Zaczął się szczególny, wyjątkowy początek nowego dnia. 3 czerwca..., kiedyś, dawno temu, chociaż wcale nie tak dawno, jakby się mogło wydawać, przyszedł na świat, pewien mały szkrab, który jeszcze nie wiedział, co go w życiu czekać będzie, czego doświadczy, czy będzie szczęśliwy, i z czym przyjdzie mu się zmierzyć przez te wszystkie lata swojego życia. Płakał, wchodząc w życie, z wielkim "ale", co miało znaczyć: "Ja Wam jeszcze pokażę, zawojuję ten świat"... Nie pomylił się. Mijały miesiące, latka, i ów człowiek sobie rósł, wtykał różnym zwierzątkom paluszki do buźki, na zabawach w przedszkolu bywał muchomorkiem, łobuzerstwo miał wypisane na twarzy, więc hece w jego wykonaniu, były na porządku dziennym. Pewnie nie raz przepłacił to skarceniem, ale cóż, dzieckiem być, to tak samo, ponosić konsekwencje. Lubił też motory..., które w późniejszym okresie, pokazały mu, że czasami są groźne dla życia, jednak, nie poddał się, i pokonał przeciwności losu, dając innym przykład, że można..., trzeba tylko chcieć. Pewnego, letniego dnia, 2009 roku, zarejestrował się na forum, pod nazwą ssaka, żyjącego w lesie, wszak kocha, i podziwia te zwierzęta. Żył sobie tam wśród forumowiczów, wypowiadał się, byłam też ja, ale jeszcze wtedy nie myślałam sobie, jakim jest człowiekiem, i że akurat mnie będzie dane go poznać. Nasze poznanie, to pomoc w zmniejszeniu zdjęć. Pamiętam, że od pierwszego maila, poczułam niejaką więź, tak, jakbym znała się z nim zawsze. Luźne wypowiedzi, brak niezręcznej ciszy, uśmiech na twarzy, kiedy otrzymywałam od niego kolejne maile..., tak to trwało. W późniejszym etapie, wymiana loginów tlenowych, i przerzucenie się z rozmowami na komunikator tlenowy. Trwała nasza znajomość, a ja coraz bardziej poznawałam go, jako dobrego człowieka, opiekuńczego, z poczuciem humoru, a także i stanowczością, jaką niewątpliwie posiadał, kiedy trzeba było takim być. Nie wyobrażałam sobie, że możemy rano nie porozmawiać, wystarczyło: "dzień dobry", z jego strony, i dzień stawał się lepszy. Nie myślałam na tamten czas, co mnie jeszcze spotkać może. Było mi dobrze, bo miałam "obok" siebie człowieka, któremu mogłam powiedzieć prawie wszystko, ja, zanim się otworzę, potrzebuję czasu, chociaż w tym wypadku, od razu czułam, że mogę, ufałam mu... Później, przyszła choroba, i przez cały ten czas, nie byłam sama, nawet kiedy leżałam w szpitalu, on na forum wypytywał o moje zdrowie, życzył powrotu do 100% sprawności. Nadszedł w końcu czas, kiedy wymieniliśmy się telefonami, był przy mnie w najgorszych momentach mojego życia, kiedy już nie miałam siły walczyć, kiedy ból nie dawał mi funkcjonować, kiedy chciałam się poddać. Był, kazał walczyć, i podtrzymywał na duchu, mówiąc, że musi być dobrze, że podołam, że jestem silna. Stawałam się wtedy taka, bo miałam motywatora, który działał na mnie pozytywnie, który w jakimś stopniu potrafił sprawić, że wykrzesywałam z siebie zapasy wiary, i brnęłam do przodu, mimo przeciwności losu. Szybko pojęłam, kim on dla mnie jest. Nieoszlifowany diament, który fascynuje wielkością płaszczyzn. Zżyłam się z nim, i nie wyobrażałam sobie, że mogłoby go nie być przy mnie, pomimo odległości, jaka nas dzieliła..., i wtedy nadszedł ten dzień, kiedy wszystko przycichło. Jego telefon wyłączony, brak kontaktu..., moja obawa: "coś się musiało stać!" Załamanie, brak chęci do życia, szpital, poddałam się, przestałam na chwilkę walczyć. Przyplątała się wtedy paskudna bakteria, powodująca Sepsę. Wyczuła moment, uderzyła, kiedy byłam bardzo słaba..., zwalczyłam, chociaż było ciężko. Mimo choroby mojego paskudnego samopoczucia, nie dawało mi spokoju , że go nie ma, musiałam coś zrobić, wiedziałam, że muszę o niego walczyć, i dowiedzieć się, co się stało, nawet jakby to była najgorsza, i najtragiczniejsza prawda. Tak robią przyjaciele przecież. Po tygodniu, dowiedziałam się, i mimo jego szwankującego zdrowia, cieszyłam się, że jest, że żyje, że nie zostawił mnie samej. Sama nie wiem, co na tamten czas czułam. Nie nazywałam uczuć, bo nie umiałam ich nazwać, a poza tym, bałam się, że może za dużo chcę..., nie chciałam zepsuć tego, co miałam. Nie wiedziałam tylko, że te wszystkie doświadczenia, przez które dane było przejść też jemu, spowodują, że on poczuł do mnie to samo..., i też nie wiedział, jak ja na to zareaguję. Dwie połówki, rozrzucone po krańcach Polski, tak samo myślące, obawiające się tego samego..., W końcu, stało się..., wyznał mi, co do mnie czuje..., a ja...? Ja poczułam się wtedy, najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi... Niewyobrażalne, stało się realne, i przez pewien czas, nie mogłam w to uwierzyć, bo przecież ja, Salanee, miałam sama przejść przez życie, nie wierzyłam, że spotka mnie taka nagroda, że będzie ktoś, kogo zainteresuję swoją osobą, ktoś, kto zobaczy we mnie więcej, niźli widzieli inni, ktoś, kto pokocha mnie taką, jaką jestem. Pogodziłam się z samotnością, którą miałam, bo znajomi, kumple, bracia, to nie wszystko. Zawsze brakowało czegoś więcej, czegoś, co mam teraz. I nie wiem, jak to dalej się potoczy, co los mi(nam) przyniesie, ale jestem szczęśliwa, pomimo tego, że ostatni czas, to nie same radości, to dużo cierpienia..., ale ono nie jest aż tak ważne, kiedy wiesz, że masz przy sobie najważniejszą osobę na świecie.
Wolfiku...,dzisiaj twój dzień. Istniejesz na tym świecie już nie tylko dla siebie..., i z tej okazji, chciałabym Ci życzyć, abyś pozostał sobą, i nie zmieniał się nigdy, abyś zawsze uśmiechał się tak pięknie, jak to robisz do tej pory, lubię, kiedy się uśmiechasz... Łap też każdy dzień, czerp z niego, i nie zniechęcaj się niepowodzeniami, wiesz, że można je pokonać, popatrz, jak podołaliśmy trudnościom, pokazaliśmy, że nie ma rzeczy niemożliwych, że jak się chce, to się może. Życzę Ci, aby świat kręcił się tylko ku przyszłości, abyś kiedyś mógł powiedzieć, przeżyłem swoje życie godnie, i jestem szczęśliwy. Wytrwały bądź w dążeniu do celu, i kiedy będzie chciała przyjść chwila słabości pomyśl sobie, że jestem, i ode mnie zabierz rezerwy, żebyś nie uległ złu. Słuchaj mnie, czasami też mam dobre rady w zanadrzu. Wiesz, że nie życzę Ci źle. Zdrowy też musisz być, bo bez zdrowia, życie mało warte jest, zatroszcz się także o siebie, wiedz, że sprawisz mi tym wielką radość. Pamiętaj też, że zawsze trzeba mieć pogodne myśli, bo tylko dzięki nim, pójdziemy do przodu, i pokonamy to, co jeszcze ewentualnie będzie chciał przynieść nam los. Życzę Ci chwil, które na zawsze zapiszą się w twej pamięci, a jeżeli uznasz, że musisz o czymś zapomnieć, to tej siły zapomnienia Ci życzę, ale oby tych gorszych chwil było mało, albo w ogóle! Radości tych mniejszych, i większych, szczęścia, i siły! Miej swoją przytomność umysłu - jutro, i zawsze potem. Nigdy się nie smuć, bo wiesz, że nie lubię tej twojej smutnej minki, wtedy jesteś taki bezradny, jakbyś nie wiedział, co robić, pamiętaj..., masz mnie! Jesteś dla mnie całym światem, moim przyjacielem, moją miłością, moim szczęściem. Jesteś najlepszym pocieszeniem, w tych trudnych chwilach, bez Ciebie, moje życie przestałoby mieć znaczenie. Kocham Cię Misiu, najmocniej na świecie, i uśmiech, który pojawia się na mojej twarzy, zawdzięczam tylko Tobie..., dziękuję Ci za to, że jesteś:* Sto lat!!! Sto lat!!!
środa, 2 czerwca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
:)
OdpowiedzUsuńWolfie, życzę Ci dobrego zdrowia,
niech każdy dzień Twego życia będzie wypełniony takim szczęściem , taką radością, jaką się dzisiaj cieszysz...
Wszystkiego co najpiękniejsze -
i spełnienia najbardziej skrytych pragnień.
Serdecznie Was pozdrawiam :)
Pysiaczku Ty mój Najdroższy:)...To najpiękniejsze życzenia jakie dostałem w swym żywocie;).I jeszcze to "sto lat rano";).Ech,bo się rozczulę;).Całuski tu i ówdzie Kochanie:)))).
OdpowiedzUsuńAldi dziękuję ślicznie:).
Wszystkiego najlepszego dla Wolfa!!!! :D W tym słowie "najlepszego" szeeeeeeeerokoooo pojęte najlepsze :D
OdpowiedzUsuńZimbabwe kłaniam się w podzięce;).
OdpowiedzUsuńDzisiaj razem z moją Chmureczką czytaliśmy Twojego bloga. Agatce łzy poleciały...
OdpowiedzUsuńDowiedzieliśmy się, że wczoraj były Wolfa urodziny, więc spóźnione ale szczere i z serc naszych płynące serdeczne życzenia urodzinowe. Duuuuuużo uśmiechów i radości:))))))
Chmurek i Chmureczka.
Miło, że nas odwiedziliście :) Blog mój nie zawsze optymistyczny, u mnie też wielokrotnie łzy przez niego się pojawiły, dlatego nie lubię czytać wpisów, które napisałam np.miesiąc temu :) Tak, wolfik się urodzinował, i od wczoraj mówi na siebie staruszek, mhihihi ;). Serdecznie dziękuje Wam za życzenia, nie może napisać sam, bo kosi ogródek..., już 3,5 godziny :D
OdpowiedzUsuńI my, życzymy Wam wszystkiego, co najlepsze. Wpadajcie do nas częściej :)
Ehm... Wiecznego płomienia miłości, przyjaznej dłoni, zapatrzenia, zadumy i zachwytu, wielkich pragnień, twórczego szaleństwa, wzruszeń codziennością, entuzjazmu w marzeniach, odwagi w działaniu, własnej, wilczej drogi ale u boku Salanee:P zachłanności życia, spełnienia marzeń i wciąż nowych marzeń, spełnienia w byciu sobą! Sto lat, Wolfie! Pięknych, szalonych, uśmiechniętych.
OdpowiedzUsuńI przepraszam za opóźnienie.
Agatka-Tomek,dziękuję Wam ślicznie:).
OdpowiedzUsuńSyrga Tobie również dziękuję,a opóźnieniem się nie przejmuj(życzenia przyjmuje do niedzieli;)).