Wakacyjny nastał czas. Obserwuję biegające dzieciaki i bardzo tęsknię za chwilami, kiedy ja mogłam tak biegać, wstawać skoro świt i wracać do domu wieczorem, nie przejmując się niczym, odliczając dni do wyjazdu na kolonię, która zazwyczaj odbywała się nad morzem, błogie 3 tygodnie lenistwa z rówieśnikami, bez rodziców. Pamiętam te pisane listy do rodziny na koloniach, że tęsknię, że jest tu fajnie, że jedzenie smaczne, że płynęłam statkiem i skakałam przez fale. Niby tak dawno, ale gdy tylko zamykam oczy widzę Dźwirzyno, plac apelowy, nawet pokój, w którym spałam. Pamiętam, jak wylądowałam na dywaniku u kierownika wraz z innymi dziewczynami, bo podobno w nocy zakłócałyśmy spokój i przez nas chcieli wyjeżdżać wczasowicze... Pamiętam, jak chciałyśmy uciec przez ogrodzenie na plażę podczas dyskoteki, ale w ostatniej chwili zgarnął nas wychowawca i znowu dywanik, i szlaban na wyjścia. Pamiętam, jak zatrułam się jabłkiem i prawie wyzionęłam ducha, jak spiekłam się do granic możliwości i przez 2 dni leżałam w łóżku z gorączką i niemożnością poruszania... Wtedy przynosili mi jedzenie do łóżka, co chwilę zaglądała do mnie pielęgniarka, czy aby żyję... Pamiętam poranne gimnastyki, bieganie na wyścigi po plaży... To znaczy, nikt by z nas się nie ścigał, ale na samym końcu biegł wuefista z wielkim patykiem w ręce i lał po dupskach tych, co próbowali zwalniać. Cenne wspomnienia, które pozostaną ze mną do końca życia, wraz z ukończeniem osiemnastu lat, skończyło się dzieciństwo, a tym samym prysł czar kolonii. Pełnoletni nie jeżdżą, pełnoletni muszą sami się zatroszczyć o wakacje. I tak mijały lata, a ja nie miałam już prawdziwych wakacji. Smutno. Żeby jeździć, trzeba mieć za co. Jak wiadomo w dzisiejszych czasach jest ciężko...
W ubiegłym tygodniu (poniedziałek) dostałam skierowanie do pracy z PUP. Zgłosiłam się z niezbędnymi dokumentami do placówki, w której potrzebowali pracownika. W piątek o godzinie 14:30 zadzwonili do mnie, że zapraszają mnie na rozmowę kwalifikacyjną, która odbędzie się w dniu dzisiejszym (poniedziałek) o godzinie 17:30. Ucieszyłam się ogromnie. Cały weekend poświęciłam na przygotowanie się do rozmowy rekrutacyjnej. Szlifowałam to, co powiem, żeby wypaść jak najlepiej, żeby otrzymać tę pracę. Gdy obudziłam się dzisiaj nie przypuszczałam, że lada moment wszystko się zmieni. O godzinie 9:00 zadzwoniła do mnie pani mówiąc, że rozmowa została przeniesiona na dzień jutrzejszy (wtorek) na godzinę 10:00. Wiadomo, zawsze coś może komuś wypaść, więc nie martwiłam się specjalnie, otrzymałam jeszcze jeden dzień na wyszlifowanie tego, co powiem na rozmowie. Niestety o godzinie 10 znowu zadzwoniła pani mówiąc, że rozmowy już się jednak odbyły i mi dziękują... Tsssst i iskierka zgasła... Nie pytajcie, jak się poczułam, bo tego się nie da opisać. Przez parę minut siedziałam w pokoju bez ruchu a oczy zalały mi się łzami, nie byłam w stanie wykrztusić z siebie słowa. Oszukano mnie. Takich rzeczy się nie robi, jeżeli kogoś się zaprasza na rozmowę nie odwołuje się tego ot tak, tłumacząc, że rozmowy się odbyły. Odbyły? Jak to, a ja? Przecież do mnie też dzwoniliście i zapraszaliście na spotkanie, dlaczego nagle wszystko się zakończyło? I kiedy miały się te rozmowy odbyć, jak w sobotę i niedzielę firma, do której aplikowałam nie posiada nikogo z administracji? Nie wiem, czy kiedykolwiek dostanę odpowiedzi na te pytania, pewnie nie. Dają ludziom nadzieję, ci bardziej ambitni, którzy chcą wypaść jak najlepiej ślęczą dnie całe nad tym, aby dobrze sprzedać swoje umiejętności i co dostają w zamian? Wielkie G. Tak się nie robi, nie w przypadku zaproszenia na rozmowę, co innego, gdyby się w ogóle nie odezwali, nie byłoby mi tak bardzo przykro, jak jest teraz. Czuję się, jak śmieć, dosłownie. Pewnie nim jestem, skoro pasożytuję. Tracę wiarę w cokolwiek, jak mam nie zniechęcać się niepowodzeniami, jak mam żyć, skoro nie mam do tego środków? A chory pies? Mam ją ot tak po prostu zabić, bo mnie nie stać na jej leczenie? Nie wystarczająco dużo przeszłam przez całą chorobę? Ten ból, to cierpienie, te wylane łzy? To stoczenie się na samo dno? Czym sobie zasłużyłam? Nie ogarniam tematu, nie chcę mi się oddychać, jak długo jeszcze mam robić dobrą minę do złej gry? Jestem tym zmęczona, mam dość.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz