Dzień zadumy i wspomnień. Wiele bym dała, żeby być na grobach bliskich w Bieszczadach, żeby móc porozmawiać z żyjącymi ciociami, wujkami, kuzynostwem. Rok w rok mi tego brakuje, pamiętam gdy byłam mała, wsiadaliśmy na dwa dni przed listopadem w żółtego maluszka, którego wtedy mieliśmy i wyruszaliśmy o 3 nad ranem przed siebie. Kiedy jeździł z nami brat, to on prowadził i wtedy dojeżdżaliśmy szybciej, tata bardziej ostrożny, chciał nas dowieźć bardzo bezpiecznie, niekoniecznie szybko. Pamiętam, że w aucie spałam, tylne siedzenie umożliwiało mi rozłożenie się, głowę trzymałam na mamy kolanach. Pamiętam, że gdy nie spałam, nogi trzymałam na przednim siedzeniu i zaczepiałam nimi, pasażera siedzącego z przodu. Pamiętam, jak liczyłam samochody, jak machałam innym. A gdy dojechaliśmy do Jaćmierza, do babci (tam prawie zawsze spaliśmy), to moja babcia zawsze wychodziła przed dom, i było dużo pocałunków i przytulania. Potem, wspólnie jechaliśmy na cmentarz, gdzie dalsza część rodziny już tam była, dorośli rozmawiali długo, a my z kuzynami buszowaliśmy między grobami, zapalaliśmy znicze tam, gdzie nikt nie zapalił... Gdy już każdy zmarzł, jechaliśmy do którejś z cioć na posiedzenie. Zazwyczaj wracaliśmy do domu po 3 dniach. Nigdy nie chciałam wracać, ja tam czułam się, jak w domu. Nie lubiłam Oświęcimia, nie chciałam tu mieszkać, zawsze było dużo płaczu, gdy odjeżdżaliśmy... Tyle mi zostało. Będąc starszą, nie jeździłam z rodzicami, bo ktoś musiał zostać z psem, a potem? Potem, to tylko pogrzeb babci, który do teraz budzi we mnie żal i smutek, a gdy zamknę oczy, widzę ją w trumnie, taką piękną, uśmiechniętą. I tak bardzo ubolewam, że nie mogę jej odwiedzać, że nie mogę sobie przyjść na grób, usiąść i porozmawiać. Czuję, że gdyby żyła, miałaby dla mnie wiele cennych rad. Mówią, że z roku na rok, strata boli coraz mniej. Nieprawda, mnie boli ciągle tak samo. Nie zapominam, babcia nie jest wspomnieniem. Pamiętam każdą jej rysę, głos, uśmiech. Zamknę oczy i widzę ją, tylko dotknąć ani przytulić nie mogę... A żeby móc tak cofnąć czas... Niestety, na dzień dzisiejszy pozostają mi tylko zdjęcia. Moja babcia Józia...
Pogoda za oknem piękna. Temperatura 10 stopni. Będzie ładnie. Nie śpię od 5:00, to wszystko ten czas... Wczoraj wieczorem Leszek przysłał mi sms, że wycieczka na Przełęcz Salmopolską została przełożona na 5 listopada, bo 12 ma nie być pogody. Tym oto sposobem nie jadę. W sobotę mam hematologa i niestety nie mam jak przełożyć. Chlip. Czuję, jakby sprawiła to jakaś moc, która teraz w duchu cieszy się, że nie jadę. Zawistna, podła, niedobra. Nie lubię jej! Dobrze, że jeszcze poza PTTK-iem można się organizować. Teraz Szczyrk zobaczę pewnie już w zimie, na nartach. Chcąc osłodzić poranek, po takim smutnym wstępnie, przygotowałam sobie pyszną śmietankową owsiankę z cynamonem, jabłkiem, śliwkami, migdałami, i sezamowo-kokosową posypką. Dla mnie Yummy! Pomogło.
Przepis na nią jest bardzo prosty.- 2 łyżki otrębów żytnich
- 2 łyżki otrębów owsianych
- 1 łyżka płatków owsianych górskich
- 2 łyżki mleka granulowanego
- 250 ml wody
- jabłko (jak kto woli)
- migdały
- śliwki kalifornijskie
- sezam
- wiórki kokosowe
- słonecznik łuskany
- Wysoki błonnik z jabłkiem i cynamonem
- opcjonalnie: aromat, cynamon, inne przyprawy (wg. gustu i smaku)
Wrzucamy do garnuszka otręby, płatki owsiane, mleko granulowane. Wkrajamy jabłko, wlewamy wodę. Ustawiamy na gazie i doprowadzamy do wrzenia, często mieszając, coby składniki nie przywarły do dna. Masa musi stać się gęsta, przynajmniej ja tak preferuję, dlatego gotuję je ok 5 minut, po tym czasie dodaję aromat, słodzę i wyłączam gaz, przelewam owsiankę do miseczki i dekoruję wg. uznania :) Jest naprawdę pyszna, kusi smakiem i daje niesamowity zapach! Syci na bardzo długo... Polecam, najzdrowsze śniadanie na świecie.

Właśnie przeczytałam starsze notki... Przykro mi, że tak się podziało :( Też będę się o Ciebie modlić.
OdpowiedzUsuńJa jak byłam mała to lubiłam chodzić na Rakowicki. Teraz po prostu chodzę na cmentarze ku pamięci... Ku pamięci, którą mam zawsze w serduchu.
Życzę miłej reszty tygodnia.
Pozdrawiam :)
Moje serce też nosi niezabliźnionych kilka ran... :(
OdpowiedzUsuńI w dniu Wszystkich Świętych
zawsze przychodzi ukojenie.
Na krótko, ale jest.
To jest wyjątkowy Dzień :))
Jednocześnie pełen radości i nadziei
a z drugiej strony wypełniony refleksją, tęsknotą i wzruszeniem.
Przytulam Cię bardzo serdecznie, Salanee :*
Wczoraj na mszy, ksiądz wygłosił świetne kazanie. Jakby nie było, wszyscy mieliśmy imieniny. Czy byłyście na kawce tudzież herbatce z tego powodu? U nas ksiądz pozwolił a nawet nakazał ;) To prawda, wczoraj nie miało być smutnie, dzisiaj już tak. Wczoraj białe szaty, dzisiaj fioletowe... Zim, tak już bywa, że muszę pokonać parę głazów, ale... dam radę, chyba :D
OdpowiedzUsuń