środa, 8 września 2010

Jak już pisałam wczoraj, wzięło mnie na zmianę wizualną bloga - nie po raz pierwszy zresztą. Jakoś tak lubię sobie od czasu do czasu wprowadzić coś nowego, stare kolory zastąpić innymi. Nie zawsze są one ciepłe, ale nie oznacza to, że popadam w jakieś permanentne doły, które chcę też przekazać poprzez szablony, nie! Jak każdy człowiek, miewam swoje lepsze i gorsze chwile, jak każdy potrzebuję czegoś nowego, żeby polepszyć swój nastrój, nawet jeżeli czasami są to czarne barwy. W życiu miewam czarny humor, dlatego tutaj nie może być inaczej, nie czułabym się sobą - po prostu. Jest jeszcze jeden powód, rok prowadzę tego bloga, kto by pomyślał, że to tak zleciało, że wytrwałam, że nie rzuciłam tego w cholerę, przecież wielokrotnie lubiłam się zniechęcić, poddać, i im dłużej tutaj przebywam, tym bardziej zdaję sobie sprawę, że nie umiałabym stąd odejść, dałam stronie życie, podzieliłam się tą stroną ze współtwórcą, wylałam tutaj swoje myśli, które w przeszłości nigdy nie wypłynęłyby na światło dzienne, bo nie umiałam i w sumie nie chciałam ubierać ich w słowa, nie chciałam się z nikim dzielić uważałam, że są tylko moje, że nikt inny nie zrozumie tego, co w mojej głowie siedzi, że przecież każdy ma swoje życie, co kogo obchodzi moje... I kiedy blog z miesiąca na miesiąc trwał, kiedy zaczęły pojawiać się komentarze od Was, zdałam sobie sprawę, że jesteście, że są ludzie, którzy mnie czytają, którym się to podoba, i którzy chcą mnie komentować..., bo dla mnie ważną rzeczą jest to, że zostawiacie po sobie ślad, daje mi to dowód, że warto pisać, warto wylewać myśli, warto się uzewnętrznić, bo jest dla kogo. Jesteście moją częścią, dopełniacie całości. Dziękuję, że nie odchodzicie bez echa jest to dla mnie bardzo ważne.  Dziękuję też anonimowym, może za niedługo założą sobie konto google, i będą mogli stać się nickiem? Kto wie? Mnie jednak nadal będzie miło, bez względu na to, czy się nim staną, czy nie :) Wszystkim tym,  którzy tutaj zaglądają, ale nie zostawiają po sobie śladu ( tak na marginesie, to w tej kategorii znalazłeś się i Ty - wolfiku) - też dziękuję..., milczycie, lub nagle zamilkliście, ale widzę, że jesteście. To już rok...,szok! A ile jeszcze przede mną? Nie wiem, nie liczę, i jak kiedyś miałoby się to skończyć, to pamiątkę będę mieć na całe życie.

"Kształć swój niedosyt zanim wyidealizujesz.
Motywuj swój gniew by sprawić że się spełnią.
Wspinając się na góry
Nigdy nie schodź w dół.
Psując zadowolenie,
Nigdy nie spadaj. "



6 komentarzy:

  1. Nie moja wina,że mnie nie chciało zalogować,a anonimowym nie chcę być :P.A poza tym ja Ci komentuje wszystko prosto w oczy i widzę reakcje ,a to ważne ,bo wiem kiedy jednym uchem Ci wchodzi ,a drugim wypada:P.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja znam pewną osobę z mojego otoczenia z gronkowcem - żyje i pracuje normalnie i to na stanowisku "taśmowym". Nie wiem jak jej się udało z tego wyjść, ale wiem że ostatnio nawet miała jakąś operację (zupełnie nie związaną z tym zakażeniem) i przeszła ją bez komplikacji, chociaż ta operacja była dość poważna. Tak więc i dla Ciebie Salanee jest szansa :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bo każdy z nas ma na sobie gronkowca, żyje normalnie na skórze. Gorzej, kiedy zamienia się w gronkowca złocistego, opornego na większość antybiotyków. Kiedy miałam problemy z ręką, które zostały wywołane właśnie gronkowcem złocistym, to też nic nie pomagało, a lekarze w moim mieście długo wahali się, co zrobić. Kiedy już cierpliwość mojej rodziny się skończyła i pojechałam na konsultacje, tam okazało się, że gronkowiec zjadał mnie od kilku dobrych miesięcy ( niegojące się rany na przedramieniu), i gdyby wcześniej usunąć przyczynę, nie musieliby mi później wycinać kości, przez brak której straciłam ruch w ręce. Sprowadzili specjalny lek z Niemiec, wycięli chorą kość, i gronkowca złocistego uśpili..., teraz znów się obudził, zaatakował i tak trwa to ponad rok. Najgorsze, że operacji miałam aż za dużo, żeby się go pozbyć, o lekach nie wspomnę, i nic nie pomaga. Autoszczepionka miała być złotym środkiem, a póki co, nic się nie dzieje. Zim, powiedz mi, czy ta osoba nie miała czasem gronkowca złocistego w gardle? Takie są lepsze do wyleczenia te, co znajdują się w ranach są gorsze, bo szybciej się uodparniają na leki. Szansa Zim zawsze jest, muszę w to wierzyć :)

    wolf, no tak, Ty wyłapujesz bezpośrednio, co dzieje się, jak reaguję, jakie mam dni :) Ciekawam tylko, ile mi się w tym uchu zatrzymuje, a ile wypada? :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem czy ta osoba miała go akurat w gardle (nie jestem z nią w tak bliskich kontaktach), ale wiem że złapała go w szpitalu podczas jakiejś wizyty - podobno to częsta droga zakażenia. Czasem jej się uwidacznia ten gronkowiec, kiedy jest osłabiona - w taki sposób, że widać jej na twarzy i szyi takie jakby ranki. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam, trafiłem tu z innej stronki, nie wiem jak wyglądał poprzedni wystrój, ale ten jest czytelny, co się liczy :) Jestem pewien, że masz wielu czytelników, pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Witaj, Jakubie :)
    Bardzo mi miło,że do mnie zaglądnąłeś, no i, że podoba Ci się u mnie. Skromnie powiem, że poprzedni wystrój - też był ładny ;) Ogólnie, lubię porządek i przejrzystość, dlatego w każdy nowy szablon, który tu umieszczam, wkładam swoje serducho :) Wszystko musi być tak, jak chcę, bo inaczej spokoju mi to nie da, zawzięta bywam, jak chcę dopiąć swego:)
    Dziękuję za odwiedziny, i pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń