Ale bym pojechała w góry, wyszła na szlak, żeby wprowadzić w płuca trochę górskiego powietrza. Niestety, nie ma z kim. Konar się wykruszył, a Kisioł to już chyba zapomniał, jak góry wyglądają :P No trudno, może kiedyś uda mi się samej gdzieś wybyć. Wystarczyłaby Hrobacza Łąka, ale znając moją dostępność czasową i zmotoryzowanie nie będzie lekko. Auto wiecznie zajęte, a rowerem ciężka sprawa, chociaż z drugiej strony, szlak nie jest trudny, gdzie bym nie wjechała, to bym rower wprowadziła. Z drugiej strony na taką wycieczkę lepiej jechać w kupie, zawsze to więcej mądrych głów, gdyby przyszło walczyć z jakąś usterką w rowerze.
W tamtym tygodniu odbywał się u nas XIV Rodzinny Rajd Rowerowy. Pogoda dopisała, można powiedzieć że nawet za bardzo. Upał wykańczał ludzi, parę kroplówek było w ruchu, gdy starszym osobom zdarzało się zasłabnąć z odwodnienia. Ogólnie rajd był zbyt wolny, męczący z tego powodu. Ludzie nie patrzyli, jak jadą, trzeba było uważać, żeby ktoś w koło nie wjechał, bo wywrotka murowana. Jakoś przeżyłam :)
Poza małymi rozrywkami, nadal w moim życiu panuje monotonia. Ostatnio zajęłam się odławianiem małych kotków, które matka przyprowadziła pod nasz blok. Były 4, niestety chore, bo dopadł je koci katar. Zawiadomiliśmy Animals i przyjechali, żeby zabrać je do leczenia, a matkę do sterylizacji. Niestety, nie było prosto, udało się odłowić tylko 2 - te najbardziej chore. Jeden z tego, co wiem będzie ślepy na jedno oczko, choroba była dalece posunięta. Pozostała matka i 2 kociaki, najśliczniejsze tak na marginesie. Jeden czarny z niebieskimi oczami, a druga tricolorka z wielkimi oczyskami i żbikowatymi uszami. Mówię wam, można się w nich zakochać. Animalsi przyjeżdżali dzień w dzień je złapać, niestety bezskutecznie, wywoływało to u nich łzy, bo wiedzieli, że kotki małe kotki tutaj czeka marna przyszłość. Rosły, a tym samym zaczęły brykać, za dni kilka mogły wpaść pod auto, co więcej były chore, chociaż wcale się tak nie zachowywały :) Postanowiłam im pomóc. W dniu wczorajszym dali mi siatkę (taką jak na motyle, ale przerobioną na większy model), żebym mogła kociaki wyłapać. Miałam swój sposób, bo wiedziałam, że wieczorami matka z nimi przychodzi do budki. W tym widziałam szansę - jedyną. Obserwowałam przez okno, kiedy przyjdą. Po 18 się zjawiły, grzecznie weszły do budki. Niewiele myśląc, poszłam z całym ekwipunkiem do sąsiadki, która dokarmia koty i generalnie zajmuje się nimi, żeby mi pomogła. Zeszłyśmy na dół, powolutku podeszłyśmy z boku budy i w jednym momencie ja zasłoniłam siatką jeden otwór, a sąsiadka ręcznikiem przysłoniła drugi, coby kotki nie zwiały. Po chwili do siatki wskoczyła matka, niestety miała tyle siły, że nie zdołałam jej utrzymać ( brak kości w ręce dał popalić), przyłożyłam siatkę ponownie do budy, ale nie wiedziałam, czy są tam małe... Zaglądnęłam do środka i moim oczom ukazała się niebieska para ślepków, przerażonych na dodatek... Potem ukazały się wielkie oczy - tricolorka też była JUPI!!! Zadzwoniłyśmy po dziewczyny z Animals, przyjechały prywatnym samochodem, bo niestety służbowy był na interwencji i kotki zostały zabrane do lecznicy, potem pójdą do domu tymczasowego, a później czeka je adopcja. Dziewczyny mi dziękowały, mówiły że przez te kotki nie mogły spać, bo tak się martwiły o ich dalszy los. Już nie muszą, dzięki mnie. Matki niestety nie udało się wczoraj złapać, nie miałyśmy sprzętu, ale dziewczyny powiedziały, że z nią nie będzie problemu, bo zastawią klatkę pułapkę i ona tam wejdzie. Trzeba ją wysterylizować, bo za chwilę będzie chodzić z kolejnym brzuchem. Cieszyłam się, że złapałam małe, ale miałam niedosyt, bo mogliśmy mieć całą trójkę. Byście widzieli, jak ta matka na mnie patrzyła, jaki miała żal... Sąsiadka płakała, bo bardzo wrażliwa kobieta jest, mówiła, że kocia matka oszaleje z tęsknoty za kotkami, tłumaczyłam jej, że przecież w końcu musiał nadejść taki dzień, że ona sama by je prędzej, czy później zmuszała do samodzielności, one były małe, ale nie aż tak bardzo. Niestety czułam się winna, było mi kotki żal i na wieczór w ramach przeprosin wykradłam z lodówki pokaźny kawał szynki, dając kotce. Przeprosiłam ją, chociaż wiedziałam, że mnie pewnie nie zrozumie i obiecałam, że jej dzieciom nie stanie się krzywda. Dzisiejsza noc była pierwszą, którą przespałam spokojnie bez czuwania, czy czasem jakieś wandale nie spalą budek... A dzisiaj z rana? Kotka w najlepsze adoruje innego kota, ja jej dam! Niech się nacieszy wolnością, dość się namatkowała ;) Za kilka dni podejmę próbę jej złapania, jeżeli tylko zacznie nocować w budce.
No nic. Napisałam swoje i zmywam się. Za chwilkę przyjedzie do mnie Amelka i trzeba zorganizować jej czas. Jutro wyjeżdżają na wakacje, więc troszkę odpocznę. Będę zajmowała się ich kotem, ale to już czysta przyjemność :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz