Jesienna samotnia trwa. Popijam miodowego grzańca, za mną gospelowski chór walczy w Mam talent o jakieś konkretne miejsce, a z kuchni kusi zapach upieczonego przez rodzicielkę ciasta z czarną porzeczką,... Muszę poczekać, aż straci ciepłotę, która mogłaby wyrządzić zło mojemu żołądkowi. Zwykle nie jadam o tej porze, ale dla takiego ciasta zrobię wyjątek, osłodzę sobie tę ponurą sobotę, a co!
Byłam dzisiaj u hematologa. Czeka mnie prawdopodobnie leczenie immunosupresyjne, niestety. Dostałam zastrzyki, które powinny pobudzić leukocyty, a przy okazji uodpornić mnie trochę, jednak nie wiadomo, czy organizm zareaguje, dlatego mam się nastawiać na to obciążające leczenie. Co jest przyczyną wadliwej pracy białych wojowników? Nie wiadomo tak do końca, doktor obstawia chorobę z autoagresji organizmu. Żelazo mam w normie, ale muszę jeszcze wykonać jedno badanie, które pokaże na jakim poziome kształtują się rezerwy żelaza. Zdaniem pani doktor, organizm wchłania go dobrze. OB - też mam wykonać. Jeżeli w organizmie jest proces zapalny, to źle i będę wymagać dalszej diagnostyki. Cóż jeszcze..., zastrzyki, które dostanę, uziemią mnie na cztery dni. Nie będzie wolno kontaktować się z nikim, bo odporność zostanie jeszcze bardziej obniżona, a że ja jej prawie w ogóle nie mam, to jedno kichnięcie, a będę leżeć i kwiczeć. O ile oczywiście wydam z siebie głos ;) W poniedziałek dowiem się, jaki to jest koszt, bo oczywiście nic za darmo. Ech. Hematolog wyjaśniła mi też, na czym polega moja przewlekła leukopenia. Zostałam skazana na całe życie. Anemia, popadanie w choroby już mnie nie opuści, koleżanka anemia stała się niechcący moją drugą połową. Było to nieuniknione, 2 lata chorowania nie mogło przejść bez echa. I mimo, że teraz hemoglobina i inne podskoczyły, zapewne za jakiś czas spadną, a ja znowu będę musiała zażywać preparat żelaza. Super. Dlatego czekają mnie częste morfologie... Teraz to wiem, ale czy nie zapomnę, gdy wrócę do pracy? Kto by miał czas się regularnie badać... A tak, zapomniałam, że z takimi wynikami nikt mnie do pracy nie puści. Niech się te białe wojowniki ruszą, niech ten szpik zacznie działać, jak należy, niech wartości przestaną spadać! Ja nie chcę leczenia sterydami. Pani doktor powiedziała, że jest to leczenie bardzo obciążające organizm i stosuje się je ostrożnie, jednak gdy u mnie nic się nie wyjaśni a leukocyty nadal będą lecieć, to nie będzie wyjścia... Chlip. I jak tu myśleć pozytywnie, no jak? Staram się uciekać od złego, wczoraj nawet byłam na koncercie w mojej parafii z okazji poświęcenia organów. Nic mi to nie pomogło. No nic. 26 listopada udaję się na wycieczkę i nikt mi tego nie odbierze, wtedy zapomnę. Magurko - Witaj.
Przepraszam, ze zaniedbuję wasze blogi. Postaram się częściej tu bywać.
Dasz radę! :)
OdpowiedzUsuńPamiętam o Tobie w modlitwie. Pozdrawiam serdecznie, z Panem Bogiem!
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo Jakubie :)
OdpowiedzUsuńEmilu się tylko zastanawiam, jak długo jeszcze przyjdzie mi pokonywać trudności. Chciałabym sobie tylko troszkę odpocząć.