niedziela, 30 stycznia 2011

Chciałam się zapytać, czy dzisiaj jest jakiś dzień zamieszczania na blogach dowcipów, przemyśleń, refleksji? :) Nie wiem teraz, co mam zrobić, czy wypada mi być banalną wśród całej niebanalności, która znajduje się dzisiaj u Was na blogach, hm? Właściwie, to nie mam zbyt wiele do napisania. Weekend dobiegł końca, trwał pod znakiem skoków i A. Przeraża mnie fakt, że jej rodzice tak mało czasu z nią spędzają, że wolą inne przyjemności, a dziecko niech sobie idzie do babci, bo ona chce "na dole", to idzie "na dole".  Nie zastanawiają się tylko, dlaczego ona chce iść do nas - tu się na nią zwraca uwagę, bawi się z nią... Mam wrażenie, że  uszczęśliwia ich fakt, że mała jest u nas, mogą sobie wtedy posiedzieć sami..., pół biedy jeżeli siedzą w domu, ale coraz częściej wychodzą i wracają późno. Nie wiem, czy oni nie zdają sobie sprawy, jaką krzywdę dziecku  robią? Przecież ona już nie chce do nich wracać, często trzeba ją przekupować, żeby z nimi szła, a co będzie za parę lat? Czy zbudują u niej autorytet tak postępując? A., nie była dzieckiem planowanym, zdarzyła się i teraz to wychodzi. Dopóki była niezaradna, praktycznie je nie widywaliśmy, a kiedy podrosła i trzeba było poświęcić jej więcej uwagi, stała się jakby ciężarem, którego z miłą chęcią posyła się na dół. Ech, to jest straszne. Kocham tego urwisa, ale męczy mnie to, że praktycznie każdą chwilę spędza u nas. Duszę się jej obecnością. Wiem, że ona nie jest niczemu winna, to jej rodzice, ale..., no właśnie im tego nie powiem, bo moi rodzice mnie o to prosili. Słynę z tego, że mówię, co myślę, na końcu języka mam to, co chciałabym przekazać mojemu bratu, ale jeszcze się w niego gryzę, ciekawe kiedy przeleje się czara goryczy. Dziecko to jest odpowiedzialność, dziecko trzeba wychować, a nie hodować. Nie mają dla niej czasu, od poniedziałku do piątku praca, a po pracy, picie, wyjścia i tak przez cały weekend. Za dużo tego alkoholu. Brat szczególnie. Nie ma dnia, żeby się nie napił, przykra prawda. On sam jej nie widzi i obraża się, kiedy rodzice mu tak mówią, ale... Nie chcę stracić brata, bo jest moją rodziną, ale widzę jak straszne błędy popełnia i boję się, że w końcu nie wytrzymam i wygarnę wszystko. Zrobię to tylko dla dobra mojej bratanicy, ale wiem, że skończy się to wielkim fochem z jego strony i brakiem kontaktu. Jemu się wydaje, że posiadł całą mądrość tego świata, być może, ale nie posiadł jednej, najważniejszej, zapomniał, co w jego życiu powinno być najważniejszym priorytetem... Ten priorytet ma dopiero 3 latka, ale za niedługo może być za późno, żeby pokazać jej  właściwy tor, żeby ona sama liczyła się z tym, co on do niej powie. Kto u małej zbudował największy autorytet? Ja, tylko ze mną chce przebywać, tylko mnie posłucha wie, że jak czegoś nie wolno to nie wolno. Czy to tak powinno być? Przecież ja powinnam ją rozpieszczać, nie strofować. Brakuje mi tego... Niech no tylko wyzdrowieję! Tyle z życia rodzinnego..., czasami bywa i tak, wyrzuciłam z siebie i mi ulżyło. Wspaniała myślodsiewnia.  Parokrotnie umieszczałam na blogu już ten utwór Petera Gabriela, ale dzisiaj zrobię to po raz kolejny. Jest to dla mnie bardzo ważny kawałek, taka część mnie samej... Mercy Street.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz