czwartek, 1 grudnia 2011

IZOLATKA

W końcu wzięłam pierwsze dawki szczepionek. Czekałam na to z utęsknieniem, tym bardziej, ze dookoła tyle chorób, a ja nie mogłam zachorować - wiadomo. W dniu wczorajszym musiałam się obserwować, bo katar i lekkie pokasływanie, które mam, mogło się rozwinąć, i gdyby wyskoczyła gorączka, ze szczepienia byłyby nici. Na szczęście, nic takiego się nie stało, przynajmniej mój termometr nie pokazał podwyższonych stanów, co prawda bateria w nim też jest słaba, ale czułabym, gdyby coś było nie tak. No. Doktor po raz kolejny przestrzegł mnie przed kontaktem z ludźmi. Mam to tak wbite do głowy, że na pewno nie zapomnę. Kiedy dzisiaj dotarłam do punktu szczepień i pokazałam skierowanie na podanie mi specyfików, pani zapytała się: ale dlaczego dwie na raz? Przecież tak nie wolno. Pierwszy raz, nie wiedziałam, co odpowiedzieć i jakby nie było, troszkę się przestraszyłam. Wytłumaczyłam jednak , że to zalecenie hematologa, a on  chyba wiedział, co przepisuje. Tym oto sposobem, dostałam jedną szczepionkę w lewe ramię i drugą w prawe. Bolało, kurczę blaszka. Ale byłam twarda ;) Przy wyjściu usłyszałam po raz kolejny, że powinnam nie wychodzić i nie kontaktować się z ludźmi przez 4 dni. Hehehe. Przyjęłam do wiadomości po raz kolejny. Szybko uciekłam do domku i zabarykadowałam się w swoim pokoju. Centrum dowodzenia przeniosło się na łóżko. Póki, co mam lekkie zawroty głowy, a z mniej smacznych objawów wystąpiło  zwrócenie śniadania.  Zniosę jednak wszystko, byle zobaczyć upragniony wynik leukocytów, który zmieści się w normie. To jest mój czas, to są moje historie.

Zaopatrzyłam się w gry, wzięłam też na siebie odżywianie taty. Ponieważ ma On podwyższony poziom złego cholesterolu a za mało  dobrego, dostał zalecenie od lekarza, aby prócz leków zmienił też sposób żywienia.Nie sztuka brać tabletki, które bez prawidłowego pożywienia nie wniosą nic dobrego. Tak, więc siedzę, czytam, rozpisuję. Tata nie ma wyjścia, musi się zmienić, żeby mógł żyć. A jego zły cholesterol przekroczył normę tylko o 34. Ciekawe, co robią ci ludzie, którzy mają grubo za dużo tego złego bandyty. Czy zdają sobie sprawę z konsekwencji? A to przecież bardzo łatwo jest zmienić, trzeba chcieć. Coś, za coś. Myślę, że przedłużenie sobie życia jest o wiele większą słodyczą od tych wszystkich niedobrych produktów, które mogą wysłać człowieka na tamten świat.  Hm. Ja to chyba powinnam zostać jednak dietetyczką. Podoba mi się to :)

Uciekam.

3 komentarze: