Witajcie dobre ludzie! Jak tam leci wasz czas? Pogoda już się zepsuła, czy jeszcze korzystacie z resztek słoneczka? Mnie udało się spożytkować dzisiejsze przedpołudnie na pokonaniu kilkudziesięciu kilometrów - na rowerze, ma się rozumieć. Celu nie miałam obranego, aczkolwiek nie planowałam takiej przejażdżki, bo nie chciałam się zbytnio oddalać w obawie, że coś może się w rowerze popsuć, gdyż od wczoraj dochodzą z tylnego koła dziwne popiskiwania, które zanikają przy szybszej jeździe. Może się zbiorę po południu i wyczyszczę poszczególne komponenty, jeżeli piszczenie nie ucichnie, czeka mnie wizyta w serwisie. Nikt nie lubi, jak mu coś źle pracuje, a już tym bardziej ja, która jest wyczulona szczególnie. Zdaję sobie sprawę, że części się zużywają, ale piszczenie to raczej mam nadzieję objaw brudu, a nie usterki, która się pogłębia. Koło się kręci, nie ociera, wielotryb pracuje cicho - nie wiem o co chodzi, taki Matrix, panie dzieju. W każdym razie, ukręciłam się tymi moimi nóziami, podjazdów wynalazłam sobie dosyć sporo, dodatkowym utrudnieniem był też wiatr wiejący w me lico, ale ja lubię utrudnienia, taki sadomasochizm posiadam ;) Gdzieś tam w przyszłości klarują się w głowie plany, o jakimś maratonie MTB, żeby się sprawdzić, żeby doświadczyć, żeby się zmęczyć maksymalnie. Tego chcę. Nie liczę na miejsce, chcę zobaczyć ile potrafię i gdzie jest granica mojej wydolności. Pamiętacie, jak cieszyłam koparkę z tego, że na liczniku pokazało się 2000 przejechanych kilometrów? Dzisiaj jest już 2710 i coraz bliżej do 3000. Czy osiągnę tyle do końca sezonu? Odpowiedź prosta - TAK!!!
A tak wracając do spraw bardziej przytłaczających. Jutro czeka mnie USG węzłów chłonnych i mam nadzieję, że wszystko wyjaśni się na moją korzyść. Nie chciałabym mieć pokrzyżowanych planów. Staram się trzymać dzielnie i nie pokazywać, jak bardzo boję się usłyszeć czegoś niedobrego. Węzły nadal wielkie są widoczne gołym okiem...
Aaaaa... jestem wyrodną ciotką też. Odprowadzam małą do przedszkola. Jest płacz. A ja ją zostawiam, bo muszę, bo robię to dla jej dobra. Ktoś musi.

Kochana, mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze....
OdpowiedzUsuńOj zawzięta jesteś, tylko pogratulować :))))
zaciskam kciuki za powodzenie na badaniu 3maj się :) buziole :*
OdpowiedzUsuńA ja na antybiotyku... Ble.
OdpowiedzUsuńAle jeśli węzły u Ciebie są tak duże... To czy miałaś robione jakieś wymazy pod kątem infekcji? Czasem jest tak, że banalne infekcje powodują paskudne skutki albo odwrotnie - obrzydliwe paskudy są ukryte i dopiero w przypadkowych badaniach wychodzi jakaś gruźlica albo HIV. Jakby i co by nie było, życzę Ci, żeby to było nic poważnego...
A że malutka tęskni to normalne... Ja nie chodziłam do przedszkola (tzn. chodziłam, ale tylko 3 miesiące, z czego połowę przechorowałam, więc się nie liczy ;) ) i jestem z tego powodu zadowolona :) Szkoda, że dziś tak mało jest ludzi, którzy by mogli spędzać bez przeszkód czas z dziećmi. Świat przyspiesza, życie też, tylko pytanie - z jakim skutkiem? Czy warto?
Pozdrawiam :)