Niestety, cuda w zimową porę się nie zdarzają i dzisiaj po otworzeniu oczu, zobaczyłam szarość, lekkie opady śniegu z deszczem i temperaturę bliską 0 stopni. Czułam jednak wewnętrzny spokój, a moja głowa podpowiadała mi, że mam nie panikować, przecież dam radę, żadne mrozy, gdyby wystąpiły nie byłyby mi straszne. Uśmiechnęłam się sama do siebie i położyłam głowę na poduszce. Jest to podstawowa procedura, którą rano praktykuję. Zanim wstanę na dobre, lubię poleżeć i zaplanować to, co w danym dniu muszę wykonać. Nie planuję sama, obok znajduje się czworonożny zwierz, który swoim tułowiem pozbawia mnie 3/4 poduszki i chrapie sobie w najlepsze. Kiedy próbuję jej poprzeszkadzać, zaczyna warczeć, a czasami oberwę od niej łapą, ale taki już urok posiadania rozwydrzonego psa. Po 9 rano, łaskawie zwlekłam się z łóżka, a nogi zaprowadziły mnie do łazienki. Powtarzam się, ale strasznie mi zbrzydło zmienianie opatrunków. Grrr. W Siemianowicach miałam być na godzinę 12:15, ale biorąc pod uwagę aurę, ruch na drogach oraz ewentualne problemy z dojazdem, postanowiliśmy, że wyjedziemy wcześniej. Jechało się całkiem przyjemnie. Drogi mokre, ale nie śliskie, samochody też nie próbowały ścigać się między sobą, kierowcy widać rozsądni. GPS pomagał mi w trasie, ale następny razy będzie już bez niego, całkiem prosto jest trafić do Oparzeniówki. Na miejscu byliśmy po godzinie 11stej, mieliśmy takie ciche nadzieje, że może przyjmą nas wcześniej? Niestety, okazało się, że to nie tak prędko. Trafiłam do rejestracji, w której miła pani zaczęła przeprowadzać procedurę rejestrowania. Między czasie, opowiedziała mi swoją historię chorowania, ile przeszła operacji, ile razy umarła na stole, o masakro! Żeby było ciekawiej, rejestrowała także innych pacjentów, powolutku wklikując ich do komputera. No tak, Śląsk, tam mają karty chipowe, wszystko skomputeryzowane. Jestem cierpliwą osobą, usiadłam na krzesełku i tak czekałam, czekałam, czekałam. Po chwili zrobiła się godzina po 12tej, a ja nadal niezarejestrowana. Lekarz czeka na pacjentów, a tu pacjentów niet, bo niezarejestrowani. Takich, jak ja było 3. Doktor zdążył 3 razy wyjść na papierosa, zanim coś się ruszyło. Stres miałam wielki, bo nie lubię czekać, nie lubię nie wiedzieć tego, co mnie czeka. W końcu mnie zawołano. Doktor..., hm cóż mogę o nim powiedzieć. Byłam w lekkim szoku, kiedy go zobaczyłam. Człowiek nie umył rąk po papierosie, a jego wiek mówił mi tyle, że chyba już na emeryturze być powinien. Jakoś też, bardziej wyglądał na salowego lub pomocnika salowego niźli lekarza chirurga, jak się później okazało z wszystkimi tytułami. A małomówny potwornie, nic się nie odzywał. Pomyślałam sobie, przecież ja tu przyjechałam po pomoc, a jestem traktowana tak, jakbym była jakimś powietrzem. W końcu przemówił! Jupi - potrafi mówić - przeszło mi przez głowę ;) Cóż się dowiedziałam? W sumie nic nowego. Pan doktor wyjaśnił mi fakt, że niektóre bakterie są oporne na antybiotyki i nic im nie pomoże. U mnie zagnieździły się we florze i sobie żyją w najlepsze. Komora Hiperbaryczna dla mnie jedynym rozwiązaniem. Dostałam niezbędne skierowanie do komory, a także receptę na maść i odkażacz. Kontrola u niego za miesiąc. Po wyjściu, skierowaliśmy się do Pracowni Hiperbarii Tlenowej. Tam czekała mnie kolejna konsultacja, doktor tym razem bardzo miły, znający moich doktorów. Dostałam 20 cykli w komorze. Przyszło się w końcu zapisać do kolejki. Czas oczekiwania jest bardzo długi. Nie wiem, co to znaczy "bardzo", bo pani powiedziała, że oni dzwonią do pacjenta na kilka dni przed jego kolejką. Nie może mi teraz powiedzieć, za ile to nastąpi, a papierowego terminu nie dają. Czasami się im może coś zwolnić wcześniej. Większość ludzi skierowanych do komory ma niegojące się rany. Niektórym te rany nie goją się przez 5, 6 lat, ja w porównaniu z nimi jestem młodziak, co to jest 2 lata. Skoro oni tyle czekają na komorę i żyją, to ja też mogę. Do tego czasu pozostanę na leczeniu ambulatoryjnym. Nie ukrywam, że liczę na wcześniejsze ozdrowienie bez konieczności użytkowania komory. Dziękuję Jakubie i Zim - pomogło :)
Siemianowice mam z czaszki na miesiąc. Jutro kolejne załatwienia, tym razem niepełnosprawność i jeszcze parę innych rzeczy. A teraz oddalam się przeczytać procedury, które muszę znać przed przystąpieniem do leczenia w komorze. Jak będzie coś ciekawego, nie omieszkam się Was poinformować.

Znowu wróciła zima, a już było tak ładnie.
OdpowiedzUsuńW takim razie czekamy na informacje :)
A ja mimo wszystko wolę już zimę i nawet lekki mróz niż tą szarość i psie kupy wyłażące spod śniegu (od razu mówię że po swojej Tuśce zbieram, żeby mi nikt nie przygadywał). O komorze hiperbarycznej coś słyszałam w telewizji, ale nie wiedziałam że ma takie zastosowanie. W takim razie życzę aby ten czas czekania był jak najkrótszy :) Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuń