niedziela, 6 listopada 2011

Weekend dobiegł końca. O tej porze zwykle już śpię, ale dzisiaj jakoś nie mogę zasnąć. Piję kolejną herbatę, tym razem czerwoną i czekam, aż oczy zaczną się kleić, tym bardziej, że jutro wstaję wcześniej, przedszkole i obowiązki. Co u mnie?

Otóż, wizyta u hematologa nie odbyła się. Mogłam jechać na wycieczkę z PPTK-u, niestety, kiedy zostałam poinformowana o fakcie, iż pani doktor jednak nie będzie, Leszek zdążył mi wysłać dwa MMS z trasy. Szkoda, że tak to wszystko wyszło, tym bardziej, że pogoda dopisywała. Ale nic tam, podobno 27 listopada jest kolejna wyprawa, i jak tylko Bozia da, to pojadę. Coby się nie smucić, postanowiłam sobie osłodzić wczorajszy wieczór i upichciłam dwa zdrowe placki. Pierwszy to czekoladowe ciasto z uwaga....  fasoli! Nic bardziej zdrowego! Oczywiście już go nie ma, tak wszystkim smakował, a drugi z otrębów i płatków owsianych z domieszką jabłka w kisielu. Tego też już nie ma - chlip :) Ale były bardzo pyszne, polecam każdemu, co odnajduje się w kuchni, przepisy można znaleźć na blogach Dietetycznie siostro i z Kotem w kuchni. No.

A dzisiaj pojeździłam sobie na rowerze. Konar wysłał sms, czy się nie przejadę i oczywiście nie zastanawiałam się ani chwilki, tym bardziej, że tak ciepło było. Przyjemnie upłynął  ten dzień, ech, chciałoby się więcej. 

Oddalam się, poszukam Morfeusza, bo jak on do mnie nie chce przyjść, to ja wybiorę się do niego. Inaczej jutro nie wstanę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz