niedziela, 4 grudnia 2011

Otumanienie, bezczynność, niechęć. Te trzy słowa najlepiej wyrażają mój stan. Słowa klucze, które w sobie noszą ukrytą prawdę. Męczę się, dużo myśli krąży we mnie, a ja miast je z siebie wyrzucić, trzymam głęboko zamknięte na kłódkę, które nigdy nie otworzę, bo zgubiłam kluczyk i nie chcę go znaleźć. Ta sfera mojego życia podlega tylko mnie i nikt więcej nie będzie miał wstępu. 

Nieubłaganie zbliżają się święta. Zawsze kojarzyły mi się z magią, która jednoczy ludzi, która sprawia, że trzy dni stają się jedyne w swoim rodzaju. Zawsze, jakby czekałam na tę magię, chociaż i tak wiedziałam, że u mnie nie będzie normalnie. W tym roku nie chcę świąt, nie chcę magii, nie chcę tej sztuczności, która przybrała tylko inny wyraz twarzy, żeby zamydlić, że niby wszystko jest normalnie. Wiem, że nigdy tak nie będzie, że rodzina tylko z nazwy taką jest, sama w sobie nie ma z tym słowem nic wspólnego. Nie potrafię sobie poradzić z atmosferą panującą tu, gdzie jestem. Nie potrafię tego nosić w sobie, udawać, że akceptuję, że wszystko jest ok. Nie chcę stawać po niczyjej stronie, bo urażę, albo jedną, albo drugą osobę. A żeby tak mieć magiczny przycisk, który pozwalałby mi zniknąć raz na zawsze. Zatracić się w czymś lepszym, ukochanym i nie myśleć.

Nie mam apetytu. Oczy by jadły, żołądek nie. I chociaż próbuję, to i tak wszystko ląduje wiadomo gdzie. Albo coś ze mną jest nie tak, albo ta szczepionka jest głupia.  Zapomniałam już, jak to jest, kiedy wrzucało się w siebie jakieś tam jedzenie, a w głowie nie pojawiała się  myśl, że to przecież jest takie niezdrowe.  Tak się cieszyłam, że otwierają u nas KFC. Otworzyli, a mnie całkowicie smak na nich przeszedł. Górę biorą te kalorie, które znajdują się w serwowanych daniach. Pewnie raz na miesiąc tam wejdę, ale tylko na tym się skończy.

Czasami trzeba pomarudzić. Zapewne mi przejdzie. Byle do wiosny, bo o zimie to chyba nie ma co marzyć, póki co. Chlip.

3 komentarze:

  1. Żebyś tylko w anoreksję nie wpadła... Albo w bulimię. W KFC i innych McDonaldach nie jadam, bo po prostu wolę ugotować w domu ;) Zwłaszcza po tym, jak mój niegdysiejszy chłopak opowiadał mi o swoim koledze, który pracował kiedyś w McDonaldzie - mówił, że każdy nowy pracownik ma tam tydzień okresu przyzwyczajania się do smrodu, który tam panuje. Pozdrawiam i wracaj do nas, świata żywych :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niech Mikołaj przyniesie Ci upragnione zdrowie, a z nim będzie lepszy nastrój:) Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zim, nie, mam w sobie to coś, co włącza się w momencie, kiedy zaczynam coś dostrzegać. Mózg się to zwie podobno ;)Chcąc dmuchać na zimne, przestałam całkowicie liczyć kalorie. Było ciężko, ale dałam radę, aczkolwiek w sklepie, zanim coś kupię, oczywiście sprawdzam etykiety, coby byle czego nie jeść. Doszłam też do wniosku, że jedzenie z KFC nie jest dla mnie. Byłam ostatnio w markecie, gdzie znajduje się KFC i nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia, ukochane dawno temu Hot Wingsy już nie są dla mnie produktem, na którego widok ciekłaby ślinka. Szkoda zdrowia i tak jak mówisz, lepiej coś zrobić w domu, tym bardziej, że odnalazłam się w kuchni, jak nikt inny, a to co przyrządzam smakuje wszystkim domownikom. Nawet tato, który do niedawna nie jadał trawy (tak nazywał każde warzywo) Teraz, gdy ukrywam te warzywa, to nawet nie wie, co je i mu smakuje :)

    OdpowiedzUsuń