sobota, 30 lipca 2011


Pójdę boso. Może w sandałach, a może bez? Tak mnie jakoś wzięło, może dlatego, że wszędzie słyszę tę piosenkę? Odkąd wróciłam, staram się ogarnąć zdjęcia zrobione przeze mnie, czy też Kisioła. Uzbierało się tego trochę, a jakoś nie mam ochoty na długie posiedzenia przy laptopie. Organizuję swój czas w taki sposób, żebym nie mogła się nudzić, a każdą okazję, w której nie pada deszcz wykorzystuję na jazdę bicyklową. Tak, więc wczoraj ostre zacięcie od 10 do 18. MOPS mnie ubezpieczył (co mnie bardzo cieszy), pieniążki dali większe (co mnie bardzo cieszy) - byle do września. Po powrocie do domu, wzięłam się za Amelkę, czyli wyprowadziłam 3 i pół latka na spacerek. Naszym celem był plac zabaw, porysowałyśmy kredą, pograłyśmy w klasy (głównie ciotka skakała), pośmiałyśmy się, zjadłyśmy Cheetos'y (znaczy, Amelka zjadła), a o 16 poszłyśmy do domku. Szybki obiad i rower! Pogoda mi sprzyjała i udało się pokonać 30 km. Wieczór wygonił mnie do łóżka o porze wcześniejszej niż zwykle. Dobrze, bo należał mi się odpoczynek. A, co będę robiła dzisiaj? Na pewno placki z cukinii, po południu może wsiądę na rower, ale to pogoda zweryfikuje. W moim mieście rozpoczyna się od dzisiaj Tydzień Kultury Beskidzkiej, pewnie i tam wpadnę. Co tam jeszcze chciałam..., aaa - już za dni kilka będą zdjęcia - obiecuję, a dzisiaj troszkę Amelki :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz