Life Festival 2010, udany. Było całkiem sympatycznie, frekwencja osobowa dopisała. Dziękuję Wam, chłopaki :) I właściwie, nie mam, co więcej napisać, bo mi się jakość organizmu obniżyła, i nic mi się nie chce, nawet oddychać. Zakończę wpis doskonałym kawałkiem, który porywa mnie ilekroć go słucham... Pendragon: Fallen Dreams And Angels...
..., i nie wiem, kiedy się tu znów pojawię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz