Powrót do codzienności. Wszystko, co dobre musi się skończyć i trzeba zacząć żyć tym, co przynosi każdy kolejny dzień. Dlaczego nie cieszę się, gdy wracam do domu, dlaczego tracę w nim sens, poczucie istnienia? Dlaczego znika uśmiech z mojej twarzy, dlaczego staję się wtedy małomówna? Nie wiem, wiele rzeczy mi nie pasuje, ale nie mogę ich zmienić - póki co. Przez te parę dni pojęłam, jakie jest moje przeznaczenie, co tak naprawdę cieszy moją osobę, gdzie odżywam i przy czym odżywam. Nie mogę doczekać się, kiedy dostanę pozwolenie, żeby wrócić do pracy, żeby móc na siebie zarabiać, żeby zacząć realizować swoje pragnienia. One są bardzo malutkie. Chcę jeździć, chcę chodzić, chcę spędzać wolny czas aktywnie. Pokonywać słabości i zdobywać! Jestem pewna tego, że rower stał się częścią mojego życia... Więcej już niebawem. Zdam fotorelację z wypadu (zdjęć jest mnóstwo!), a tymczasem - codzienność wygania mnie do MOPS-u, Marketów i w ogóle...
Ja też nie lubię strasznie powrotów do codzienności. z resztą sledzissz mojego bloga to wiesz:-) ale niestety tak to już jest, że wszystko co dobre się szybko kończy. Trzeba z tego wybrać same pozytywy, tak więc cieszę się, że wypoczęłaś.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!!
Oj, Ivuś - nie wypoczęłam właśnie. Dla mnie to minimum 2 tygodnie musiałoby być. I nie chodzi mi o błogie lenistwo, tylko aktywny wypoczynek, wiesz z chodzeniem, skakaniem, bieganiem, jeżdżeniem :D Z rana aktywność, z wieczora posiedzenia przy soczku tudzież piwku.
OdpowiedzUsuń