Dziękuję Wam za tę pisaną obecność. Końcówka tygodnia, potoczyła się tak szybko, że nijak nie mogłam znaleźć czasu, żeby usiąść na spokojnie do komputera, a kiedy już nawet i czas by się znalazł, to znowu dostawca internetu robił jakieś konserwacje modemowe, odcinając mnie od świata wirtualnego na większą połowę dnia. Dopiero brat podmieniając modem sprawił, że jestem, bo tak to byłabym dopiero od dnia jutrzejszego, chociaż i tak nie byłoby to pewne.
Ok, przydałoby się podsumować to moje "chorowanie" tudzież "troszczenie się o zdrowie" ;)
Czwartkowe USG węzłów chłonnych wypadło pomyślnie. Węzłów chłonnych w pachwinach jest dużo, są powiększone, ale (i uwaga tu najważniejsze) posiadają one zatoki tłuszczowe!!! To oznacza, że nie mają utkania nowotworowego, a są jedynie powikłaniem po toczących się w moim organizmie bojach. 3 lata jednak nie mogły przejść dla organizmu obojętnie. Brzuch i inne narządy w porządku. W miednicy mniejszej mam wolny płyn. Nie wiem do końca, co to oznacza, bo doktor wykonujący USG kazał wynik pokazać rodzinnemu, ale z tego, co się zdążyłam zorientować, ma to związek z owulacją i jest czymś normalnym, gorzej gdy się utrzymuje cały czas, albo powiększa. Wraz z innymi objawami, może sugerować jakąś poważniejszą chorobę i w sumie to tyle. Dla wtajemniczonych - Ania ( mam się martwić?)
Sobota, to hematolog. Nie będę pisała, jakie miałam przeboje z panią rejestrującą, bo nie warto tracić czasu na kogoś, kto jest opryskliwy, niemiły, obojętny na drugą osobę, a dodatkowo wprowadza w błąd (świadomie). Na szczęście, doktorka była odwrotnością w/w pani, nadrabiając to, co ona straciła w moich oczach. Czegóż się dowiedziałam? Niedokrwistość, którą posiadam ma status przewlekłej. Pomimo wyrównania żelaza inne wyniki nie chcą się odbudowywać. Jest to efektem długiego chorowania i tak już od siebie dodam, że pewnie i lekarskiego zaniedbania, bo gdyby zwracali uwagi na te moje krwinki, hemoglobinę i inne, podobne, to może teraz nie musiałabym walczyć o polepszenie wartości... Samą niedokrwistość, będę leczyć co najmniej pół roku, jeżeli wyniki nie pójdą w górę, czeka mnie pobieranie szpiku kostnego do badań. I w sumie tyle. Dostałam leki, które będę zażywała do lutego. Mam się dużo ruszać, żeby pobudzać szpik kostny do produkcji krwinek... Hehehe, a ja się tak martwiłam, że może te spadki są przez mój aktywny tryb życia, a tu ziuuuu, i wyszło na moje. Bo nie ukrywam, przerażał mnie fakt zrezygnowania z pedałowania... Na szczęście, nie muszę tego robić, mało tego, mam pedałować, więc się dostosuje, ja jestem grzeczna pacjenta ;)
Idąc myślami za zdaniami dotyczącymi sportu, przejdę do świata jednośladu. Piszczenie w tylnym kole, zostało namierzone. Jak powszechnie wiadomo, jeżeli coś nie pracuje tak, jak ma pracować, drażni to moje ucho i nie daje spokoju. Robię wtedy wszystko, żeby znaleźć przyczynę i EUREKA!!! Gumka, uszczelka, czy jak to jeszcze można nazwać, chroniąca bębenek tudzież piastę przed brudem, została zbyt mocno skręcona, przez co, przy obrocie koła okręcała się wokół niego, powodując nieprzyjemny dla ucha pisk niszczonej gumy. Wczoraj Krzysztoffo, serwisanto, rowerowo, koło zdemontował, uszczelnienie poprawił i zobaczymy, jak teraz będzie pracować. Pogoda sprzyja jeździe, więc dzisiaj znowu jednośladem pojadę w szeroki świat :)
Miłej niedzieli dla wszystkich.
Hura!!!!!!!! Witaj wśród żywych! :)
OdpowiedzUsuńPomyślnych wiatrów, szerokiej drogi, dużo słonka i endorfin Ci życzę. Resztą się nie przejmuj zbytnio, póki co ;)
OdpowiedzUsuńTak Zim, cieszymy się bardzo :D Aniu, wiatry dzisiaj były pomyślne. Wywiały nas na 70 km. Nie obyło się bez kontuzji - Kisioł rozwalił sobie nogę upadając na nierównościach. Jest to niestety ryzyko wpisane w pasję i nic na to nie można poradzić :D
OdpowiedzUsuńCieszę się, że ze zdrowiem lepiej, i fajnie że udaje Ci się tak aktywnie spędzać czas. Pozdrawiam serdecznie! :)
OdpowiedzUsuńDziękuję Jakubie, nadrabiam za Was wszystkich, bo zapewne jesteście bardzo zajęci :)
OdpowiedzUsuń