Zimno. Tak zwyczajnie, po prostu. Dłonie od razu reagują spowolnionym krążeniem i problemami z utrzymaniem ciepłoty, nos zimniejszy, aniżeli zazwyczaj. Idzie jesień moi mili. Zastanawiam się, co ja takiego robiłam w te smutne jesienne dni, kiedy za oknem było szaro, kiedy dzień kończył się niespodziewanie szybko, kiedy kawa po zaparzeniu stygła w tempie ekspresowym. No tak, przecież chorowałam, większość czasu przeleżałam, przepłakałam lub przegadałam na skypie. Ta jesień będzie inna pod wieloma względami. Tak sobie obiecałam, tak będzie.
U nas też zimno - jeszcze nie nalali do kaloryferów. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńU nas już po troszku lali wodę, ale grzania niet ;)
OdpowiedzUsuń