Kto by pomyślał - pierwszy dzień jesieni. Zleciał ten czas, dopiero zaczęło się lato, teraz już jesień, za niedługo przyjdzie zima i znowu - byle do wiosny... Koło się kręci, życie toczy się dalej. Co jeszcze nam przyniesie wraz z nastaniem poszczególnych miesięcy? Kto to wie, wiem jednak, że trzeba być mocnym, bo jak się przetrwa te najgorsze chwile, to później łatwiej jest zrozumieć, przekalkulować, zastanowić się. Wyciąga się wnioski, godzi się z wieloma rzeczami, starając się znaleźć wyjście, zaakceptować i powiedzieć sobie, że jak coś się dzieje, to tak po prostu musi być. Ile tych złych chwil jeszcze nas - jako ludzi czeka? Nie wiadomo..., ale można się zgubić, zatracić, zwątpić. Czasami wielka szkoda, że nie można czynić cudów...
Dzisiaj znowu się zwizytowałam u chirurga, hmm, na tym polu nie jest dobrze, jeszcze czekamy, ale w którą stronę by nie spojrzeć, wychodzi szpital... Tak nie chcę do niego pójść, ale podświadomie wiem, że jest to dla mnie jedyne rozwiązanie, bo z tym czymś na plecach żyć nie mogę.
Jesień - Starego Dobrego Małżeństwa, rozpoczynała moje życie blogowe w tamtym roku, dzisiaj chciałabym tę piosenkę przypomnieć...
Salanee, szpital to z drugiej strony mimo wszystko też nie jest dobra rzecz, pomijam już kwestie czysto psychologiczne, ale z tego co piszesz wnioskuję że masz rany (dobrze wnioskuję), a w szpitalach nie brakuje zakażeń i to zakażeń naprawdę wrednych, bo tych antybiotykoopornych.
OdpowiedzUsuńPiosenka taka nostalgiczna - bardzo nastrojowa. Tutaj pogoda niezbyt przypomina jesieni, może to jakaś rekompensata za paskudną wiosnę?
Pozdrawiam cieplutko.
Miało być w nawiasie: dobrze wnioskuję?
OdpowiedzUsuńZimbabwe z jednej strony masz rację, ale może pobyt w szpitalu pomoże.... Nie trzeba od razu zakładać czarnego scenariusza :)
OdpowiedzUsuń3maj się Kochana
Buziaczki
Olu, ja nie zakładam czarnego scenariusza :) Po prostu się martwię o naszą Salanee. Pozdrawiam Was obie :)
OdpowiedzUsuńZim, tak mam teraz ranę w okolicach lewego pośladka i lędźwi. Jest to rana, które została zrobiona w lutym, nacięcie, które musiało powstać ze względu na naciek zapalny, z którego wydobywała się ropa. Nacięli, i tak już zostało. Przez cały ten czas, rana nie chce się goić, teraz jest już przewlekła, dodatkowo od niej, w kierunku przeszczepu, który mam nałożony na plecach, poszedł jakiś czas temu naciek zapalny z ropniami, przenoszone - pękły i już kilka miesięcy sączy się i z nich. One same wypukły, wyrosło dzikie mięso, dolegliwości bólowe spore, ogólny dyskomfort też. Bakterie u mnie zmieniały się, ale jedna pozostaje cały czas. Jest to gronkowiec złocisty, który dostał mnóstwo leków a nic na niego nie działa. Miałam go już w sobie, bo dawno temu, zarazili mnie nim w szpitalu, podczas jednej z operacji jakie miałam na rękę. Obudził się znowu... I nawet autoszczepionka sobie poradzić nie mogła, jest taki oporny. Nie chcę iść do szpitala, bo po prostu boję się kolejnych ran, które nie będą się goić, bólu już nie chcę, kłucia i w ogóle tego stresu psychicznego. Wiem też, że nie będę miała tam takiego wsparcia, że będę sama wśród chorób i cierpień innych ludzi. Będę miała za dużo czasu do rozmyślań i to mnie zabije. Tu mi pomagacie, i póki, co jakoś trwam z tym wszystkim.
OdpowiedzUsuńSalanee, a masz laptopa? Jeśli tak, to czy mogłabyś używać go w szpitalu? Wiem że niektórzy tak robią.
OdpowiedzUsuńTak, ja za każdym razem miałam laptopa, nazywałam to swoim centrum dowodzenia :) W tym szpitalu długo leżałam, więc bez laptopa bym nie dała rady i internetu ma się rozumieć..., dzięki niemu tyle wytrzymałam.
OdpowiedzUsuńZawsze to jakaś pociecha, ale pewnie i tak dostęp ograniczony, chyba że się mylę? Nie byłam nigdy na dłużej w szpitalu, a już na pewno nie z laptopem, więc nie wiem jak to jest.
OdpowiedzUsuńTo znaczy wiesz, internet miałam we własnym zakresie. Iplusa - można było chodzić po stronach, ale musiałby być wyłączone obrazki, żeby jak najmniej pobierało danych. O filmikach na YT, można było zapomnieć. Komunikatory, jak najbardziej tak, ale te pisane tylko, żadne Skype. Ogólnie, nikt nie zabraniał mi korzystać, nikt się nie czepiał. Jak mogłam jakoś funkcjonować, to wtedy potrafiłam siedzieć cały dzień, po operacjach były chwile przerw - w zależności od dolegliwości bólowych.
OdpowiedzUsuńCzęść bloga jest prowadzona ze szpitala właśnie :)