UFF. Takie wielkie, drukowane. Dentysta, moja zmora, mój paniczny strach, moje najgorsze sny. Dzisiaj nastało to, czego tak się bałam. Pobudka o 7, dzięki Wolfowi, który musiał się natrudzić, żebym zwlekła się z łóżka. Sms jest niczym, kiedy, idzie się spać, o 2, chociaż dosypia się w dzień. Dopiero głos może pomóc. Po obietnicy, że „już wstaję”, przymknęłam oczy jeszcze na chwilkę, przecież nie ma innej opcji, każda minutka się liczy, żeby zgarnąć trochę snu w momencie, kiedy trzeba wstawać. Łazienka jest najlepszym wybawieniem, kiedy to wstawanie idzie opornie, to właśnie w niej można pomedytować z zamkniętymi oczami, myjąc zęby, parę minutek, a ile daje wybawienia. Nieuniknione jednak musiało nastąpić, i przyodziewając się należycie, wyruszyłam na rzeź. Daleko do ośrodka zdrowia nie mam, więc po kilku minutach znalazłam się na pierwszym piętrze. Ludzi dużo, wszyscy siedzieli cicho i spokojnie, przygotowywali się na to, co ich czekać miało. Zarejestrowałam się, i usiadłam spokojnie. W głowie dużo myśli, włącznie z tymi, że może by sobie pójść, ale ten ból, który występował motywował mnie do pozostania. Czuwacz też czuwał, a kiedy przyszła doktorka, wiedziałam, że nie zwieję, tym bardziej, że pani powiedziała mi o możliwości znieczulenia, odpłatnie oczywiście, ale 10 zł, to nie jest wydatek, dla takiego cykora, jak ja. Gdybym wiedziała, że to znieczulenie guzik mi da…, chociaż miałam przeczucia, bo przecież ja, podwójny pechowiec jestem, to nic, co mnie spotyka w życiu, mnie nie dziwi. Jako siostra miłosierdzia, przepuściłam też parę osób, mnie do bólu się nie spieszy, kulturna, więc postanowiłam być;) Kiedy nastała moja kolej, a nastać musiała, weszłam do gabinetu. Doktorka miła, nawet bardzo. Dowcip jej nie znał granic, więc pierwsze lody przełamała, a ja poczułam, że może nie będzie tak tragicznie, jak głowa sobie ubzdurała.
Samo znieczulenie, to też nic przyjemnego, ale jakoś to „zniesłam”. Po 15 minutach, sparaliżowało mi pół „gęby”, opadła mi górna warga, i zaczęłam seplenić. Nie byłam jedyną, obok siedział pan, który również został potraktowany igłą i strzykawką, więc każde odezwanie się z jego strony, wywoływało u mnie gest mimiczny na twarzy, który nie wyglądał jednak korzystnie, ze względu na ten mój postępujący paraliż. No, ale wszystko, co dobre, musi się skończyć. W końcu dopadł mnie ten fotel dentystyczny. Znieczulenie, które miało zadziałać, wcale nie zadziałało, bo okazało się, że dolegliwości bólowe dawał ząb obok tego, co wydawało mi się, że mnie boli. Ból nie do opisania…, i właściwie nie mam już nic więcej do powiedzenia. Kolejna wizyta za dwa tygodnie, trutka zostanie zamieniona na plombę, ale jak mnie znowu boleć będzie, to całkowicie się zrażę do tych, i tak nielubianych przeze mnie dentystów.
Dalsza część dnia, to oczywiście, Amelia. Od wczoraj nic jej się nie zmieniło, a jeszcze straszenie Kali, że taki bunt może trwać kilka lat, powoduje, że wolę o tym nie myśleć;) Byle, kiedyś można się było z tego śmiać…
Na spanie też była pora, musiałam odespać te nocne buszowania. Nawet mi się udało, i teraz trwam, zobaczymy, kiedy Morfeusz się o mnie upomni;)
Jutro, czeka mnie wizyta u chirurga, jak co tydzień. Męczy mnie to strasznie, bo już nie chce mi się chodzić, czekać w kolejkach, i w ogóle. Gdyby, chociaż dobrze było, to jakoś bym to zniosła, a tu jak zwykle tylko problemy sprawiam, bo coś nie jest tak, jak ma być. Czuję się takim wrzodem na „dupie”, kiedy przekraczam drzwi szpitala, a następnie pokój 137, chirurgii ogólnej. Lekarz miły, ale, na pewno ma mnie dość. Kiedy to się skończy, no, kiedy?
Oddalę się teraz, od mojego blogowego świata, i pospędzam miło czas z Wolfem. Syrgi dzisiaj nie ma, pewnie szykuje siły na jutrzejszy dzień. Z nami, na pewno tych sił by, nie nagromadziła;), więc dzisiaj ma wybaczone, niech odpoczywa:*, ale jutro ją dopadniemy, i nawet pozwolę jej na siebie pokrzyczeć;) Hyhyhy. Syrga, słyszała?;)
środa, 31 marca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Dzień dobry Wszystkim:).Agnieszko zawsze w Ciebie wierzyłem i taka dentystka Ci nie straszna,boś dzielna Kobietka:).A jak za dwa tygodnie zdezerterujesz to będę mówił na Ciebie "z metra cięta:P".Choć Waderka bardziej mi się podoba;).Dziś będę z całej siły ściskał kciuki,aby wizyta u chirurga przebiegła w miarę pomyślnie i myślami będę z Tobą:).Pozdrawiam Wszystkich czytających tego genialnego bloga;).
OdpowiedzUsuńBo ja jestem "najlepszejsza" na świecie;) hihihi;)
OdpowiedzUsuńHehe, nie ma to jak doktor/ka z poczuciem humoru :) Pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńCyt. z poprzedniego mego komentarza: "Aga ja Ciebie straszyć NIE CHCĘ(...)" ale jeśli mimo wszystko wyszło mi odwrotnie - cóż... bywa...
OdpowiedzUsuńDentysta... hmm ja mam to szczęście, że do tej pory w swoim żywocie mam założone tylko 2 plomby więc tegoż jegomościa odwiedzać często nie muszę Szkoda, że Ciebie wymęczyć trzeba było, bo moim zdaniem (a i pewnie nie tylko moim) Cierpienia to Ty (WADERKU :D) masz aż na zapas...
Pozdrowionka i "powodzenia" - o ile można to tak nazwać) u chirurga.