Jak wiecie, albo przynajmniej niektórzy z Was kiedyś tam wyczytali, był czas, w którym definitywnie(mogłoby się wydawać), rzuciłam palenie. Zrobiłam to przede wszystkim dlatego, że papierosy były dla mnie zbyt drogie, a przez chorobę nie mogłam pracować, a tym samym zarabiać i wydawać na te "nikotynowe przyjemności". Drugim powodem było przekonanie, że może przez papierosy nie goją się rany. Postanowiłam spróbować, chociaż nie ukrywam było ciężko, bo bardzo lubiłam palić. Tabletki mi pomogły i w niepaleniu wytrwałam 10 miesięcy, aż do momentu, kiedy to z Kisiołem wyjechałam do Lądka Zdroju. To tam znowu zapaliłam... Co poczułam? Niesamowitą przyjemność w płucach, ale też poczucie, że zdradziłam siebie, że nie wytrwałam w postanowieniu, że jestem słaba. W miarę wypalanych papierosów, zaczęłam zadawać sobie pytania, czy warto? Odpowiedź była prosta - oczywiście! Papieros mnie wyciszał, pozwalał cieszyć się chwilą, w której był palony, uzależniał jeszcze mocniej niż wcześniej, ale pomagał też wytrwać w momentach dla mnie problematycznych... Kryłam się przed mamą, żeby jej nie wciągnąć w ponowny nałóg... Aż tu pewnego dnia, przyniosła do domu z pracy ulubionego przez nas papierosa She, velvet mint. Zapaliłyśmy... I od tej pory kurzyłyśmy je potajemnie, jak nie było taty. Mama odczuła tą samą zdradę siebie... Czy to jest nasza życiowa porażka? Nie podchodzę do tego w taki sposób. Wszystkiego sobie w życiu odmówiłam, choroba zabiera mi dużo cennego czasu, nie mogę żyć normalnie, co mi pozostaje poza chwilą relaksu z papierosem w ręce, po którym się śmiedzi? E papieros! Ponieważ nie mogłam sobie poradzić z poczuciem zdrady siebie, mama zresztą też nie, postanowiłyśmy wspólnie, że czas na zmiany!
Od dwóch dni jesteśmy szczęśliwymi posiadaczkami e papierosa Mild Sin!
Kosztował mamę, bo to ona wyłożyła swoje oszczędności 99zł +liquidy, którymi się zapuszcza kartomizer (czyli imitację filtra) 140 zł. W zestawie jest ładowarka do komputera i cliromizer (drugi "filter") Co do liquidów, wzięłyśmy smak arbuzowy i wanilię !!! Ten pierwszy - rewelacja! Wy sobie nie wyobrażacie, jaka to jest słodycz. Technika palenia jest inna, aniżeli w zwykłym papierosie i przyjemność, jaką się czerpie przy każdym zaciągnięciu również. Już nie śmierdzę, para wodna nie zatruwa nikogo, a przyjemny zapach arbuza unosi się po domu. Nie brakuje strzepywania popiołu, jedno jest inne - papieros jest ciężki, a tym samym nie da się go trzymać w dwóch palcach, ale można się przyzwyczaić... Naszym celem jest jeszcze zakup liquidu czekoladowego i kawowego... :) Dlaczego mama dała pieniądze na e papierosa? Bo jej się mnie strasznie zrobiło żal, że tyle kłód mam wiecznie pod nogami, że muszę walczyć o wszystko, że staram się żyć, jak inni, ale organizm nie zamierza iść ze mną w parze... Moja mama... Ostatni czas, w którym z nią przebywam jest dobry. Nie kłócimy się, mamy lepszy kontakt, cieszę się. Zawsze brakowało mi "normalniej" mamy, i chociaż jej stosunki z tatą nie są normalne, chociaż dużo przezywa, krzyczy i jej misją życiową jest oglądanie polityki i komentowanie, to bardzo mi pomaga jej obecność. Bez niej nie wyobrażam sobie swojego życia, dlatego staram się jak mogę, wynagradzać jej to, że tkwi przy mnie. Głównie za sprawą potraw, czy też deserów, które przyrządzam, wszak do serca najlepiej się trafia przez żołądek, czyż nie? Mama jest wybredna, ale moje kucharzenie jej smakuje. Przekonała się do zdrowej kuchni, zamieniła złe rzeczy na te zdrowsze, tata tylko woli "żreć" a nie jeść. Tłuste potrawy, bllee! Nieumiejętność komponowania posiłków taka sama. Przyzwyczaili się, że gotuję osobno i się dzielę :) Mama korzysta, tata nie zawsze. Często mówi, że trawy nie jada..., spróbować nie chce, a przecież Pesto brokułowe jest najlepsze na świecie :) Dzisiaj na obiadek serwowałam Tagiatelle z pesto brokułowym + brukselką i oliwkami. Czego pragnąć jeszcze? Zdrowia! No i pysznego deserku, który przygotowałam dla wszystkich... Taki jesienny, lekki deser w postaci galaretki z herbatki owocowej i cytrynowej, serniczka na zimno, który wypełnia wnętrze galaretek z polewą śmietankowo-czekoladową, która osładza zimne wnętrze deseru i ukryte w nim kwaskowate mandarynki z Kauflandu... Całość otulają kostki lodu z galaretki, a także płatki migdałowe, posypane tartą, gorzką czekoladą... Mmm... pychotka, a do tego jaka zdrowa! Ktoś chce? Proszę się częstować :)
Poza tym, to żyję, nie choruję. Nadal izolacja. Nawet u rodzinnego nie musiałam czekać w kolejce, bo ze względu na mój stan wziął mnie w pierwszej kolejności. Przyszły tydzień z lekarzami. Endokrynolog, dentysta, MOPS, weekend wyjazd, a kolejny poniedziałek przybliży mnie do zastrzyków... A potem znowu odizolowanie, żeby wszystko mogło zacząć sprawnie działać...
Od dwóch dni jesteśmy szczęśliwymi posiadaczkami e papierosa Mild Sin!
Kosztował mamę, bo to ona wyłożyła swoje oszczędności 99zł +liquidy, którymi się zapuszcza kartomizer (czyli imitację filtra) 140 zł. W zestawie jest ładowarka do komputera i cliromizer (drugi "filter") Co do liquidów, wzięłyśmy smak arbuzowy i wanilię !!! Ten pierwszy - rewelacja! Wy sobie nie wyobrażacie, jaka to jest słodycz. Technika palenia jest inna, aniżeli w zwykłym papierosie i przyjemność, jaką się czerpie przy każdym zaciągnięciu również. Już nie śmierdzę, para wodna nie zatruwa nikogo, a przyjemny zapach arbuza unosi się po domu. Nie brakuje strzepywania popiołu, jedno jest inne - papieros jest ciężki, a tym samym nie da się go trzymać w dwóch palcach, ale można się przyzwyczaić... Naszym celem jest jeszcze zakup liquidu czekoladowego i kawowego... :) Dlaczego mama dała pieniądze na e papierosa? Bo jej się mnie strasznie zrobiło żal, że tyle kłód mam wiecznie pod nogami, że muszę walczyć o wszystko, że staram się żyć, jak inni, ale organizm nie zamierza iść ze mną w parze... Moja mama... Ostatni czas, w którym z nią przebywam jest dobry. Nie kłócimy się, mamy lepszy kontakt, cieszę się. Zawsze brakowało mi "normalniej" mamy, i chociaż jej stosunki z tatą nie są normalne, chociaż dużo przezywa, krzyczy i jej misją życiową jest oglądanie polityki i komentowanie, to bardzo mi pomaga jej obecność. Bez niej nie wyobrażam sobie swojego życia, dlatego staram się jak mogę, wynagradzać jej to, że tkwi przy mnie. Głównie za sprawą potraw, czy też deserów, które przyrządzam, wszak do serca najlepiej się trafia przez żołądek, czyż nie? Mama jest wybredna, ale moje kucharzenie jej smakuje. Przekonała się do zdrowej kuchni, zamieniła złe rzeczy na te zdrowsze, tata tylko woli "żreć" a nie jeść. Tłuste potrawy, bllee! Nieumiejętność komponowania posiłków taka sama. Przyzwyczaili się, że gotuję osobno i się dzielę :) Mama korzysta, tata nie zawsze. Często mówi, że trawy nie jada..., spróbować nie chce, a przecież Pesto brokułowe jest najlepsze na świecie :) Dzisiaj na obiadek serwowałam Tagiatelle z pesto brokułowym + brukselką i oliwkami. Czego pragnąć jeszcze? Zdrowia! No i pysznego deserku, który przygotowałam dla wszystkich... Taki jesienny, lekki deser w postaci galaretki z herbatki owocowej i cytrynowej, serniczka na zimno, który wypełnia wnętrze galaretek z polewą śmietankowo-czekoladową, która osładza zimne wnętrze deseru i ukryte w nim kwaskowate mandarynki z Kauflandu... Całość otulają kostki lodu z galaretki, a także płatki migdałowe, posypane tartą, gorzką czekoladą... Mmm... pychotka, a do tego jaka zdrowa! Ktoś chce? Proszę się częstować :)
Poza tym, to żyję, nie choruję. Nadal izolacja. Nawet u rodzinnego nie musiałam czekać w kolejce, bo ze względu na mój stan wziął mnie w pierwszej kolejności. Przyszły tydzień z lekarzami. Endokrynolog, dentysta, MOPS, weekend wyjazd, a kolejny poniedziałek przybliży mnie do zastrzyków... A potem znowu odizolowanie, żeby wszystko mogło zacząć sprawnie działać...


ale pragnę dodać fakt Ze kisiołek nie palił i nie bedzie palił :-)
OdpowiedzUsuń:) Ależ, oczywiście że nie. Paliłam ja i pan Jacek :D Każde zaciągnięcie to była przyjemność, szczególnie w takich górskich klimatach :)
OdpowiedzUsuń