"Nieprawda, że nie lubię domowników. Ja także potrafię kochać jak każde inne żywe stworzenie, ale nie bezkrytycznie. Kocham tylko tego, kto na to zasługuje. Uczuć swoich nie wyrażam w sposób głośny i teatralny. Kto nie rozumie cichego mruczenia, ten nie jest godny, by inteligentne, rozumne i obdarzone dobrym smakiem zwierzęta przywiązywały się do niego. Kto nie potrafi w milczeniu siedzieć długo w jednym miejscu, ten nie jest wart mojego towarzystwa. Kto zawsze potrzebuje brawurowych pokazów, kto nie zadowala się prostym pięknem naturalnych ruchów, ten nigdy nie może zdobyć sympatii kota. Kto żąda ciągle czegoś nowego, kto ugania się za zmiennością, za emocją, kto nie lubi spokoju, równowagi, stałości, komu wydaje się, że prawo egzystencji trzeba zawsze udokumentować czynami, kto nie widzi piękna w zadumie, ten nigdy nie będzie miał wiernego kota. Kto goni za pozornymi radościami życia do tego kot odwróci się plecami. Człowiek, którego kochają koty, nie może być człowiekiem bezwartościowym."
Po tygodniu bycia kocią opiekunką stwierdzam, że była to sama przyjemność po mojej stronie, domniemam, że po kota również. Wyprowadziłam się z domu na te dni i powiem szczerze, że odzyskałam jako taki spokój wewnętrzny. Dzisiaj wszystko się skończy i będę musiała wrócić do szarej rzeczywistości, do blokowiska, w którym hałas jest na porządku dziennym. Mieszkanie w domu prywatnym ma swoje dobre strony, brak hałasu, jeżdżących samochodów i spokój. Można ukołysać się do snu wraz ze śpiewem ptaków, budzić się tak samo, można obserwować sarny, bażanty... Najbardziej będzie mi brakowało Rudiego, bo przez ten tydzień zżyłam się z nim, wspólne wieczory, spowite szaleństwem zabawy, spanie w jednym łóżku, nocne budzenie i zaczepianie. Posiłki i wyjadanie mi z talerza, polowanie na muchy, komary i wszystko latające, zaglądanie do sedesu, wchodzenie do torby, ugniatanie mi nóg... I te jego oczy, w które mogłabym wpatrywać się non stop, ten puchaty ogon, ta ciekawość do świata i otaczających go przedmiotów, to picie wody z kranu i cała reszta, dla której żyłam przez ten czas. Kiedyś na pewno będę miała kota, ale chciałabym Rudiego..., żal mi go. Gdy brat z rodziną byli w domu, kot praktycznie nie jadł, bo podobno za konserwą mięsną nie przepadał, ani za suchą karmą. Prawda jest taka, że on nie miał kiedy w spokoju zjeść. Pamiętam, gdy tam przychodziłam, mokra karma leżała od paru godzin, zdążyła wyschnąć, stracić witaminy..., a dodatkowo miał ją podawaną z lodówki... Amelka go męczyła, rodzice nie reagowali, kot się chował i nie jadł. Brak słów po prostu. Ze mną kot dostawał wczesny, podgrzany posiłek - zjadł od razu. Sucha karma także zaczęła mu smakować... Karmiłam go 3 razy dziennie, nigdy nie dostał jedzenia bezpośrednio z lodówki i nigdy nie zostawił mokrej karmy... Coś w tym jest, prawda? Czyżby poczuł się w końcu bezpieczny? Nie wspomnę już o tym, że mokry pokarm może najdłużej leżeć godzinę, a w lecie to jeszcze krócej, bo muchy atakują od razu. Nie wiem, jak będzie po ich powrocie, ale nie pozwolę go męczyć Amelce, skończyło się. Kot nie jest zabawką! Tak samo powiem "bratowej", żeby dawała mu ciepły pokarm. Poznałam kocie upodobania i nie pozwolę, żeby Rudek teraz na nowo cierpiał i chował się przed dzieckiem. Rodziców obowiązkiem jest ganić córkę za niegrzeczne zachowanie, wystarczy już tego krzywdzenia zwierząt. Będę jeszcze wracać do Rudiego we wpisach, ale dzisiaj mam jeszcze dla niego cały dzień i dlatego chcę to wykorzystać...Sonia też ma się świetnie. Cukrzycę unormowałam, zmniejszyłam nawet dzienną dawkę o 1 jednostkę. Cukry pozostają w normie, dlatego za tydzień, o ile nie będzie skoków, zmniejszę o jeszcze 1 jednostkę.
A ja? Ja to jestem najmniej ważna. Miałam zrobić badania krwi, żeby zobaczyć, jak mają się moje białe krwinki i wszystko inne, ale nie mam na to czasu i nie chcę się więcej kłuć. Chcę spokoju od lekarzy! Mam parę dziwnych dolegliwości, ale olewam. Może to nieodpowiedzialność, ale całe życie odpowiedzialna być nie mogę.

Nie wolno dawać kotu karmy z lodówki
OdpowiedzUsuńNie wolno też pozwalać dziecku męczyć zwierzątka.
Dobrze, że był z Tobą przez ten czas :)
Ja w moim Figielku jestem zakochana... z wzajemnością ogromną. Koty są wspaniałe i tak niewiele trzeba, by były szczęśliwe :)
Szkoda, że ten czas ze mną się skończył...:/
OdpowiedzUsuń