niedziela, 29 kwietnia 2012

Ktoś, kiedyś mi tutaj napisał, ta osoba chciała za wszelką cenę zniszczyć mój świat, że jestem pasożytem i żeruję, że mam się wziąć do roboty, a nie ściemniać... Te słowa padły dawno, ale do dzisiaj mam w sobie poczucie niesprawiedliwości w ocenie mojej osoby. Gdy sypie się życie, to na całego, nikt nie lubi tracić gruntu pod nogami, prawda? Ja czuję, że nie mam jak ugryźć moich problemów, że nie jestem w stanie zrobić coś z niczego, no bo niby jak? Wiara, którą posiadam nie sięga tak daleko, zaufanie? Nie wiem, co to jest, dawno temu przestałam używać tego słowa. Budzę się rano i nie mam tej radości, którą miałam wcześniej. Dzień leci, ja w nim funkcjonuję, wykonuję wszystko niczym zaprogramowany automat. Dzień się kończy, zasypiam i mam nadzieję, że jutro będzie lepsze nastawienie, tymczasem nowy dzień jest taki, jak poprzedni. Mało w nim uśmiechu, a jeżeli nawet się pojawia to jest sztuczny. Można założyć maskę, że wszystko jest niby ok, ale na dłuższą metę tak się nie da funkcjonować. 

Moja choroba się przedłuża. Krtań puszcza, aczkolwiek nie jest tak, jak być powinno. Antybiotyki nie pokonały choroby. Najgorsze, że skończyło mi się ubezpieczenie i nie mogę udać się do rodzinnego po nowe leki. Muszę się zarejestrować w urzędzie pracy, żeby mieć papierek, który pozwoli mi leczyć się na koszt NFZ. Jednak nie jest lekko. Pisałam o moich wynikach, o płytkach krwi, które były zbyt niskie. Musiałam badanie powtórzyć. To, co zobaczyłam po odebraniu badania, zdołowało mnie maksymalnie. Sama już nie wiem, co bardziej bym wolała, czy mieć niskie PLT, czy inne WBC, RBC i rozmazy. Jedno i drugie zwiastuje nieprawidłową pracę szpiku kostnego. W ostatnich wynikach PLT są w normie - generalnie poprzednie badanie było nieprawidłowe z tego względu, że krew w probówce zbyt długo była przetrzymywana, było jej mało i w ogóle pani pobierając krew nie wykonała tego profesjonalnie. Jak pisałam PLT mam w normie, ale białe krwinki, czerwone krwinki poniżej norm. To samo rozmazy i inne. RBC niewiele poniżej, ale WBC mam 2800, gdzie norma jest od 4000. Jak tłumaczyła mi hematolog w momencie wystąpienia choroby, szpik kostny jeżeli działa prawidłowo powinien zacząć wyrzucać więcej WBC, to oznacza, że działa prawidłowo. U mnie w trakcie choroby nastąpił spadek, oznacza to, że organizm nie broni się tak, jak powinien. Mam już umówioną wizytę u hematologa, jednak dopiero 10 maja. Niech w końcu zacznie mnie pani doktor leczyć, a nie czekać aż organizm się sam zmobilizuje, bo w przypadku leukopenii nie ma takiej możliwości. Robiłam wszystko, żeby podnieść parametry, ale nic to nie dało, zdrowe odżywianie nie ma nic wspólnego z wyleczeniem się z leukopenii. Potrzebuję leków. Nie wiem, co mnie czeka, ale ostatnio nie mam siły na nic, na rowerze nie pamiętam, kiedy jeździłam, kiedyś mogłam chodzić cały dzień po mieście, teraz na samą myśl zaczynają boleć mnie nogi. Cały dzień mogłabym przespać, moje stany emocjonalne mnie zabijają. Strasznie to  męczące. Walczę też z aftami w buzi, których mam ze 3 i bolą straszliwie, jedzenie sprawia ból, walczę też z jakimś badziewiem na plecach, swędzące ropne wypryski, których nijak nie mogę wyleczyć.  Normalnie szlag!

Wracając do możliwości rejestracji w PUP.  Boję się, że nie będą chcieli mnie zarejestrować z takimi wynikami, ale póki co odrzucam tę myśl i czekam do 10 maja, wtedy myślę będę wiedzieć więcej i może troszkę niepokoju ze mnie zejdzie. 

Idzie długi weekend. Właściwie to nic mi z niego. Trzymajcie się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz