., i szliśmy..., i szliśmy. Wielki śnieg, miejscami zaspy w moim przypadku po kolana, przez które musieliśmy się przebić - rewelacja! Czasami było ekstremalnie, bo zejście po świeżo nasypanym śniegu, który dodatkowo przykrył oblodzenie, wiązało się z licznymi poślizgnięciami i wywrotkami, a wiadomo, mogło się to różnie skończyć. Niemniej jednak, ludzie podołali. Problemy zaczęły się w momencie, kiedy śnieg zasypał oznakowanie szlaku. Nie wiedzieliśmy, gdzie mamy iść, parę razy zawracaliśmy... Zamieć śnieżna spowodowała, że na Przełęczy Suchej pokłoniliśmy się górom i postanowiliśmy zawrócić. Dalsze błądzenie nie grało na naszą korzyść. Zmierzch był blisko, nie każdy miał oświetlenie, nie każdy ( o czym pisałam wcześniej) był odpowiednio ubrany, wyobraźcie sobie, jak to się mogło skończyć... Pokorę trzeba w sobie mieć, nic za wszelką cenę. W drodze powrotnej przewodnik poprowadził nas na skróty, a my pokazaliśmy, że jesteśmy zwartą grupą. Podobała mi się wyprawa. Czułam się, jak w drodze na jakiś biegun, zamarznięte rzęsy, plecak przykryty puchem śnieżnym... Wiedziałam, jak wygląda zima w górach, bo przecież jeżdżę na nartach, ale to w porównaniu do pieszej wędrówki jest niczym. Stoki są przygotowane, nie trzeba się o nic martwić, wszystko podane na tacy, a podczas wędrówki trzeba uważać na każdy swój krok, adrenalina zdecydowanie większa i gdybym miała wybrać, to hmmm..., wolałabym chodzić :) Do autobusu dotarliśmy o 16. Wyruszyliśmy do domu... Zima zaskoczyła drogowców z Myślenic. Wracaliśmy do Oświęcimia 3 godziny! Korki, wypadki - jakaś masakra.
Impreza urodzinowa, na którą dotarłam po godzinie 20 trwała. Amelka skończyła 4 latka. Boże, jak ten czas szybko leci. Zjadłam tort i oddałam się zabawie z małą. Budowałyśmy domy dla jej koników Pony i piesków z klocków drewnianych, które jej kupiłam. Byłam strasznie zmęczona, ale wykrzesałam z siebie na tamten czas jeszcze trochę energii. Padłam dopiero po 23. Nie odczułam żadnych negatywnych skutków wyprawy. Żadnych bóli, zakwasów - nic. To dobrze.
Zdjęcia możecie sobie zobaczyć klikając na link: PTTK
Co więcej? Ano nic. Sobota, to znowu wyjazd. Tym razem do Ojcowa na obchody 149 ROCZNICY POWSTANIA STYCZNIOWEGO. Będzie wiele atrakcji:
– O.P.N przejście najpiękniejszym szlakiem; Czajowice, G. Chełmowa, Wąwóz Ciasne Skałki, Brama Krakowska, Dol. Prądnika - Kaplica „Na Wodzie”
godz. 10:00 – Msza św. w intencji poległych za Ojczyznę
godz. 11:00 – Złożenie kwiatów spotkanie rocznicowe Restauracja na „Złotej Górze”:
okolicznościowe referaty historyczne, program artystyczny w wykonaniu młodzieży i
– godz. 13:30 – Ognisko powstańcze oraz biesiada w Kawiarni „Pod Nietoperzem”
(W programie : „ Grzaniec Galicyjski” ,kiełbaski ,tańce-swawole) .
godz. 10:00 – Msza św. w intencji poległych za Ojczyznę
godz. 11:00 – Złożenie kwiatów spotkanie rocznicowe Restauracja na „Złotej Górze”:
okolicznościowe referaty historyczne, program artystyczny w wykonaniu młodzieży i
– godz. 13:30 – Ognisko powstańcze oraz biesiada w Kawiarni „Pod Nietoperzem”
(W programie : „ Grzaniec Galicyjski” ,kiełbaski ,tańce-swawole) .
Uch, normalnie się już cieszę na samą myśl. Tyle za mną chodził ten Ojców, bo tak dawno tam nie byłam, a tu proszę mam :)
Wczoraj też dostałam sms, którego się zupełnie nie spodziewałam. Był tak bardzo pozytywny, że generalnie to wyparłam już chorobę. Tylu ludzi mnie wspiera, tylu wierzy, że będzie dobrze, że aż głowa mała. Jurku, nie wiem, czy czytasz mojego bloga, ale z tego miejsca jeszcze raz bardzo, ale to bardzo dziękuje za słowa wsparcia, nie mam słów, które mogłyby wyrazić moją wdzięczność :)

Śledzę twoje wpisy i myślę, że jesteś psychicznie chora. Ludzie którzy cię znają na pewno myślą tak samo. Przestań kłamać i weź się do roboty. Dla mnie jesteś pasożytem.
OdpowiedzUsuńOsz, ROTFL! Dobre! Oczywiście, że jestem psychicznie chora, oczywiście, że moi znajomi myślą tak samo, oczywiście, że kłamię, oczywiście, że jestem pasożytem, oczywiście, że nigdy nie chorowałam to tylko taka ściema. A teraz idź się bawić do swojej piaskownicy. Żegnam ozięble.
OdpowiedzUsuńPotwierdziło się, że jesteś walnięta !
OdpowiedzUsuńCzytać ze zrozumieniem nie potrafisz? Jesteś wielkim tchórzem. Odejdź zatem i zacznij usuwać swoje ślady, żebym nie widziała skąd wchodzisz. Anonimowy, dobre sobie.
OdpowiedzUsuńEOT.
Mam nadzieję, że wszyscy cię poznali.
OdpowiedzUsuńTchórzem to ty jesteś !
OdpowiedzUsuńWszyscy, czyli kto :D
OdpowiedzUsuńNie jesteś tchórzem? To przedstaw się.
Twój dobry znajomy, który życzy ci wszystkiego dobrego.
OdpowiedzUsuńNie jesteś moim dobrym znajomym. Dobry znajomy by się przedstawił, a ty zwyczajnie tego nie zrobisz, bo się boisz.
OdpowiedzUsuńTak, więc skończ już swe wywody i odejdź w pokoju. Skoro mnie tak bardzo nienawidzisz, nie widzę potrzeby, żeby twa obecność była na miejscu, no chyba że bawisz się w trolla, który za wszelką cenę będzie chciał namącić. Cóż. Bywa.