Ułożyłam wolfika do snu, sprawiając, że na pewno będzie mu się dobrze spało (bez podtekstów ;)), a ja ze swoim centrum dowodzenia przeniosłam się na balkon. Zanim udam się pospać "obok" niego, skrobnę tutaj parę słów, tak o wszystkim i niczym, tak niby nic, a jednak coś. Cisza taka, słoneczko zaszło, wieje przyjemny wiaterek, lubię to, aczkolwiek nie lubię tak na tym balkonie sama siedzieć, bo wtedy przybywa za dużo myśli, i nie zawsze są one dobre, jednak dzisiaj jest inaczej, mimo problemów, które znowu dały o sobie chwilowo znać, z samego rana. Złośliwość rzeczy martwych, które w nosie mają to jak z ich zepsuciem będą się czuć właściciele... Mam nadzieję, że to było chwilowe, i już więcej nie wystąpi. Za dużo tego złego mieliśmy w ostatnim czasie, i ja już nie chcę więcej, bo to powoli staje się niesprawiedliwe, i smutne. Więc proszę, niech wszystko działa, jak należy. Pisałam, że ostatni czas jest dziwny. Wiadomą rzeczą jest, że ludzie nie zawsze są w pełni swoich sił witalnych, że czasami przychodzi moment, kiedy przestaje nam się cokolwiek chcieć, że popadamy w monotonię, jak to w życiu. Zauważyłam to zmęczenie u wolfika, logiczne, że odczuję takie coś, dziwnie mi wytłumaczyć, jak to możliwe, po prostu, tak już mam, że potrafię wyczuć emocje drugiej osoby, która jest mi bliska, i może czasami sobie za dużo przybieram do głowy, ale po prostu nie da się ukryć wszystkiego. Ludzie mają swoje zachowania, które pokazują drugiej osobie, a kiedy słabnie im organizm, słabnie wszystko inne. Grunt, to pytać, i czekać cierpliwie, pomagając całą sobą, jak się tylko może. Obojętność, wobec drugiej osoby, i zniecierpliwienie, jest najgorsze na świecie, dlatego wolfik, czasami ma ze mną przerąbane, bo pytam się, i pytam, i pytam, niczym męcząca zgaga..., mogę być tą "zgagą", z całą przyjemnością, jeżeli wiem, że pomogę swoją osobą, wrócić do "normalności" temu "niedobremu" Muchomorowi:) I chociaż On zapewne zaprzeczy, to ja i tak wiem, że po części mam rację, bo trochę go już znam, pokazał mi się prawie z każdej strony, więc mam porównanie, jaki wolfik potrafi być, i dostrzegam różnicę, kiedy słabnie, staje się taki smutaśny, małomówny, i zapatrzony gdzieś indziej, a ja widząc to, pobieram ten stan, a wcale nie chcę, bo przecież druga osoba musi być silniejsza, kiedy słabnie pierwsza. Jednak, takie już to życie jest, ma swoje etapy, a ja mam nadzieję, że przeszliśmy już chyba na kolejny poziom, i nie poddamy się, nawet kiedy znowu coś nas zaskoczy, i będzie próbowało nam przeszkadzać, co?
Ostatni czas był dziwny, ale jak widzę, nie tylko u mnie. Kalu, trzymaj się dzielnie!!!
A wracając do życia..., ostatnio, nie wiem, po jak długim czasie nieobecności, wyszłam..., odwiedziłam stare śmiecie (bar), z Kisiołem... Pogadaliśmy, jak za starych, dobrych czasów, brakowało mi tylko mojego ssaczka, ale nie można mieć wszystkiego..., a szkoda :( Niemniej jednak, chłopaki na rowerach nie próżnują. Objawia się to otarciami, na twarzy, na nogach..., zbyt duża prędkość? Nie, to tylko niemożność wypięcia się z osprzętu SPD, jaki posiada się w rowerze, czyli buty, wpinane w specjalne bloki...,ta niemożność występuje, kiedy ktoś nieoczekiwanie przed nami zahamuje, tudzież, jakiś nieuważny kierowca zajedzie nam drogę. Na efekty nie trzeba długo czekać. Kisioł, do wesela się zagoi, nie martw się ;) Kurczę, brakuje mi tych jazd na rowerze, tego ryzyka, tej adrenaliny, bo czasami trzeba zaryzykować. Obawiam się tylko, że kiedy będę już mogła jeździć, to nie zostanę puszczona, ze względu na moje ukochanie do prędkości, i do ryzykowania czasami khm..., i nawet to, że obiecam założyć kask, mi pewnie nie pomoże, a jak powiem, że będę wolno jeździć, i nie będę szaleć? Hym..., do dopracowania to jest, coś mi się wydaje, wszakże tego... ;)
Zapalam papieroska..., hym, wiecie że w upały wcale mi nie smakuje? I tak dojrzewam do myśli, że może rzucę? Przemówiły do mnie pieniążki, jakie uda się przez to zaoszczędzić. I wiecie, co jeszcze? Wolfik dojrzewa do tego samego, właściwie, to On mnie zainspirował, zresztą, większość dobrej inspiracji, to jest ON :) Bo to taki lek na całe zło, i czasami ten mądrzejszy ode mnie ;) Ja też bywam mądrzejsza..., tylko jeszcze nie wiem, w jakich okolicznościach.
Wynik z Krakowa nie przyszedł do dnia dzisiejszego. Coś czuję, że stanę się upierdliwym pacjentem, tylko, że oni twierdzą, że wysłali już w tamtym tygodniu. To ja nie wiem, czy to idzie przez Bydgoszcz?! Niecierpliwię się, bo za niedługo czasu mi zabraknie, i w końcu też chciałabym, zacząć żyć normalnie..., czasu nie mam cholera na chorowanie!
Znieśliśmy oduczanie klnięcia. Przegrałam z premedytacją, jestem nie do zreformowania.
Chmurku, i Chmurko. Do Was parę słów. Miło, że odwiedzacie Nas tutaj, może też załóżcie własny blog, w wolnym czasie np? ;)
Dobra, uciekam, bo umrę tutaj, na tym balkonie. Dam odpocząć Acerkowi, bo tez mu ciepło....
A, na koniec.... Booooo, jooooo Cieeeeeeeeeeeeeee............????
Hej!!!!
Dzięki Kochana... choć z tą dzielnością kurczę ciężko jakoś...
OdpowiedzUsuńKaluś, ja wiem,że jest ciężko, że mi się łatwo mówi. Jednak wiem, jak to jest, kiedy nagle tracimy kogoś, tak nagle, można powiedzieć, że przechodziłam podobnie, kiedy wolfik, zaginął w akcji. W miarę, jak docierało do mnie, że już więcej z nim mogę nie porozmawiać, etc, to było coraz gorzej...,a co dopiero Ty, jak Wy mieszkaliście razem :( Ja go nie miałam nawet namacalnego, a czułam się podle, dodatkowo, nasza znajomość trwała ok jednego roku,a nie sześciu, no i, My wtedy byliśmy na innej stopie...Czas leczy rany, to prawda, ale jak przetrwać ten czas, tego nie wiem. Na pewno, nie możesz być sama, bo to niszczy, wiem po sobie, wtedy różne myśli do głowy przychodzą...
OdpowiedzUsuńMam nadzieję,że spotka Cię jeszcze wielkie szczęście, że zostanie CI to wynagrodzone, wiem też, że 6 lat nie można ot tak sobie przekreślić, i dlatego o wiele gorzej jest mi Cię pocieszać..., ale wierzę, że będzie dobrze, wierzę :*
Lubię tu do Was zaglądać.
OdpowiedzUsuńWidzę,że pomału świta myśl o porzuceniu papierosków :)Ja zerwałam z nałogiem w Sylwestra, ale mnie także fajeczka nie smakowała w upały.
Co do założenia bloga, to ja Aga nie mam o tym zielonego pojęcia no chyba ,że może Chmurek na tym się zna...
Uciekam spać, życzę Wam uśmiechu na kolejny dzień:)))
O... Moja Chmureczka mnie uprzedziła :)
OdpowiedzUsuńMi to tam zawsze papieroski smakują, byleby nie mentalowe lub 'cienkoskrętne' a jeszcze na balkonie, mając Chmureczkę przy sobie, to mógłbym się nawet na nim wraz z Nią zestarzeć.
Co do bloga to trzeba mieć natchnienie i troszeczkę czasu a ja tak jestem Agatką zajęty, że nie mam nawet czasu sobie pracy poszukać, ale na pewno o blogu pomyślimy.
Chmurku, ja właśnie palę, miętowe, i cienkie, hihhi :D
OdpowiedzUsuńAga64, dojrzewam do myśli, dojrzewam, ale jak mi to pójdzie, się okaże, bo ja zmienna, jestem :)
Hehe upierdliwy pacjent :) Salanee, ja nigdy nie paliłam, ale znam ludzi których ten nałóg naprawdę zubaża. Znałam kiedyś koleżankę, której rodzice ciągle brali od kogoś pieniądze, a to z kościoła, a to od rodzin, a to ze szkoły... Bo coraz biedniejsi, bo coraz bardziej zadłużeni. Ale 500 złotych miesiąc w miesiąc szło na papierosy.
OdpowiedzUsuń