czwartek, 19 kwietnia 2012

Nie było mnie troszkę, to teraz nadrabiam ;)

Wczoraj na blogu Zim, czytałam o jej udającym psie, dzisiaj sama doświadczyłam wielkiego ściemniania mojej czworonożki. Sonia ma troszkę nadbagażu, ma też 12 lat, wyciętą macicę i bardzo pogodny pysk. Oczy jej są tak maślane, szczególnie, kiedy czegoś chcą, że nie sposób jej nie dać. Nie stosujemy dla niej diety, ponieważ szkoda zabierać jej tego, co tak bardzo kocha - JEDZENIA! Będzie żyła krócej, ale za to godnie. Gdybym wiedziała, że po zabiegu sterylizacji trzeba psa odpowiednio odżywiać, nigdy nie przybrałaby na wadze, a tak? Już za późno na zmiany. Do czego zmierzam. W ostatnim czasie Sonia cierpi na nadmierne oddawanie moczu, spowodowane to jest wzmożonym pragnieniem. Fizycznie nic jej nie dolega, ma apetyt i jest pogodna, dlatego aż tak bardzo mnie jej stan nie martwi, poza zwiększoną liczbą spacerów w ramach sikania. Jakoś to znoszę, gorzej Sonia. Dzisiaj za oknem zrobiło się dosyć ciepło, jak zwykle wzięłam smycz i powlekłam staruszkę na lekki spacerek... Nie zaszłam daleko, gdy Sonia nagle się zaparła w sobie i nie pójdzie dalej... Proszę ją: "no chodź", a ona takie maślane oczy mi przedstawia, że gęba się sama śmieje. Niestety na nic jej maślane oczy, musiała pójść, czy chciała, czy nie. Pociągnęłam ją lekko, ruszyła! Po kilku krokach Sonia zaczęła utykać, że niby ją łapa boli. Uśmiechnęłam się i od raz do głowy przyszła mi ściemniająca Berta Zim :D Zniżyłam się, popatrzyłam Sonii na łapy, nic tam nie było, pogłaskałam ją i oznajmiłam, że ma nie ściemniać, bo i tak pójdziemy dalej. Sonia na mnie popatrzyła i ruszyła, jakby nigdy nic przed siebie z podniesionym ogonem. Załatwiła potrzeby (obie) i po  urazach nie było śladu, rzuciła się nawet za kotem. Uwielbiam tę moją psinę :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz