poniedziałek, 7 lutego 2011

Siedzę sobie i słucham płyty, którą podarowano mi w dniu wczorajszym. Mogłabym tak przesiedzieć cały dzień. Zamykam oczy i przenoszę się w inny, muzyczny świat, który jest dobry, w którym nie ma złych emocji, który daje nadzieję, że można osiągnąć bardzo wiele, nawet jeżeli niektórzy w to nie wierzą. Słowa padające w poszczególnych utworach nakierowują mnie na właściwy tor, dają do zrozumienia, że wiele z tych słowach zawarte jest, że znajduje się, jakby jedność pomiędzy ludźmi, wspólne zamiłowania, może gdzieś też jakieś cele, swoistego rodzaju uzupełnienie. Mowa oczywiście o zespole Pendragon i Kisiole, bo to On podarował mi tę płytę. Wiedział, że przeżyję coś w rodzaju ekstazy, dobrze mnie zna skubany. Z drugiej strony, jak może mnie nie znać, jak znamy się prawie całe życie, a Pendragon poznałam dzięki niemu. Padam na twarz za to :)  Niedziela zarezerwowana dla Kisiołka, udała się :) Był też i Leszek - chwała Ci za to ;) Bardzo miło spędziłam popołudnie - dziękuję :) Końcówka dnia to pomidor..., i przypłaciłam to całonocnymi dolegliwościami ze strony układu pokarmowego. Nie piję też więcej Pepsi, bo w połączeniu z nią wyszła ze mnie lekka masakra!

Dzisiejszy dzień poświęcony dla kserowania wypisów ze szpitala. Całe przedpołudnie zmarnowane, ale załatwiłam prawie wszystko. Miałam jeszcze odwiedzić księgową, która musi mi wypełnić zaświadczenie potrzebne do MOPS-u, ale jak zwykle jej nie było! Może jutro uda się ją dopaść.Wkurza mnie to, że pracuje sobie w kratkę, przez nią wszystko się opóźni, ale już nic nie mówię, bo postanowiłam, że się nie będę w dniu dzisiejszym denerwować.  Za oknami wiosna, cieszycie się?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz