"Umiera się na wiele sposobów: z miłości, z tęsknoty, z rozpaczy, ze zmęczenia, z nudów, ze strachu... Umiera się nie dlatego, by przestać żyć, lecz po to, by żyć inaczej. Kiedy świat zacieśnia się do rozmiaru pułapki, śmierć zdaje się być jedynym ratunkiem, ostatnią kartą, na którą stawia się własne życie."
Odeszła Paulina Pruska, taką informację przeczytałam dzisiaj na jednym z portali internetowych. Najpierw nie zorientowałam się o kogo chodzi, w głowie pojawiła się myśl - skąd ja tę dziewczynę znam? Później nastąpiło olśnienie i wielki szok!!! To jest niemożliwe, nie Ona, nie Pau! Nie może być faktycznie, czuła się źle, ale tak bardzo wierzyłam w to, że sobie z tym poradzi, przecież miała plan - chciała dać kopa śmieciuchowi, który się w niej zagnieździł. Od około dwóch lat była dla mnie wzorem, pokazywała mi poprzez swoje wpisy, że można dzielnie brnąć przez życie z najcięższą i najrzadszą odmianą raka, że można mieć plany, że wierzy się w wyzdrowienie, że można cieszyć się każdym małym postępem, robić wszystko, aby to życie przeżyć najlepiej, jak się da. Kiedy miałam kryzys w chorobie była dla mnie motywacją, która działała za każdym razem. Dawała siłę, której potrzebowałam, pokazywała, że poddanie się jest pójściem na łatwiznę, ja tak jak nie chciałam być tchórzem, brałam z niej przykład, powtarzałam sobie, zniesiesz wszystko, popatrz na Pau... I tak patrzyłam, śledziłam jej bloga. Wyzdrowiałam, a u niej zaczęło być gorzej. Ostatnio była ciągle hospitalizowana, miała problemy z oddechem, jednak nawet przez moment nie pomyślałam, że zbliża się to najgorsze... Dla mnie Pau była niezniszczalna, kto ją śmiał tknąć, no kto? I została postawiona kropka. Życie dobiegło końca, nikt już nie napisze dalszego ciągu. Paulinko, jesteś, byłaś i będziesz najdzielniejszą z dzielnych! Teraz skacz po chmurkach, baw się, wypoczywaj, tam gdzie jesteś nie ma bólu i cierpienia. Śmierć to jest nic, przechodzi się tylko do pokoju obok..., i czekaj tam na nas. Opiekuj się najbliższymi, niech czują, że jesteś przy nich... Spoczywaj w spokoju...

Jej blog: http://paulapruska.blogspot.com/
Nie wiem, dlaczego czasem ci, od których możemy się uczyć i których lubimy, odchodzą tak szybko. Myślę sobie czasem, że tak się dzieje dlatego, żeby ich cierpienie na ziemi nie trwało zbyt długo, żeby nie musieli dłużej cierpieć chorób i bólu fizycznego i psychicznego. Ale to tylko moje myślenie.
OdpowiedzUsuńJakby nie było, choć nie znałam Pauli w ogóle, przykro mi... :(
[*]
Miałam szczerą nadzieję, że...
OdpowiedzUsuńSzczególnie mocno mnie to boli :(