Powyższa, dobra rada, jak najbardziej pasuje w dniu dzisiejszym do mnie. I chociaż nie o krytykowanie tu chodzić będzie, to o troskę w stosunku do innych, chęć niesienia im pomocy, niczym Warren w Spadkobiercach, i o sklerozę, jaka wystąpiła w stosunku do mnie samej, dobrze, że głupi ma czasami szczęście, a było to tak...
Jak zwykle czwartek, jak zwykle kontrola u chirurga, jak zwykle, pojechałam na nią samochodem, i jak zwykle nie mogłam znaleźć miejsca do parkowania, jako, że jest wysyp ludzi chorujących, albo parkujących koło szpitala, i udających się na targowisko, bo przecież, po co mają płacić za parking przy targu, skoro mogą zastawić miejsce ludziom, którzy w akcie chorowania muszą udać się do lekarza, i potem pół godziny klną, próbując wcisnąć się w puste miejsce swoim samochodem, na które nie ma mocy sprawczej, aby im się ten wyczyn udał. Nie, tym razem, nie chodzi o mnie, tylko o pana, który tak próbował się wciskać, że wysiadłam w te pędy z auta, i pobiegłam( tia, dobry żart) -, poczłapałam, żeby mu powiedzieć, że zaraz zawadzi o wystający z ziemi hydrant. Pan, lat na astygmatyczne oko, miał ok 75 lat. Poczciwy staruszek, któremu musiałam pomagać, czyli machać rękami, krzyczeć, bo nie dosłyszał, żeby wykręcił tymi kołami w lewo, i troszkę cofnął, to mu się uda..., prób było z 3..., i w końcu UFFF!!! Zaparkował, co prawda, pasażerka miała problemy z wyjściem, z samochodu, ale udało się ;) Dziękowali mi chyba z 10 minut, i chwalili, że dobrze, że jest jeszcze taka miła, i dobra "młodzież" Hihi, młodzież, oczywiście, odpowiedziałam, że cała przyjemność po mojej stronie, chociaż w duchu, parę razy przeklęłam, kiedy nie wychodziło mu to, o co go prosiłam, no, ale puściłam w niepamięć, skoro tak mi posłodzili, szczególnie z tą młodzieżą ;) Potem przyszła kolej na mnie, pozabierałam wszystko z samochodu, zamknęłam pojazd, udałam się na długie czekanie pod gabinetem chirurgicznym. Pogoda zdążyła się popsuć, zaczął padać deszcz, ja ubrana, jakby było ze 35 stopni w cieniu, nie przejmowałam się tym, przecież autem jestem, to co mi tam, taki deszczyk zaszkodzić może... Po opuszczeniu gabinetu, udałam się do auta..., jakież było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam, że chyba ktoś mi wybił szybę od kierowcy bo jakby jej nie było... Im byłam bliżej, tym jeszcze bardziej się dziwiłam, ktoś wybił szybę, i posprzątał szkła? Prawie tam biegłam..., na miejscu okazało się, że szyba jest, calusieńka, spuszczona do samego końca. No tak, zapomniałam jej zamknąć, przez tych "miłych" staruszków!!! Deszcz zrobił spustoszenie na przednim siedzeniu, nie powiem, żeby mi się przyjemnie wracało, kiedy pół tyłka było mokre, od tych gratisów, na które sobie sama zapracowałam..., wielkie szczęście, że tamtędy mało ludzi chodzi, bo bym się pozbyła radia, i paru innych drobiazgów. Sama złodziejom ułatwiłam zadanie, to nie chcieli ;) Nie, to nie, okazja niewykorzystana, więcej szansy nie będzie..., ale zaczynam się o siebie poważnie martwić. Coś się dzieje z moich mózgiem, a raczej jego funkcjonalnością, nigdy mi się tak nie zdarzyło, zawsze sprawdzałam wszystko, a tu taki pech, i szczęście zarazem. Nikomu już nie będę nieść pomocy, zapamiętać se!
A, co u lekarza? Ano, nic. Rany brzydkie, nic lepiej, powyrastała obca tkanka, ale na szczęście jeszcze zostawił to w spokoju. Za tydzień autoszczepionka, i będziemy czekać, co ona mi dobrego przyniesie. Rower, jak najbardziej tak!!! Przeszczep jest ładny, obkurcza się, a jazda na rowerze tylko poprawi jego elastyczność, i ukrwienie, jupi!!! Muszę tylko poczekać, aż te rany się polepszą, bo teraz nie dam rady jeździć, ze względu na ból, i ropienie. Od razu lepiej mi się żyje ze świadomością, że już nie mam zabronione, tylko mogę, mogę, ale muszę na siebie uważać, i być ostrożną, tak, wiem, wiem, panie doktorze:D Wie też, o tym najlepiej "Kisioł", jaki ze mnie ostrożny użytkownik dróg jest, szczególnie na jednośladzie ;)
Za niedługo nasz Mbike team, wyruszy na trasę w komplecie, razem ze mną, jupi, i będzie tak:
A dzisiaj jest dzień przytulania, wiecie? To kto się potuli z Salanee, bo wolfik se zapomniał? chlip, KC ;)
Tak to jest jak się jeździ na "zimny łokieć":P.Te plany co do jazdy na rowerze to przemilczę:).A co do dnia przytulania to mam taki stosunek jak do Walentynek;),a Ty wianek uwiłaś na dzień Kupały ? Nie :P.
OdpowiedzUsuńMój drogi, nie dzień Kupały, tylko Noc Kupały, gwoli ścisłości :P Nie uwiłam, bo nie umiem robić wianków, wolę się poprzytulać, tego nie trzeba się uczyć ;)
OdpowiedzUsuńNie zimny łokieć, bo wzrostowo nie sięgam poza obszar szyby ;)
A, co do rowerka, to lepiej przemilcz, po co się masz denerwować :D
Fakt,wkradł się błąd,ale to dlatego,że oglądałem mecz,pisałem tutaj,no i rozmawiałem z Tobą;).Nie umiesz?To się naucz:P.Jak ja potrafię to znaczy,że nie jest to aż takie trudne;).Jak nie sięgasz,jak lewa ręka do połowy opalona;),no i zapomniałem,że wszyscy muszą Twojej muzy słuchać to i szybkę trzeba odkręcić:P.
OdpowiedzUsuńKochanie, bo myślisz, że ja to Ty z tymi łokciami, i głośną muzyką, jeszcze pewnie ucypucy? :P Nie katuję ludzi, słucham radia :P, i nie posiadam basów :P Nie Miś, nie umiem wianków, bo zawsze dla mnie je robili, żebym nie musiała sobie brudzić rączek, po prostu, miałam od tego ludzi :P Lewa ręka opalona, bo trzymam ją za oknem, ale takim na piątym piętrze, jak nie pada oczywiście ;)
OdpowiedzUsuńJeżdżę rowerem jak Ci wiadomo;). wianki to domena Kobiet,jak i gary,sprzątanie,gotowanie i inne tego typu czynności:P.Ciekawe czy jakiś feministyczny głos się odezwie,bo tylko te parytety Wam w głowach;).
OdpowiedzUsuńTeraz jeździsz, ale wcześniej...? :)
OdpowiedzUsuńHmm, no to jak, ja mam na Ciebie teraz mówić, skoro umiejętność robienia wianków - posiadasz. Sprzątanie, gotowanie - wykonujesz. To jaka to domena kobiet jest, a? :P
To tylko na razie,dla niepoznaki,że niby taki zaradny:P.A co do jazdy to miałem szyberdach;).
OdpowiedzUsuń..., a, tylko szyberdach Ci się otwierał? :P
OdpowiedzUsuńUważaj ,bo się ugryziesz w ten cięty jęzor:P.
OdpowiedzUsuńBuehehhe..., trzeba się było ze mną zupą podzielić...,:P
OdpowiedzUsuńNie odkręcaj kota ogonem,bo to nie chodziło o to czy się podzielę,cz nie,ale o to żebym zjadł i za Ciebie:P,a poza tym masz dwie rączki to sobie zrób,a nie wysługiwać się facetem:P.
OdpowiedzUsuńZjadł za mnie, bo ja biedna czekałam w kolejce do lekarza od godziny 10 do godziny prawie 13tej :P, a poza tym, w szpitalu nie posiadają kuchni, z której można skorzystać, Chodziło tylko o to :P W normalnych okolicznościach, bym się nie prosiła, bo skoro ma to być wysługiwanie się, to łaski bzzz :P ..., a poza tym, to owszem, mam dwie rączki, ale jedna jest mniej sprawna, i nie wszystko da rady zrobić, chociażby chciała, więc to nie tak do końca są dwa semafory :P
OdpowiedzUsuńHyhyhy,ale się pięknie tłumaczysz ,a kto się tłumaczy,no kto...?:P.Dodam,że gdybyś dbała o to żeby brzusio był pełny to byś zjadła śniadanie:P.
OdpowiedzUsuńNie, tłumaczy, tylko wyjaśnia zaistniałą sytuację, co nie zmienia faktu, żeś sknera, co się nie chce jedzeniem podzielić :P
OdpowiedzUsuńIdę robić kolację i zaraz zobaczymy ile parówek zjesz,a po kolacji tutaj napiszę coby Wszyscy mogli przeczytać ile zjadłaś:P.
OdpowiedzUsuńTeraz? Teraz to ja już kolację zjadłam :P
OdpowiedzUsuńPhi,trzy nitki makaronu-też mi kolacja:P,a mojej nie chciała:|.
OdpowiedzUsuńJa przytulam! :*
OdpowiedzUsuńZimbabwe, noo, dziękuję ;) Już mi lepiej :D
OdpowiedzUsuńMakaron z jajeczkiem to był,i nie trzy nitki :) Nie, że twojej kolacji nie chciałam, ale skoro mam się nie wysługiwać, to nie oczekiwałam, że mi zaproponujesz, bo przecież mam sobie robić, co chcę, czy jakoś tak ;)