Weekend dobiegł końca i poniedziałek, jak to na niego przystało okazał się być bardzo intensywny, chociaż wcale nie zakładałam, że taki miał być. Wstałam wcześniej niż zwykle, żeby zdobyć Lidla, w którym to oferowali fajne nakładki na siedzenia do samochodu. Wiedziałam, że po godzinie 9tej nie będę miała czego szukać. Punkt 8 stałam więc pod drzwiami sklepu,( gdy pracowałam, nie lubiłam takich namolnych klientów, ale jak mus to mus ;))Kiedy drzwi otworzyły się przede mną , rzuciłam się do stoiska, zdobywając dwie piękne, niebieskie nakładki, pan który biegł za mną i przegrał na prostej, wziął kolejne dwie, i wszystko co najładniejsze, zniknęło. Pozostały dwie czerwone i szare, ale nie były one w moim guście. Zadowolona, że mam kłopot z czaszki, postanowiłam pozwiedzać regały w nadziei, że coś jeszcze znajdę. Przechodząc obok stoiska z warzywami, wpadłam na pomysł, że przecież mogę dzisiaj coś upichcić, wszak jest poniedziałek. Głowa przewertowała przepisy i EUREKA! Piersi z kurczaka, papryczka, czerwona fasola w puszce, pomidory w tym samym, co fasola, przyprawa meksykańska... Tak w niedalekiej przyszłości miało powstać danie meksykańskie. Hm, w głowie to ono powstało już dawno, gorzej z przełożeniem tego na palniki , bo czy wyjdzie? Do 14tej jednak przestałam się tym przejmować. Miałam jechać jeszcze do MOPS-u, jednak postanowiłam, że zrobię to jutro, auto już jest sprawne, więc jest to przysłowiowy rzut beretem. Dalsza część dnia, miała upłynąć mi w oazie błogiego lenistwa, aż tu nagle mama wpadła na pewien pomysł, ale od początku..., jakiś czas temu w sypialni rodziców zepsuł się telewizor. To znaczy, działał tylko do czasu aż się rozgrzał, później znikał obraz. Stary, wysłużony Sony, telewizor przy którym dorastałam, zaczął odchodzić w niebyt. Tata obstawiał, że to kineskop, ja że zimny lut. To samo działo się z moim telewizorem w pokoju i właśnie zimny lut był przyczyną, brat naprawił i działa. O ile ja mogłabym przeżyć bez telewizora, o tyle dla taty był to problem, bo tylko telewizor pozwalał mu zasypiać. Gdzieś tam po głowach rodziców chodziła myśl, że może kupić telewizor jakiś mały, przecież niepotrzebny duży do sypialni. Według mnie to w domu w ogóle nie są potrzebne 4 telewizory, no ale ja mogę się nie znać. W każdym razie, jakiś tam plan mieli, ale był to tylko plan, aż tu przyszła moja mama i stwierdziła, że może ja bym tacie oddała swój mały, skromny Elemis, a ona mnie by kupiła jakiś LCD. Hę? Rili? Naprawdę for mua? Ależ mamo, przecież nie trzeba, kupcie dla siebie, ja się obejdę i tak nie potrzebuję telewizora, przecież mam. Mama jednak przekonała mnie, że taki płaski nie zabierał by mi zbędnego miejsca na komodzie... Hm. I stało się, w godzinach południowych, przywieźliśmy z tatą do domu 22 calowy LCD, Finlux. Nazwa zupełnie nic mi nie powiedziała, ale podobno telewizory trwałe. Najwięcej sprzedaży, najmniej reklamacji. Niestety, nie ma na to żadnego wyznacznika, jak się ma zepsuć to i tak się zepsuje, ale tfu tfu, nie ubiegajmy faktów. Wahaliśmy się pomiędzy nim a Samsungiem. Różnica w cenie 500 zł, oczywiście Samsung droższy. Sprzedawca odradził Samsunga, po co przepłacać, skoro parametry te same? Racja. Nie rzucam się na markę! Raz się rzuciliśmy, kupując czajnik bezprzewodowy, i właśnie wylądował 4 raz w naprawie , no :) Tak więc, nowy sprzęt rozgościł się na mojej komodzie, mój dawny telewizor wylądował w sypialni, a zepsuty Sony pojechał do utylizacji. Pół dnia buszowałam po menu telewizora i zdążyłam tylko nazwać programy, a jeszcze trzeba mi je poustawiać w odpowiedniej kolejności. Danie meksykańskie zrobiło się bardzo szybko (podobno palce lizać). Przyjemne uczucie być docenioną.
Uch, godzina późna, a ja popijam kawkę, przez cały dzień, nie miałam się jej kiedy napić, więc nadrabiam. Zasnąć, zasnę... bez problemu, ale jeszcze czeka mnie ustawianie kolejności... Troszkę odczuwam też plecy, rana boli. To troszkę jest nawet bardzo. Chyba zbyt aktywnie spędziłam dzień, tak bym chciała żyć normalnie... ech, i uczulenie jakieś mi na ręce wyskoczyło.Czegoś w organizmie mam za dużo. Obstawiam, że to przez owoce cytrusowe, dlatego odstawię na dni parę i będę rękę obserwować.
To tyle, dobranoc ludki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz