wtorek, 15 listopada 2011

Opadają mi ręce. Dosłownie. Jakkolwiek bym się chciała pozbierać, to zawsze wyskoczy coś, co zgasi moje przekonanie, że teraz już będzie dobrze. No bo jak zdrowieć, gdy się nie ma na leki lub gdy ceny potrafią zabić? Udałam się dzisiaj do apteki, żeby teoretycznie dowiedzieć się, na jakim poziomie będą kształtować się cyferki za poszczególne leki, które dostałam na recepcie od hematologa. Na samym wstępie farmaceutka poinformowała mnie, że wszystko co jest wypisane na białej, podłużnej kartce, która potocznie zwie się receptą jest pełnopłatne, czyli NFZ nie refunduje. W porządku, to jeszcze mnie nie zdołowało, miałam nadzieję, że te ceny nie będą aż tak wysokie, jak moja głowa sobie wyobraziła, zupełnie nie wiem dlaczego tak jej przyszło. Półkule wyczuły a farmaceutka potwierdziła. Za wszystko 385 złotych! Nawet teraz, gdy to piszę, boli mnie coś w środku. Gdybym miała pewność, że to, co tyle kosztuje, pomoże to jeszcze nie byłoby tak tragicznie, ale ja tej pewności nie mam, nikt mi też tego nie zagwarantuje. Takie kwoty są poza moim zasięgami, rodzice owszem pomogą, ale ja nie mogę wiecznie na nich żerować, nie chcę, nie godzi się to. Jestem dorosła, powinnam dbać o siebie samą. Oni mają dość wydatków, bo pomagają bratu na budowie. Wiem, budowa domu nie przekłada się na walkę o zdrowie, nie powinno się tego nawet porównywać, ale mnie jest źle z faktem, że wiecznie jestem na ich łasce. MOPS daje parę groszy, ale to nawet na te leki by nie starczyło. A tu jeszcze jest bratanica, która też by coś chciała, żeby ciocia jej kupiła, za co? Boli takie życie, a ja nie lubię gdy w głowie klarują się myśli, po co żyć? Ale są to tylko myśli i pytania, które powstają w chwilach słabości. Na szczęście moja silna psychika pozwala sobie to jakoś przetłumaczyć. Wiem, że jeszcze mam tu dużo do zrobienia, na ten moment akurat nic mądrego nie przychodzi mi do głowy, co by to "dużo" miało oznaczać, ale na pewno w przyszłości to wyjdzie, jak nie w praniu, to może gdzie indziej ;)

Jutro czekają mnie badania, które sprawdzą jak tam się ma moja tarczyca. Muszę też zrobić badanie OB i ferrytynę. Ta druga  ma za zadanie utrzymać żelazo w dostępnej, nieszkodliwej formie. Hematolog chce sprawdzić, jak rozkładają się jej parametry, wtedy będzie wiadomo, czy na pewno nie muszę brać żelaza, a OB pokaże, czy nie ma u mnie żadnego stanu zapalnego, który mógłby powodować znaczny spadek leukocytów. I na ten tydzień tyle "nie"przyjemności mnie czeka. W przyszłym odwiedzę endokrynologa, dentystę i placówkę zwaną MOPS. 

Nadal unikam skupisk ludzi, w których mogłabym złapać jakąś infekcję. Jest to trochę ciężkie do zrealizowania, bo np. w niedzielę na mszy usiadłam w ławce, a z mojej lewej i prawej strony dosiadły się kaszlące i kichające panie. Czasami nie ma możliwości całkowicie się odciąć. Mając wiarę, że w kościele nic złego mnie nie spotka, nie przesiadłam się. Póki, co jestem zdrowa ;)

2 komentarze:

  1. Niestety, trudno nie przyznać Ci racji. Po aferze z wywożeniem na lewo na Zachód leków między innymi na astmę wszystkie (poza sterydami) podrożały. Najtaniej jak kupuję to jednak jest nawet 5 razy drożej niż przed tą aferą. A już masakra będzie jak wejdzie ta ustawa o refundacji, z której nic a nic nie rozumiem, tylko tyle, że ma wszystko podrożeć... Muszę zapytać mojego doktora House'a o co chodzi z tą ustawą, może on zna oprócz polskiego język polityczny ;)
    A na zaziębienia i zapobieganie dobry jest tran - póki co jak zażywam to nie łapię nic... I oby tak zostało. Pozdrawiam i życzę sił w załatwianiu tego wszystkiego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przykre, że takie są ceny tych leków, i że ciągle drożeją. Ale ważne abyś była zdrowa, jestem pewien że rodzice cieszą się że mogą Cię w wspomóc. Pamiętam w modlitwie, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń