środa, 23 czerwca 2010

Dobry duszku, który gdzieś tam się znajdujesz, przybądź do mnie, i polepsz moje samopoczucie, bo brzuszek boli, i nijak nie chce przestać. Ech, to wszystko te antybiotyki. Niby skończyłam je zażywać w tamtym tygodniu, a do teraz odczuwam skutki. Cokolwiek zjem, ląduję w ubikacji, fajnie nie? Nawet leki zatrzymujące nie działają, węgla mogę zjeść tony, a i tak wszystko przeze mnie przelatuje. Przyszły też te dni kobiece, w których działanie niekorzystne może się potęgować, ale nigdy mnie nie dopadało aż tak bardzo, jak teraz. Moje destrukcyjne skłonności trwają, i szlag mnie jasny trafia. Nie czuję się sobą, nie czuję, że mam siły do czegokolwiek, w ogóle, ja, to nie ja. I najgorsze, że nie da mi się pomóc, bo to ja sama muszę się pozbierać. Staram się. Takie dołki miałam wielokrotnie, wszystko to nasilało się w trakcie chorowania, i teraz pewnie też. Kryzys występuje, i jest jakby w przewadze, bo jakość organizmu nie ta, i nie walczy należycie, a tu przecież trzeba zbierać siły, bo za tydzień autoszczepionka, i zacznie się kolejny bój, decydujące starcie, i prawda z tym związana, czy bakteria, którą mam w sobie, odejdzie, czy umocni się jeszcze bardziej, i sprawi, że przestanę wierzyć w cokolwiek. Boję się rozczarowania. Za każdym razem, czy to w szpitalu, czy w leczeniu ambulatoryjnym, przed jakimś zabiegiem, wierzyłam, że tym razem się uda, że już wszystko będzie dobrze, że teraz już bakteria pójdzie precz, i w końcu będę zdrowa, nie będę musiała przeżywać tego cierpienia, tego bólu, który czasami powodował, że nie chciało mi się żyć. Wierzyłam, a później przychodziła rzeczywistość, która ustawiała mnie odpowiednio w szeregu, i pokazywała mi, że tak naprawdę w tym wszystkim jestem nikim, i nie mam tu nic do gadania. Boję się, że tym razem będzie tak samo...



..., a już tyle razy sobie obiecywałam, że nie będę tu marudzić.
..., i Wolfik w tym wszystkim najbardziej pokrzywdzony jest. Ech.

2 komentarze:

  1. Moja droga babskie czasy i begunka to nic przyjemnego. Może lepiej będzie jak mimo wszystko odwiedzisz lekarza rodzinnego, bo widzę, że jakieś tam zatrzymujące leki nic nie dają.
    Trzymaj się cieplutko. A jak troszkę sie podniesiesz z dołka i wrócą siły to zapraszam na gadu gadu.
    A dzis życzę zdrowia no i choć odrobiny słońca. Pamiętaj, że Wolfik nie lubi kiedy jego Aga się smuci.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na węgiel pewnie się już dawno uodporniłam, z racji tego, że dosyć sporo go zażywałam, kiedyś tam. Iwonko, lekarzy to ja mam po dziurki w nosie, może jak się już wszystko w brzuszku unormuje, to zapomnę o tym czyścicielu, który mnie dopada, i dopada, do rodzinnego nie wybieram się na pewno, o nie :) Na biegunkę się nie umiera ;)

    Dziękuję, i wzajemnie zdrówka, no i słoneczka..., u mnie jak zwykle go niet...
    Pamiętam, że wolfik nie lubi, no ale, co zrobić, jak organizm mój żyje se swoim życiem, i nie da mi się z niego cieszyć tak, jakbym chciała? Byle wyzdrowieć, a wtedy wszystko będzie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń