czwartek, 22 września 2011

Czwartek. Zwyczajny, szary dzień. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że musiałam pomóc w eutanazji kota, aby  ukrócić jego cierpienia spowodowane bezdomnością i krzywdą, jaką wyrządził  człowiek..., bo nikt inny nie mógł tego zrobić. Kot był przewieszony na wpół przez okno od piwnicy, zapewne próbował się z niej wydostać, ale brakło mu sił. Moja mama, wyniosła biedaka i zawołała, bym zeszła na dół. Kiedy zobaczyłam kota, od razu dobił mnie jego wygląd i smród. Na mój widok zaczął miauczeć, tak bardzo prosił o pomoc. Niewiele myśląc, wzięłam go na ręce i udałam się do weterynarza. Kiedy tak z nim szłam, co chwile patrzył na mnie tymi swoimi zielonymi oczami. Miał je takie ładne, tylko że było tam pełno bólu... Szłam i płakałam, a on pomiaukiwał. Był tak przeraźliwie chudy... W gabinecie, miła pani pomogła mi go położyć i poprosiła, bym jej pomogła, zostałam. Kot leżał grzecznie, głaskałam go przez szmatkę, a po policzkach płynęły łzy. Jak ktoś mógł go tak potraktować... Nawet weterynarz była przerażona. Potem dostał zastrzyk..., i zasnął, a ja wyszłam... I tak siedzę w tym domu, nie mogąc sobie znaleźć miejsca. Cały czas czuję ten jego zapach, wyobrażam sobie, jakie męki musiał przechodzić w tej piwnicy. Nie mogę pojąć, podłości i obojętności ludzkiej... Tacy ludzie nie mieszczą się dla mnie w żadnej kategorii, brzydzę się nimi...

"...Słyszałam jej kroki, kiedy pod koniec dnia szła po mnie. Poprowadziła mnie między wybiegami do oddzielnego pomieszczenia. Panowała tam błoga cisza. Posadziła mnie na stole, podrapała za uszami i powiedziała, żebym się nie martwiła. Serce waliło mi w oczekiwaniu na to, co miało się zdarzyć. Czułam też ulgę, że oto nadszedł koniec udręk. Zaczęłam martwić się o tę kobietę - taką już mam naturę, tak samo bałam się kiedyś o ciebie. Żeby ciężar, który dźwiga, nie przygniótł jej.

Kobieta delikatnie założyła na mojej łapie opaskę. Łza poleciała jej po policzku. Chciałam pocieszyć tę kobietę tak jak pocieszałam ciebie lata temu i polizałam ją po twarzy. Pewnym ruchem wkłuła mi igłę do żyły i poczułam, jak zimna substancja rozchodzi się po moim ciele. Zasypiając spojrzałam w jej dobre oczy i szepnęłam cichutko: ''Jak mogłeś?'' Kobieta rozumiała psi język. ''Tak mi przykro'' powiedziała, a potem przytuliła mnie i pośpiesznie tłumaczyła, że pomoże mi znaleźć się w lepszym miejscu. Nikt o mnie tam nie zapomni, nie skrzywdzi ani nie porzuci...

Zbierając resztki energii leciutko poruszyłam ogonem, próbując wyjaśnić kobiecie, że to nie do niej były moje ostatnie słowa. To do ciebie, mój Ukochany Panie, mówiłam. Będę zawsze myśleć o tobie i czekać na ciebie po tamtej stronie."

3 komentarze:

  1. Nie chciałabym podobnych doświadczeń :(((

    OdpowiedzUsuń
  2. I się poryczałam:-( to jest okropne, co raz gorzej traktuje się zwierzęta. Masaka!! No ale człowiek człowieka potrafi zabić, to co za problem zwierzątko....:-((( świat jest co raz bardziej okrutny!

    Pozdrawiam cieplutko!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Iva, nawet nie wiesz, jak ja płakałam. Jestem wrażliwą osobą, a szczególnie na krzywdę zwierząt. Gdybym mogła, zaopiekowałabym się nim, nie dałabym uśpić, bo Animalsi daliby kasę, gdyby można było go wyleczyć, ale..., no właśnie dla niego lepiej, że skrócono jego życie, bo bardzo cierpiał, bo było widać to w jego oczach... Teraz juz go nie boli, ale, gdy tylko zamknę oczy, widzę jego pyszczek i te smutne zielone ślepia proszące o pomoc...

    OdpowiedzUsuń