Witajcie w ponury poniedziałek. Ponury tylko dlatego, że za oknem śniegu i słoneczka brak, za to pełno piachu i błota, które wnosi się do domu. U mnie działa to ze zdwojoną siłą, bo moja atletka ma dużo kudłów i wszystko się jej czepia. Za każdym razem, po powrocie ze spacerów, trzeba ją myć, a ona tak to lubi, że szok... Przedpołudnie spędziłam w miłym towarzystwie z bratanicą, byłyśmy tylko we dwie, bo moja mama nadal uczęszcza na rehabilitację. Urządziłyśmy sobie zabawę, był poczęstunek w postaci owoców, były ciasteczka, był kompot - tak uwielbiany przez Amelkę. Oprawa wizualna też była, lampa została opleciona serpentynami. A muzyka to oczywiście Fasolki, bo jakżeby inaczej! Tańców końca nie było widać. Śpiewałyśmy też, Amelka chyba najgłośniej, jak potrafi. Jakoś jej ten czas muszę wypełnić, kiedy nie chodzi do przedszkola. Bajki są dobre, ale nie można ich oglądać cały czas. Zmienia się ten mój mały szkrab, rośnie, dorośleje. Robi się grzeczna, bo zaczyna rozumieć, co jest złe, a co dobre. Gdy ją widzę, cieszy mi się buzia. I to nic, że moja lodówka świeci pustkami, bo wyczerpałam wszystkie swoje zapasy, a dzisiaj miałam robić zakupy, zrobię je jutro, dziecko jest ważniejsze. Narysowała dla mnie rysunek, tak widzi mnie, babcie, dziadka i Sonię:
Jeszcze miesiąc temu nie potrafiła poprawnie narysować kółka, a co dopiero sama coś wymyślić. A teraz proszę, jaki piękny rysunek. Wisi u mnie na ścianie, a ja za każdym razem, kiedy na niego patrzę, to się uśmiecham :) Cudny jest.
Kiedy mała poszła, a ja ogarnęłam dom, postanowiłam coś upiec...
Do tej pory, po domu unosi się cudowny zapach pieczonych jabłek oprószonych cynamonem, a ja odpływam w tym zapachu i stwierdzam, że nic więcej do szczęścia na ten moment nie jest mi potrzebne... Odliczam czas, kiedy poczuję ten smak, kiedy jabłka na cieście rozpłyną mi się w ustach, do tego parzona kawa... Mrrr się rozmarzyłam. Ostatnio musieliśmy wymienić piecyk w kuchni, bo kontrola wykazała, że niestety ulatnia się gaz z palników. Kuchenka miała ponad 25 lat, nic dziwnego, że wyzionęła ducha. Na starym sprzęcie nie odważyłabym się sama podejść do pieczenia, ale na elektrycznym obaw już nie miałam. Korzystając z okazji, że jestem w domu sama, wynalazłam przepis, który uwieńczył dzieło. Nazwę wypiek Szarlotką, bo dosłownie tak mi smakuje. Przepis bardzo prosty, wzięty z bloga Makaron i Rodzynka
Jeżeli lubicie piec, koniecznie wypróbujcie to ciasto, gwarantuję, że będzie wam tak błogo, jak nigdy dotąd.
Szarlotka
Składniki : na tortownicę
- 1 szklanka cukru, użyłam brązowego;
- 1 szklanka mąki, użyłam orkiszowej;
- 1 szklanka kaszy manny;
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia;
- opakowanie cukru waniliowego;
- 1,5 kg jabłek, spokojnie można wziąć mniej, mnie jeszcze zostało, zjem mus jutro :)
- 3/4 kostki margaryny, użyłam Kasi
Jabłka obrałam ze skórki i starłam na tarce o grubych oczkach. Suche składniki (cukier brązowy, mąka orkiszowa, kasza manna, proszek do pieczenia, cukier waniliowy), wymieszałam ze sobą. 3/4 margaryny podzieliłam na połowę. Pierwszą połowę pokroiłam i wyłożyłam nią spód tortownicy, następnie wsypałam do szklanki suchej masy mącznej i obsypałam równomiernie margarynę. Następnie wyłożyłam część startych jabłek. Na to dałam kolejną szklankę suchej masy mącznej, przykryłam startymi jabłkami, znowu masa mączna, którą dodatkowo oprószyłam cynamonem. Na sam wierzch wyłożyłam pokrojoną drugą część margaryny.
Piekarnik rozgrzałam do 180 stopni i piekłam 50 minut. Można wyłączyć ciut wcześniej i pozostawić ciasto, żeby sobie doszło. Później wyjąć..., poczekać aż troszkę ostygnie i wcinać, bo najlepiej smakuje na ciepło!
Mój po wyjęciu prezentuje się tak:
i tuż przed zjedzeniem.... :)
Smacznego!






Jakie piękne ciacho :) Jestem pod wrażeniem, super :))
OdpowiedzUsuńRysunek Amelki, śliczny :)
Aldi, ja też jestem pod wrażeniem, to mój pierwszy, całkowicie samodzielny wypiek, przeżyłam, mieszkanie nie zostało spalone, placek się udał :D
OdpowiedzUsuńMój Bartuś też zaczyna tworzyć takie dzieła, tylko jest trochę leniwy i najlepiej jak zrobi się to za Niego ;) Ale całkiem dobrze wychodzi mu pisanie literek takich jak O,A,E,I, T,M itp. :)
OdpowiedzUsuńA ciacho.. mhmm. aż ślinka cieknie :D
Jednym słowem, Amelka wchodzi mówiąc językiem naszym baptystyczno-zielonoświątkowym - w wiek świadomy. To trudny czas, ale ważny.
OdpowiedzUsuńCiasto wygląda pysznie :) Smakowicie wręcz, szkoda że nawet zapachu nie czuję ;)
Pozdrawiam :)