Uchhhhhhhhh, dzień się skończył. Intensywny czwartek. Czaszka mi nie chce współgrać z pozostałymi częściami ciała, ale zmuszę ją jeszcze do napisania paru słów w tym blogowym świecie Salanee, a potem padam na pysk, żebym tylko nie zapomniała zdjąć okularów, bo bez nich ślepo widzę swój dalszy żywot, a raczej nie widzę go wcale ;)
Dzisiaj odbyła się kolejna kontrola u mojego dochtóra. Chyba mogę pisać o nim "mój" w sumie zna mnie na wylot, w dosłownym tego słowa znaczeniu. Szkoda, że lepiej od tej drugiej strony, no ale - choroby się nie wybiera ;) A serio. Dochtór J. był moim sąsiadem, nigdy bym go nie podejrzewała o to, że specjalizuje się w chirurgii miękkiej, aż tu nagle pewnego dnia spotykam go na oddziale, kiedy po raz pierwszy musiałam być operowana. Żuchwa mi opadła, a umysł powiedział, to jest lekarz? O nie, oby tylko mnie nie operował...Oczywiście, że mnie operował , a potem zmieniał opatrunki, grzebał, drenował, wkładał setony, w kilku słowach, oferował wiele szpitalnych przyjemności. Każdy pacjent jest nieśmiały, kiedy musi odkryć swoje części, których na co dzień nie pokazuje (mam na myśli tył, nie przód :P), nie odbiegałam od normy, też się wstydziłam, jednak z czasem musiałam się przyzwyczaić. Większość leczenia oferował mi doktor J., więc chcąc nie chcąc, stał się "moim" doktorem, który pomagał w wielu kwestiach, niekoniecznie stricte medycznych. Dzisiaj na tapecie było np. przedszkole. Jego dzieciaki już do niego chodzą, a moja bratanica dopiero pójdzie. Dochtór powiedział, od której trzeba koczować pod przedszkolem, i co trzeba mieć ze sobą. Dla mnie to jakiś szok, że godzina 6 i stój człowieku w kolejce... Marzec zbliża się wielkimi krokami, a jakoś nie uśmiecha mi się stanie w zimie bladym świtem, a największy ból będzie, jak po tym staniu mała się nie dostanie, tfu tfu! Poza przedszkolem, to rana jak wyglądała, tak wygląda. Ze strony chirurgicznej nic więcej nie da się zrobić, rana opracowana ma się goić, a się nie goi, i? I nic! Wygląda to wszystko, jakby toczyła się na mnie III wojna światowa, której co jakiś czas się przeszkadza zmianami opatrunków. Nie wiem, co mam myśleć, jak się nastawiać, długi czas oczekiwania na komorę mnie przeraża, powoli mi się przestaje cokolwiek chcieć, sił brakuje, więc walę focha na ranę, ot co!
Co to ja jeszcze chciałam? Aha! Mam tak sklerotycznego brata, że szok. Dzwonię dzisiaj do niego, bo chciałam numer do księgowej. Ostatnio miał mi wysłać sms z wizytówką i oczywiście tego nie zrobił, więc postanowiłam, że dzisiaj nie dam mu się zmyć i ten numer mi poda bezpośrednio. Miałam w planach jechać do księgowej po kontroli chirurgicznej, a nie chciałam jechać w ciemno! I tak byłam spóźniona, bo do gabinetu lekarskiego weszłam jako ostatnia po godzinie 12tej. Dzwonię, dryń, dryń, dryń...
A. - Haj Młoda, co tam?
Ja - Cześć brat, słuchaj potrzebuję numer do księgowej. Ostatnio miałeś mi go wysłać sms-em...
Chwila ciszy w słuchawce...
Ja - A., jesteś tam?
A. - No? Co to chciałaś?
Ja - Weź mnie nie denerwuj, tylko daj mi numer do księgowej!
A. - ..., a nie wysyłałem Ci go?
Ja - gdybyś mi wysłał, to bym nie dzwoniła :P
A. - to zaraz ci wyślę sms-em...
Ja - O, nie! Ostatnio też mi miałeś wysłać i nie wysłałeś, podaj mi go teraz, mam kartkę i długopis (siedziałam w poczekalni, milion oczu było wpatrzonych we mnie...)
A. - Młoda, ale ty mnie wkurwiasz, kurde, nie chce mi teraz działać wyświetlacz, wyślę Ci wizytówkę sms-em... (ściemniał, znam własnego brata)
Ja - Ej, nie, bo zapomnisz...
A. - Nie zapomnę, jak się rozłączymy to wyślę... obiecuję!
Ja - ..., ale jak zapomnisz to Cię zamorduję.
A. - Młoda, no jak mogę zapomnieć, rozłączam się i wysyłam..
Ja. - A., to dla mnie bardzo pilna sprawa, proszę nie zapomnij.
A. - Obiecuję!
Czekałam 10 minut...ZAPOMNIAŁ! Mój rodzony brat, krew z krwi :) Mam tylko nadzieję, że ja w jego wieku aż takiej sklerozy mieć nie będę...Pominę fakt, że jestem niekonsekwentna w działaniu. Przed rozmową obiecałam sobie, że dopóki mi nie poda numeru, nie rozłączę się. Nie wzięłam tylko pod uwagę, że to on się może rozłączyć ;) Na szczęście księgowa była w biurze..., ale miała kontrole z ZUS-u, więc i tak nic nie załatwiłam, ale załatwię jutro, bo mi to obiecała :) o ironio!
Przebrnęłam jakoś. Samopoczucie ciut lepsze, ręka już tak nie rwie, ale znowu żołądek strajkuje. Hm. No, co - trochę frytek zjadłam. Chyba był to duży błąd - wyjałowienie trwa. Dobranoc.
Kisioł - dla Cię :)
Pees.
Jeżeli ktoś z Was korzysta z komunikatora TLEN i dostanie taki komunikat:
"Witaj ! Jesteś zagrożony/a! Nie aktywowałeś/aś konta,grozi to dożywotnim banem. Aktywując konto wyślij sms o treści: AP.PTM25 na numer 92568 (Darmowy!) Do godziny 0:00 trzeba aktywować konto,inaczej zostanie ono USUNIĘTE! Wystarczy napisać kod zwrotnym z sms'u na podany e-mail kontaktowy/: aktywacja-konta-tlen@tlen.pl Bądź odpisz. Kod aktywacyjny na wiadomość na tlenie. Kod jest dożywotni i jednorazowy! Zespół Tlen.pl", niech absolutnie nie wysyła żadnego sms-a. Zespół Tlen.pl nie wysyła żadnych takich wiadomości do swoich użytkowników! Takie spamy mają za zadanie wyłudzić określone profity od użytkownika. Co robić? IGNOROWAĆ!!!
No widzisz Salanee, jakie to niespodzianki nieraz życie człowiekowi daje :) Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuń